fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przestępczość

Policja: Nie można nas winić za tragedię w Zakopanem

- Za działania 30-letniego nożownika z Zakopanego nie można winić policji - twierdzi Sebastian Gleń, rzecznik małopolskiej policji.
materiały policji
- Za stan zdrowia 30-letniego nożownika z Zakopanego, czy jego działania, bądź decyzje, nie można winić policji - mówi Sebastian Gleń, rzecznik małopolskiej policji. I dodaje, że relacja jego siostry mija się z policyjnymi ustaleniami.

Dzień przed zbrodnią siostra nożownika alarmowała policję, że może się stać coś złego. Sugerowała wzmocnienie patroli.

– Wieczorem przed tragedią dzwoniłam dwa razy na policję i dwa razy na pogotowie. Policja zapytała mnie, czy brat jest agresywny, ale brat nie był agresywny, więc odmówiono mi pomocy. Poprosiłam telefonicznie zakopiańskich policjantów, aby wzmocnili patrole, ponieważ brat zachował się skandalicznie – mówiła siostra sprawcy.

Kobieta opowiadała też, że w środę dzwonili do niej sąsiedzi ze skargami na brata. Stwierdziła, że mężczyzna "stracił kontakt z rzeczywistością i był w psychozie".

– Mówiłam, że mogą wydarzyć się różne rzeczy i prosiłam o wzmożenie patroli, ale nie udzielono mi pomocy. Na pogotowiu to samo. Nikt nie udzielił mi pomocy. Powiedzieli, że jeżeli brat nie jest agresywny, to nie są w stanie zrobić nic. Żałuję, że ja nie powiedziałam, że zostałam pobita, bo wtedy może by przyjechali – stwierdziła dodała siostra nożownika.

Do jej zarzutów odniosła się małopolska policja. - Relacja kobieta mija się jednak z dokonanymi przez nas wstępnymi ustaleniami w tej sprawie, w tym z nagraniem jej rozmowy z dyżurnym policji i jej zeznaniami złożonymi do protokołu. Nie potwierdzono by kobieta rozmawiała z krakowską policją lecz z Centrum Powiadamiania Ratunkowego - z siedzibą w Krakowie – opowiada Sebastian Gleń.

Przyznaje, że siostra nożownika rozmawiała z dyżurnym zakopiańskiej komendy. Policja odsłuchała zapis tej rozmowy i stwierdziła, że kobieta dopytywała co ma zrobić w przypadku "skandalicznego" zachowania chorego brata, o którym dowiedziała się od osób trzecich.

- Policjant, który odbierał to zgłoszenie poinformował ją, by w przypadku przejawów agresji zgłosiła to, przy czym w sytuacji jeśli to jest wynik choroby, to konieczne jest powiadomienie również pogotowia ratunkowego (przewóz chorego psychicznie odbywa się karetką pogotowia). W zgłoszeniu kobieta nie podawała informacji o konieczności "wzmożenia patroli", czy o tym że jej brat może zrobić komuś krzywdę i może zdarzyć się tragedia – zapewnia rzecznik małopolskiej policji.

Dodaje, że 13 marca mężczyzna wrócił do domu i poszedł spać i tamtego dnia nie było żadnego zgłoszenia by był agresywny. Następnego dnia ok. 6 rano trzydziestolatek wyszedł z domu, a około 10:25 wtargnął na prywatną posesję, gdzie mieszkały dwie kobiety i dokonał zabójstwa jednej z nich.

- Obarczanie odpowiedzialnością policji za tą zbrodnię jest absurdem. Mężczyzna już od wielu lat był chory psychicznie i prawdopodobnie nie poddawał się leczeniu. A za jego stan zdrowia czy jego działania bądź decyzje nie można winić policji – podkreśla rzecznik małopolskiej policji.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA