fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Ryszard Bugaj: Sprzeciw nie może być skuteczny

Ryszard Bugaj
Fotorzepa/Dominik Pisarek
Polityka rządu w wielu kwestiach zasługuje na sprzeciw, ale w sprawie ratyfikacji ustawy o „zasobach własnych" potrzebne jest współdziałanie – przekonuje ekonomista.

Spór o ratyfikację uregulowania o zasobach własnych Unii Europejskiej nie koncentruje się na najważniejszych sprawach, których to uregulowanie dotyczy. Entuzjaści ratyfikacji podkreślają, że jej odrzucenie pozbawi Polskę „dotacji" w kwocie kilkudziesięciu mld euro (i kilkudziesięciu mld euro ultrataniej pożyczki). Przeciwnicy ratyfikacji zdają się kompletnie nie dostrzegać negatywnych politycznych następstw zablokowania przez Polskę europejskiego projektu „gospodarczej odbudowy".

Przypuszczać można, że znaczna część opinii publicznej jest przekonana, że z powodu politycznego zacietrzewienia niewielkiej części polityków Zjednoczonej Prawicy i/lub sprzeciwu dużej części opozycji Polska pozbawiona zostanie wielkiej darowizny.

Wszyscy się składają

Owszem, europejski projekt w wymiarach finansowych jest dla Polski najprawdopodobniej (choć nie na pewno) korzystny, jednak żadna część pochodzących z niego środków nie ma cech darowizny. To prosta konsekwencja faktu, że środki na sfinansowanie wydatków programu odbudowy Bruksela musi pożyczyć, a pożyczone pieniądze trzeba zwrócić (z oprocentowaniem). Na spłatę muszą się złożyć wszystkie państwa członkowskie – także Polska. Pewnie w sumie będzie to jednak dla nas korzystne. Po pierwsze, Unia jako całość może pożyczyć na korzystniejszych warunkach niż te, które musi akceptować Polska. Po drugie, jest chyba przesądzone, że będziemy partycypować w rozdzielanych przez Unię środkach w większym stopniu niż w kwocie koniecznej do spłacenia zadłużenia. To nie jest jednak pewne, bo jeszcze nie wiadomo, jakie – konieczne dla spłaty pożyczki – dodatkowe zobowiązania (podatki) zostaną nałożone na kraje członkowskie.

Krok dalej

Oczywiście, ustanowienie Funduszu Odbudowy jest równoznaczne z dystrybucją kompetencji: uwspólnotowienie długu to wzmocnienie federalnych cech UE. Środowiska liberalne akceptują tę zmianę i opisują ją jako celowe pogłębienie integracji. Kilka lat temu znaczący krok w kierunku formuły federacyjnej dokonał się za sprawą przyjęcia traktatu lizbońskiego. Czy należy zrobić krok następny?

Na rzecz zachowania obecnych kompetencji państw narodowych można przytoczyć zarówno argumenty ekonomiczne, jak i polityczne (o emocjonalnych nie wspominając). Ale też ustanowienie Funduszu Odbudowy nie jest regulacją „traktatową", choć jest ważnym precedensem. Można chyba przyjąć, że dopiero ocena praktycznych skutków uwspólnotowienia długu przesądzi, czy ta zmiana będzie mieć charakter trwały.

Polexit czy fikcja?

Drugie – już wprowadzone – uregulowanie, tzn. zasada „pieniądze za praworządność", jest pryncypialnym argumentem Solidarnej Polski (SP) uzasadniającym sprzeciw tej partii wobec ratyfikacji. Politycy SP występują w roli obrońców naszej suwerenności, ale czy rzeczywiście ingerencja Unii oparta o uprawnienie do oceny stosowania zasad praworządności może mieć istotne znaczenie? Unia już dziś podejmuje pewne decyzje ingerujące w dziedziny, które w państwach spoza Unii należą do ich wyłącznej kompetencji – np. pomoc dla przedsiębiorstw. Nie negując, że zasada „pieniądze za praworządność" nie ma jednoznacznego oparcia w traktatach, nie ma też dobrych powodów, by przyjmować, że ingerencja z tego tytułu będzie poważnym uszczerbkiem na naszej suwerenności.

Prawo i Sprawiedliwość jest oskarżane przez opozycję, że zmierza do wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej. Tak w każdym razie interpretowane są podejmowane przez rząd próby wymuszenia na Unii różnych ustępstw. Te próby można oczywiście oceniać krytycznie, ale trzeba też dostrzec, że generalnie PiS w swej polityce wobec Unii zachowuje się pragmatycznie: prezydent Lech Kaczyński opowiedział się jednak za ratyfikacją traktatu lizbońskiego, a rząd Mateusza Morawieckiego zaakceptował zasadę „pieniądze za praworządność" oraz dąży do ratyfikacji ustawy o powiększeniu „zasobów własnych" Unii.

Kto zyska politycznie

Polityka obecnego rządu w wielu kwestiach zasługuje na ostry sprzeciw, ale kwestii ratyfikacji ustawy o „zasobach własnych" opozycja nie powinna wykorzystywać do pognębienia rządu. W tej sprawie potrzebne jest – mimo wszystko – współdziałanie. Zablokowanie przez Polskę tego projektu nie byłoby dla nas ekonomiczną katastrofą, ale w oczach Europy zyskalibyśmy opinię kraju odrzucającego solidarność z krajami pokrzywdzonymi przez pandemię.

Dziś – po spotkaniu premiera Morawieckiego z przedstawicielami „lewicy" – jest już właściwie pewne, że sprzeciw opozycji nie może być skuteczny, a rząd nie będzie zmuszony do jakiegoś istotnego skorygowania swoich planów dotyczących wydatkowania środków z Funduszu Odbudowy. To porażka Platformy Obywatelskiej i sukces „lewicy". Ale przede wszystkim – szczególnie jeżeli Zjednoczona Prawica zdoła zmniejszyć poziom wewnętrznych konfliktów – najprawdopodobniej wzrośnie poparcie dla obozu rządowego.

Prof. Ryszard Bugaj jest ekonomistą, w przeszłości aktywnie uczestniczył w polityce

Samorządowcy

nie chcą pożyczek z Funduszu Odbudowy, wolą dotacje >A14

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA