Reklama

Polacy boją się wycieku ich danych z urzędów i firm

Bardziej niż hakerów mogących się włamać do prywatnego komputera, Polacy obawiają się, że ich dane wpadną w niepowołane ręce, bo wyciekną z urzędów i firm - przyznali w sondażu.

Publikacja: 28.04.2020 06:42

Polacy boją się wycieku ich danych z urzędów i firm

Foto: Dominik Pisarek

60 proc. badanych uważa, że w czasie epidemii koronawirusa ich personalia, czy numery osobistych dokumentów poznają osoby nieuprawnione - o tym pisaliśmy tydzień temu. Zaskakujące wnioski płyną również z drugiej części sondażu na temat obecnego postrzegania zagrożeń w internecie. Ponad połowie badanych najbardziej spędza sen z powiek możliwość wycieku ich danych z różnych instytucji i firm.

Włamania do komputera, i w efekcie utraty danych boi się dziś co piąty ankietowany, a ich wyłudzenia przez oszustów - co czwarty. Jednak znacznie więcej osób obawia się problemów, jakie mogą ich spotkać przez niedbałość lub niekompetencję podmiotów, które przechowują informacje na ich temat, czyli urzędów oraz firm - na to wskazało łącznie 54 proc. ankietowanych, którzy wypowiedzieli się w sondażu przeprowadzonym na zlecenie Krajowego Rejestru Długów - Biura Informacji Gospodarczej.

Sklepy i urzędy

Prawie jedna trzecia badanych ma poważne wątpliwości dotyczące tego, czy prywatne przedsiębiorstwa będą w stanie - teraz, gdy trwa pandemia - zapewnić bezpieczeństwo ich danym osobowym. Chodzi m.in. o portale społecznościowe, sklepy internetowe oraz różne inne firmy, z których usług korzystamy.

Tymczasem na niektóre z nich jesteśmy skazani, do czego nas skłaniają ograniczenia wprowadzone w ramach walki z koronawirusem - wiele osób przestawiło się bowiem na zakupy online. W sondażu 21 proc. pytanych przyznało, że obecnie "znacznie częściej" niż wcześniej korzysta z płatności online.

Reklama
Reklama

Zakupy w sieci wymagają jednak założenia konta i zostawienia swoich personaliów w serwisie. Jest wygoda, ale i przybywa w Internecie miejsc, w których można znaleźć informacje na nasz temat.

Nasze dane osobowe gromadzą także instytucje publiczne, w tym urzędy, uczelnie czy szpitale. Ich zabezpieczeniom - jak wskazuje sondaż - nie ufa ponad 26 proc. badanych.

Jednak podobnie jak w przypadku prywatnych przedsiębiorstw, nie można sobie pozwolić na zupełną rezygnację z wizyty w urzędzie lub u lekarza (choć te w czasie pandemii są radykalnie ograniczone). Także np. uzyskanie decyzji administracyjnej, złożenie rozliczenia podatku lub rozpoczęcie studiów, wiąże się z koniecznością wypełnienia wniosków i formularzy, za pośrednictwem których różnym instytucjom są przekazywane nasze dane osobowe.

Analizując wyniki sondażu nasuwa się wniosek, że - zdaniem badanych - nie ma w sieci bezpiecznego miejsca, a głośne wycieki, do jakich ostatnio doszło te obawy potwierdzają.

- Polacy zrozumieli, że zachowanie podstawowych zasad bezpieczeństwa nie wystarczy do tego, żeby uchronić swoje dane osobowe i nie narazić się na przykre konsekwencje ich utraty, jak np. cudze pożyczki do spłaty. Nie mamy przecież wpływu na to, jak informacji na nasz temat pilnują ci, którym je powierzyliśmy – mówi Bartłomiej Drozd, ekspert serwisu ChronPESEL.pl. - Duży wpływ na brak zaufania do instytucji i firm miały zapewne doniesienia na temat dużych wycieków danych, do których doszło w ostatnim czasie - ocenia ekspert.

 

Reklama
Reklama

Błąd lub zaniedbanie

Obawy o bezpieczeństwo danych gromadzonych przez różne podmioty mają praktyczne uzasadnienie. 

Na początku marca branżowe media alarmowały, że z baz firmy udzielającej pożyczek online wyciekły informacje o ponad 200 tysiącach klientów (w tym wrażliwe dane jak PESEL, hasła, numery dowodów osobistych).

Głównym błędem - jak oceniali eksperci - było umieszczanie bazy danych w otwartej sieci.

W kwietniu echem odbiła się wiadomość o tym, że w Internecie dostępne są imiona, nazwiska, adresy zamieszkania i numery telefonów ok. 52 tysięcy głównie sędziów i prokuratorów, które zostały skradzione z bazy Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury (sprawę ujawniła "GW").

Policja zatrzymała informatyka z zewnętrznej firmy obsługującej system informatyczny KSSiP. Wygląda na to, że  do wycieku doszło przez błąd lub zaniedbanie.

Według ustaleń prokuratury w trakcie przenoszenia danych na nową platformę, informatyk utworzył katalog, do którego przeniósł dane pracowników wymiaru sprawiedliwości, zapisane w systemie informatycznym KSSiP (personalia, adresy mailowe i numery telefonów). Następnie nadał katalogowi uprawnienia publiczne, i przez to pobrać dane mógł każdy, mający dostęp do Internetu. Pliki ściągnęły do baz prywatnych nieustalone osoby. Kim są - to śledczy próbują ustalić. Sprawa wyszła na jaw gdy jeden z oszustów wykorzystując zdobyte dane przejął konto w mediach społecznościowych jednej z poszkodowanych osób.

Reklama
Reklama

Krzysztof J. usłyszy zarzut udostępnienia danych umożliwiających nieuprawniony dostęp do informacji przechowywanych w systemie informatycznym KSSiP.

Informatyk usłyszał zarzut "udostępnienia danych umożliwiających nieuprawniony dostęp do informacji przechowywanych w systemie informatycznym KSSiP".

- Niestety, ostatnie wydarzenia pokazują, że myśląc o bezpieczeństwie danych w sieci niczego nie można być pewnym. Codziennie czytamy o kolejnych wyciekach, Polacy również to dostrzegają, i to znajduje odzwierciedlenie w sondażu - zauważa Bartłomiej Drozd. Takie "wycieki" - jak zaznacza - mogą mieć bardzo przykry finał.

- Oszuści wykorzystują zdobyte dane do tego, by podszywając się pod ich właściciela wyłudzić kredyt lub zawrzeć umowę leasingową na samochód czy drogą elektronikę - zaznacza ekspert. I radzi, by oprócz przestrzegania podstawowych zasad bezpieczeństwa, stale monitorować zapytania na swój temat w Krajowym Rejestrze Długów. - Tylko wtedy można szybko zareagować, gdy ktoś spróbuje wykorzystać nasze dane – podkreśla Bartłomiej Drozd.

 

Przestępczość
Jacek Tomaszewski: Narkotyki Maduro miały zniszczyć Amerykę
Przestępczość
Nicolás Maduro i Cilia Flores doprowadzeni do sądu. Co się tam wydarzy?
Przestępczość
Brigitte Macron kontra hejterzy. Sąd w Paryżu wydał wyrok
Przestępczość
Berlin. Po pożarze dziesiątki tysięcy mieszkań bez prądu. Do podpalenia przyznała się Vulkangruppe
Przestępczość
Tajemniczy ładunek rosyjskiego statku, który zatonął. Co przewoził Ursa Major?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama