fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Kościół nie zastąpi polityków

materiały prasowe
Powodem, dla którego Kościół nie może wziąć na siebie roli mediatora między uczestnikami politycznego konfliktu, są głębokie podziały rozdzierające społeczeństwo – pisze katolicki kapłan.

Sławomir Sowiński w artykule „Kto ostudzi polityczną gorączkę" niedwuznacznie sugeruje, że Kościół katolicki w Polsce powinien w obecnej sytuacji politycznej i społecznej kolejny raz wziąć na siebie zadanie mediatora między uczestnikami rozpalającego się coraz bardziej konfliktu. Podpowiada, że obecni po wszystkich stronach sporu, ale marginalizowani państwowcy, ludzie kompromisu, politycy traktujący swą misję jak służbę, a nie walkę, „czekają dziś na jakiś głos czy też gest ze strony Kościoła zachęcający ich politycznych liderów, współpracowników, konkurentów i sojuszników do zaprzestania wyniszczającej politycznej walki".

Zignorowany głos

Taki gest ze strony Kościoła już miał miejsce. Tyle, że przeszedł bez echa, a właściwie został całkowicie zignorowany. 12 grudnia, w przeddzień kolejnej rocznicy wprowadzenia w Polsce stanu wojennego, ale też w przeddzień uroczystego otwarcia w wielu świątyniach Drzwi Świętych z racji ogłoszonego przez papieża Franciszka Roku Miłosierdzia, Prezydium Konferencji Episkopatu Polski wydało komunikat, który jednoznacznie odnosił się do sytuacji w kraju. Biskupi wezwali do przebaczenia i pojednania.

„Przebaczenie stanowi siłę, która przywraca nam nowe życie i dodaje odwagi, aby patrzeć w przyszłość z nadzieją" – przypomnieli. Zaapelowali o zaprzestanie osądzania i potępiania bliźnich. Podkreślili znaczenie solidarności, niezbędnej nie mimo ludzkiej słabości, ale właśnie ze względu na nią. „Człowiek może być solidarny, bo potrzebuje solidarności; może się dzielić, bo mu czegoś brakuje; może kochać, bo potrzebuje miłości. Jednakże ten fundament miłosierdzia może zostać zniszczony przez pokusę faryzejskiej doskonałości. Tam gdzie znika świadomość własnej słabości, tam też solidarność staje się niemożliwa. Trudno sobie wyobrazić dobrze funkcjonującą wspólnotę polityczną bez solidarności czy też przenikniętą duchem pokoju wspólnotę międzynarodową pozbawioną gotowości do wykraczania poza czysto partykularne interesy. Gdyby życie społeczne było pozbawione solidarności, łatwo zamieniłoby się ono w piekło zgotowane człowiekowi przez człowieka" – czytamy w dokumencie.

Skoro tego rodzaju ważny głos zostaje gremialnie zbagatelizowany, to co jeszcze Kościół katolicki może zrobić? Myślę, że na poziomie gestów i oficjalnych wypowiedzi niewiele. Może jedynie przypominać zawarty w komunikacie Prezydium KEP apel, tak, jak to zrobił np. metropolita katowicki abp Wiktor Skworc w rocznicę pacyfikacji kopalni „Wujek". Jakiekolwiek działania o charakterze mediacyjnym przypominałyby raczej wkładanie palca między drzwi, które lada moment z wielką siłą się zatrzasną. Aby je zatrzymać, trzeba czegoś o wiele skuteczniejszego.Trzeba wielu rąk, gotowych do wspólnego wysiłku dla dobra obywateli i państwa.

Bolesne podziały

Istnieje bardzo istotny powód, który sprawia, że Kościół katolicki w Polsce w tej chwili nie może skutecznie wziąć na siebie roli mediatora między uczestnikami politycznego i społecznego konfliktu. Zadanie rozjemcy wymaga możliwości wzniesienia się ponad podziały, bezstronności, neutralności. Tymczasem boleśnie rozdzierające polskie społeczeństwo podziały dotykają również Kościoła i znajdują w nim odbicie. Nie tylko na poziomie biskupów i duchownych. Przede wszystkim dotyczą milionów wiernych, wśród których coraz częściej różnice polityczne okazują się silniejsze niż gotowość do spełniania Chrystusowego pragnienia „aby byli jedno". Sytuację usiłują na swoją korzyść wykorzystać politycy, instrumentalizując Kościół zarówno jako instytucję, jak i jako wspólnotę. Dotyczy to w równym stopniu tych, którzy starają się z Kościoła uczynić swojego poplecznika, jak i tych, którzy ustawiają go w roli chłopca do bicia czy wręcz przeciwnika politycznego.

Sytuację dodatkowo komplikują wskazywane przez coraz liczniejszych komentatorów usiłowania zmierzające do przekształcenia konfliktu politycznego w spór o charakterze moralnym. Kościół z oczywistych względów będzie w nim postrzegany jako jeden z uczestników, a nie arbiter.

Czy wobec tego Kościół katolicki w Polsce zrobił już wszystko, co do niego należało w sytuacji nasilających się rozdźwięków i powiększającej się przepaści wewnątrz społeczeństwa? Zwłaszcza, że nie widać rzeczywistej gotowości do pozytywnej odpowiedzi sił politycznych i społecznych na jego gesty i apele. Co jeszcze może zrobić?

Ludzie sumienia

We wrześniu metropolita łódzki abp Marek Jędraszewski podczas kolejnego spotkania z cyklu „Dialogi w katedrze" przypomniał, że w społeczeństwie demokratycznym zadaniem Kościoła jest ukazywanie uniwersalnych wartości, a także „dbanie o sumienie, które trzeba w sobie obronić i kształtować". W tym przypomnieniu zawarta jest odpowiedź na postawione wyżej pytania.

Kościół jako wspólnota wierzących, a także jako uczestnik i współkreator polskich losów od ponad tysiąca lat stoi dziś przed ogromnym wyzwaniem i zadaniem. Wyznaczył je dwadzieścia lat temu św. Jan Paweł II podczas pielgrzymki do Skoczowa. Mówił wtedy: „Nasza Ojczyzna stoi dzisiaj przed wieloma trudnymi problemami społecznymi, gospodarczymi, także politycznymi. Trzeba je rozwiązywać mądrze i wytrwale. Jednak najbardziej podstawowym problemem pozostaje sprawa ładu moralnego. Ten ład jest fundamentem życia każdego człowieka i każdego społeczeństwa. Dlatego Polska woła dzisiaj nade wszystko o ludzi sumienia!". Dalej nasz rodak na Stolicy Piotrowej szczegółowo wyjaśnił, co to znaczy być człowiekiem sumienia. To przede wszystkim w każdej sytuacji swojego sumienia słuchać i jego głosu w sobie nie zagłuszać, choć jest on nieraz trudny i wymagający. To także angażować się w dobro i pomnażać je w sobie i wokół siebie, a także nie godzić się nigdy na zło. „Być człowiekiem sumienia, to znaczy wymagać od siebie, podnosić się z własnych upadków, ciągle na nowo się nawracać". Ludzie sumienia angażują się w budowanie królestwa Bożego, królestwa prawdy i życia, sprawiedliwości, miłości i pokoju, w swoich rodzinach, w społecznościach, w których żyją i w całej Ojczyźnie, biorą odważnie odpowiedzialność za sprawy publiczne, troszczą się o dobro wspólne, nie zamykają oczu na biedy i potrzeby bliźnich, w duchu ewangelicznej solidarności. „Dzisiaj, kiedy zmagacie się o przyszły kształt życia społecznego i państwowego, pamiętajcie, iż zależy on przede wszystkim od tego, jaki będzie człowiek - jakie będzie jego sumienie" – powiedział Jan Paweł II. Aktualność jego słów jest alarmująca.

Kościół nie zastąpi w Polsce polityków. Nie taka jest jego misja. Może jednak i powinien intensywną pracą duszpasterską kształtować ludzkie sumienia, także sumienia polityków i wszystkich, którzy angażują się w budowanie Rzeczypospolitej Polskiej. W ten sposób najlepiej przyczyni się do dobra wspólnego.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA