fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Kościelniak: Budyniowy sekularyzm

Flickr
We Francji widać, że obecna polityka laicyzacji życia publicznego zupełnie się nie sprawdza. By różne religie mogły współegzystować, należy włączyć je w procesy tworzenia sfery publicznej – postuluje filozof.

Z obietnic odchodzącego prezydenta Francji pozostało niewiele. François Hollande pozostawił po sobie załamaną gospodarkę i gigantyczne problemy strukturalne. Ale to jedynie część jego porażki. W trakcie jego kadencji Francja przechodziła przez szereg turbulencji religijnych. Pierwszy raz w jej najnowszej historii doszło do motywowanego religijnie (reakcja na obrazoburstwo) mordu na redaktorach satyrycznego pisma "Charlie Hebdo". Później nastąpił zamach w Nicei, a morderstwo katolickiego księdza Jacques'a Hammela tylko potwierdziło, że motywowana religijnie przemoc nie była tylko przypadkiem.

Były premier Jean-Pierre Raffarin stwierdził, że te ataki były „wywoływaniem wojny religijnej", a wprowadzony przez niego stan wyjątkowy zmienił się w codzienność. Mimo to Hollande nie zmieniał swojej liberalno-socjalistycznej polityki wobec religii. Jego doktryna naiwnie zakładała, że skupienie działań publicznych tylko na wartościach konstytucyjnych i zepchnięcie religii do sfery prywatnej zapewni spokój społeczny i stabilność republiki. Realne działania odbiegały jednak od programu bezstronności, zamiast tego pogłębiały negatywnie nastawioną wobec religii sekularyzację.

Fundamentalnym błędem tego projektu jest sztuczne oddzielenie religii od wiary. Religia jest traktowana na równi z innymi instytucjami. Założenie to zupełnie ignoruje specyfikę wiary religijnej. Wspólnotowa więź, jedyny czynnik podobieństwa między kościołami a państwem, nie wyczerpuje wiary. Gdyż wiara niesie ze sobą także nadzieję związaną z planem zbawienia, co rodzi różne konsekwencje społeczne. Polityka Hollande'a była tragicznym w skutkach zaprzeczeniem tych faktów, a przyjęty model świeckości zupełnie nie odpowiadał realnym wyzwaniom świata XXI w. Problem ten opisał w swej książce Emmanuel Todd, który zdemaskował francuski sekularyzm, bazujący nie na bezstronności, lecz ukrytej niechęci do religii.

Zabójstwo w redakcji „Charlie Hebdo" odsłoniło sprzeczności polityki agresywnego neutralizmu. Według Hollande'a przed tego typu wypadkami społeczeństwo miał zabezpieczyć program zawarty w haśle „więcej świeckości". Todd odsłonił meandry tego myślenia, opisał, jak zakorzeniony w dechrystianizacji radykalny laicyzm staje się przeciwnikiem każdej religii. Skutecznym programem dla wspólnej egzystencji różnych religii nie będzie zatem pogłębianie sekularyzacji instytucji państwowych, lecz włączenie religii w procesy tworzenia sfery publicznej. Gdyż dziś francuska sekularyzacja, zamiast rozwiązywać, jedynie eskaluje problemy.

Przykładowo, zakaz eksponowania symboli religijnych uderzył przede wszystkim w muzułmanów. Pogłębiający się sekularyzm z jednej strony ogranicza prawa spokojnych wyznawców, a z drugiej strony wcale nie rozwiązuje problemu ekstremizmu. A strategia ochrony obrazoburstwa jako formy wolności jest zupełnym nieporozumieniem, gdyż skazuje religie i ich wyznawców na niższe pozycje społeczne, jako tych, których można obrażać i którym nie należy się ochrona godności ze strony państwa.

Szumne zapowiedzi Françoisa Hollande'a obrony wolności i bezpieczeństwa obywateli w praktyce skończyły się schowaniem głowy w piasek w obliczu islamskiego ekstremizmu, co w kampanii punktowała Marine Le Pen. Nazwała prezydenta Francji budyniem, co oddaje także jego politykę wobec religii. To „sekularyzm budyniowy", cechujący się zupełną nieskutecznością. Niezwracający szczególnej uwagi na te zagadnienia Emmanuel Macron wydaje się wiernie kopiować politykę swego poprzednika. Tymczasem Francji potrzebna jest zmiana i odwrót od dotychczasowej polityki.

Należałoby zacząć od postawienia pytań fundamentalnych i zastanowienia się nad nowym ułożeniem hierarchii wartości w sferze publicznej. Być może tropem mogłoby być ponowne sięgnięcie do idei tzw. laickości pozytywnej, o czym wielokrotnie mówił Benedykt XVI. Francja nie rozumie, że ekskluzja religii, przejawiająca się np. w wyrugowaniu ze szkół ubioru religijnego, nie otwiera żadnej debaty, lecz ją zamyka. Dlatego we Francji tak znakomicie czują się dziś ekstremiści, którzy skrzętnie korzystają z politycznego niezdecydowania. Jeśli polityka państwa wobec religii sprowadza się jedynie do kontroli kwestii związanych z bezpieczeństwem, to trudno oczekiwać, by wierni chcieli współpracować z państwem w zwalczaniu ekstremizmu. Jeśli prezydent Macron nie zmieni zacofanej polityki budyniowego sekularyzmu, to nie wróży to Francji niczego dobrego, a przebudzenie z mrzonek nastąpi dopiero w warunkach pogłębienia się ekstremizmu.

Autor jest adiunktem w Instytucie Kulturoznawstwa UAM w Poznaniu

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA