fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Juliusz Braun: Czyja jest puszcza

Juliusz Braun
Juliusz Braun jest wykładowcą Collegium Civitas, był posłem na Sejm i prezesem TVP, autorem wielu publikacji na temat ochrony środowiska w nauczaniu Kościoła katolickiego.
Fotorzepa/ Waldemar Kompała
Przesunięcie granic Świetokrzyskiego Parku Narodowego ma pozwolić na przejęcie własności klasztoru na Łysej Górze przez misjonarzy oblatów – pisze były poseł.

Puszcza jest niczyja – nie moja ani twoja, ani nasza, jeno boża, święta!" – prawie 100 lat minęło od chwili, gdy Stefan Żeromski tymi słowami kończył „Puszczę Jodłową", swój poemat prozą, a konflikt o to, czyj jest (i czyj być powinien) skrawek puszczy i zabudowania klasztorne na Świętym Krzyżu stał się jednym z gorących tematów polskiej polityki. Formalnie chodzi o treść rozporządzenia Rady Ministrów dotyczącego granic Świętokrzyskiego Parku Narodowego, którego kolejny już projekt krytykują ekolodzy i naukowcy zajmujący się ochroną przyrody, wspierani przez opozycyjnych polityków. Nie jest jednak tajemnicą, że tak naprawdę rzecz dotyczy Kościoła, a mówiąc precyzyjnie Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej.

Przedmiotem konfliktu jest przepis wyłączający z obszaru parku narodowego niespełna półtora hektara na szczycie Łysej Góry z kościołem (obdarzonego przez papieża Benedykta XVI godnością bazyliki) i zabytkowymi zabudowaniami. Część z nich to dziś klasztor, a część należy do Świętokrzyskiego Parku Narodowego.

Aby wyjaśnić skomplikowaną sytuację własnościową, cofnąć się trzeba ponad 200 lat. W 1819 roku klasztor benedyktynów na Świętym Krzyżu, czyli Łysej Górze, zwanej też Łyścem – nie mylić z Łysicą – został skasowany na mocy bulli papieskiej. Majątek częściowo sprzedano, by wyposażyć nowo tworzone diecezje. Budynki stały się ostatecznie własnością rządu Królestwa Polskiego.

Sytuacja zmieniała się przez lata. Sam kościół był przez większość czasu użytkowany na cele kultu. W budynkach klasztoru umieszczono w połowie XIX w. Instytut Księży Demerytów (czyli tzw. księży zdrożnych), swego rodzaju więzienie dla księży skazanych głównie z powodu niemoralnego prowadzenia, pijaństwa i innych wykroczeń. Później stał się siedzibą ciężkiego więzienia. Tak było w czasach carskich, tak samo w II Rzeczypospolitej, gdy wśród więźniów byli m.in. Stepan Bandera i Sergiusz Piasecki. Więzienie nie zajmowało jednak całości zabudowań dawnego klasztoru. Część – w tym kościół – służyła nadal celom religijnym. W 1936 roku na mocy decyzji biskupa sandomierskiego, pracę duszpasterską na Świętym Krzyżu rozpoczęli oblaci, którzy są i dziś gospodarzami sanktuarium.

W latach II wojny światowej na Świętym Krzyżu Niemcy więzili radzieckich jeńców wojennych. Po wojnie do budynków klasztoru powrócili zakonnicy. Dawne więzienie stanowiło nadal własność państwową, a wkrótce jego gospodarzem stał się utworzony w 1950 roku Świętokrzyski Park Narodowy. Sąsiedztwo było jednak uciążliwe i gdy zmieniły się okoliczności polityczne, oblaci podjęli starania o uzyskanie praw własności całości dawnego klasztoru benedyktyńskiego. W 2002 roku Komisja Majątkowa, której nie można posądzać o niechęć do Kościoła, nie znalazła jednak powodów by uznać te roszczenia. Oblaci potwierdzili natomiast swoje prawa do części zajmowanej od 1936 r. w trybie przepisów o zasiedzeniu.

Obchodzenie przepisów

To jednak dopiero początek nowej odsłony konfliktu. Po stronie zakonu opowiedzieli się politycy Prawa i Sprawiedliwości. Ponieważ orzeczenie Komisji Majątkowej było ostateczne, pojawiła się nowa konstrukcja prawna: „przywrócenie integralności nieruchomości należących do Domu Zakonnego Zgromadzenia Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej – Sanktuarium Relikwii Drzewa Krzyża Świętego na Świętym Krzyżu". Nieruchomości, o których mowa – przypomnijmy – znajdują się w granicach Świętokrzyskiego Parku Narodowego. Przeniesienie tysiącletniego klasztoru i sanktuarium w inne miejsce nie jest możliwe, ktoś wpadł więc na genialny pomysł, że to park narodowy łatwiej będzie trochę przesunąć. I stąd rozporządzenie usuwające Święty Krzyż z granic Świętokrzyskiego Parku Narodowego.

Prawo chroni jednak integralność parków narodowych. Ustawa o ochronie przyrody pozwala na zmniejszenie parku tylko w razie „bezpowrotnej utraty wartości przyrodniczych i kulturowych jego obszaru". Park narodowy to zgodnie z ustawą obszar wyróżniający się szczególnymi wartościami przyrodniczymi, naukowymi oraz – uwaga! – społecznymi, kulturowymi i edukacyjnymi. Nawet gdyby uznać, że wzniesione kilkaset lat temu budynki, a także drogi, a nawet – jak czytamy w ministerialnym dokumencie – istniejące tu pielęgnowane trawniki pozbawiły Święty Krzyż szczególnych wartości przyrodniczych, to przecież nie utracił on wartości społecznych i kulturowych. Przyrodnicy zapewniają zresztą, że o utracie wartości przyrodniczych też nie ma mowy. W stanowisku Instytutu Ochrony Przyrody PAN zapisano wyraźnie, że stan działek nie zmienił się zasadniczo od powstania ŚPN.

Ale od czego kreatywni prawnicy. Już w pierwszych słowach uzasadnienia do kontrowersyjnego rozporządzenia napisano: „Niniejszy projekt ma na celu powiększenie obszaru (...) Świętokrzyskiego Parku Narodowego". A skoro obszar się powiększa, to – co oczywiste – przepisy o jego zmniejszeniu nie mają zastosowania. Z samego środka parku wycina się co prawda teren na szczycie Łysej Góry z klasztorem, który dał nazwę całemu parkowi narodowemu, ale dodaje w zamian znacznie większy – to prawda – las koło wsi Grzegorzewice. Problem w tym, że las ten, otoczony wsiami i polami, odległy jest od zwartego obszaru ŚPN lasu o kilka kilometrów. To tak samo, jakby postanowiono powiększyć chroniony obszar Starego Miasta w Krakowie, wycinając z niego Sukiennice, dodając jednak rynek w Lanckoronie.

Specyficzna troska

Po co te wszystkie sztuczki? Wyjaśnienie jest jedno. Trudno tu szczegółowo omawiać zawiłości prawne, ale wyłączenie zarówno klasztoru jak budynków zajmowanych przez ŚPN i ich najbliższego otoczenia z granic parku narodowego może ułatwić przekazanie całego obszaru zakonowi, np. w formie sprzedaży z odpowiednią bonifikatą. Nikt tych planów nie dementuje.

Wykreślenie Świętego Krzyża ze Świętokrzyskiego Parku to dziwny symbol. Czy miałoby to oznaczać, że gospodarze sanktuarium nie potrafią godzić jego działalności z troską o przyrodę? Sami oblaci stwierdzają w oświadczeniu opublikowanym w 2019 r. że jest inaczej: „Klasztor nie przestanie funkcjonować w otoczeniu Parku Narodowego i jodłowej puszczy, a więc z poszanowaniem przyświecającej nam wszystkim troski ekologicznej". Może więc Święty Krzyż miałby się stać ośrodkiem duszpasterskiej edukacji w dziedzinie ochrony środowiska, promocji nauczania papieży na temat relacji człowieka i środowiska naturalnego? Gospodarze sanktuarium specyficznie rozumieją jednak ową troskę, skoro za powód do dumy uznają na przykład organizowane co roku wiosną masowe zjazdy motocyklistów. „Tak głośno na Świętym Krzyżu nie było dawno" – informowało radośnie Polskie Radio Kielce, gdy tradycja dopiero się zaczynała. Na imprezę stawiło się już ponad 3,5 tysiąca motocyklistów.

Wszystko to – przypomnijmy – w samym centrum parku narodowego (a w dodatku w środku sezonu lęgowego). Jakoś nikomu nie przyszło do głowy, że motocykle mogą zostać na parkingu poza parkiem, a ostatni odcinek pielgrzymki przez Puszczę Jodłową można pokonać pieszo. I to w ciszy.

Co będzie, gdy Święty Krzyż znajdzie się już poza granicami obszaru chronionego? To tylko jeden przykład, ale szczególnie rażący. Zmiana granic ŚPN – jak się można spodziewać – będzie zarzewiem konfliktów znacznie ostrzejszych niż obecne.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA