fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Przestępczość

Kolejni podejrzani o oszustwa na rynku forex

adobestock
Namawiali klientów do inwestowania obiecując wielkie zyski. W rzeczywistości pieniądze transferowano do egzotycznych krajów, gdzie znikały. Wpadli nowi podejrzani o oszukańcze transakcje na rynku Forex.

Funkcjonariusze z warszawskiego zarządu Centralnego Biura Śledczego Policji na polecenie Prokuratury Okręgowej w Warszawie zatrzymali kolejne 20 osób, które naciągały klientów poprzez platformy inwestycyjne rynku Forex. Proceder miał zorganizowany charakter, a członkowie grupy prowadzili bez zezwolenia działalność dotyczącą obrotu instrumentami finansowymi na rzecz firm zarejestrowanych poza granicami Polski, mieli też dopuszczać się oszustw w związku z inwestowaniem na rynku Forex.

- Zatrzymanym postawiono zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej o charakterze międzynarodowym, a także oszustw na łączną kwotę ponad 18 mln zł. Ich działaniami zostało pokrzywdzonych 350 inwestorów - mówi "Rzeczpospolitej" Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

Pierwsze uderzenie w grupę, która działała w Warszawie i okolicach miało miejsce w październiku 2017 roku. Teraz - kolejne. Mechanizm naciągania klientów był taki sam.

- Podejrzani jako przedstawiciele platform inwestycyjnych kontaktowali się z potencjalnymi inwestorami, oferując produkty mające zapewnić bardzo wysoki zysk, często sięgający kilkudziesięciu procent. Początkowe sukcesy inwestycyjne zachęcały klientów do dalszych wpłat - tłumaczy mechanizm oszustw Iwona Jurkiewicz, rzeczniczka CBŚP. - Jednak wkrótce potem klientom proponowano nietrafione inwestycje, które powodowały wyzerowanie ich kont. Aż kontakt z przedstawicielami firmy się urywał - zaznacza komisarz Jurkiewicz.

Tym razem - jak informują śledczy - zatrzymania dotyczyły pracowników spółki Amplio Investments, zatrudnionych na stanowiskach sprzedawcy, opiekuna klienta i managera. - Te osoby były bezpośrednio zaangażowane w proces inwestycyjny. Rozmawiały z klientami, bądź udzielały wskazówek bezpośrednio podległym im pracownikom - zaznacza prok. Łapczyński.

Jak w szczegółach wyglądał podział ról? Przekonanie klienta do rejestracji na platformie i do dokonania pierwszej wpłaty należało do telefonistów – sprzedawców. Ich wynagrodzenie składało się z części stałej, oraz z prowizji (ta ostatnia stanowiła procent od wpłaty klienta). Praca telefonistów - sprzedawców była nadzorowana przez managerów, których wynagrodzenie także składało się z części stałej i prowizji uzależnionej od sumy wpłat uzyskanej przez nadzorowaną grupę sprzedawców. Z kolei praca sprzedawców opiekunów klientów była w pieczy jednego lub dwóch szefów biura.

- Natomiast organizacja biura, kontakt z osobami odpowiedzialnymi za prowadzenie platform, oraz rozliczanie platform należało m.in. do osób, które zostały zatrzymane w październiku ubiegłego roku, i które od tamtej pory przebywają w aresztach - mówi prok. Łukasz Łapczyński. 

Jak ustalili śledczy na początku współpracy „inwestycyjnej” klientom były proponowane inwestycje w debiuty giełdowe znanych spółek. Namawiano ich do rejestracji na stronie platformy inwestycyjnej, zapewniano, że ma do czynienia z brokerem, a inwestycja jest bezpieczna. Zachęcanie do kolejnych wpłat miało być uzasadnione początkowymi sukcesami inwestycyjnymi. Te jednak nie trwały długo - wkrótce bowiem pokrzywdzonym proponowano nietrafione inwestycje, lub tak naliczano im opłaty, że prowadziło to do zerowego kapitału na rachunku. Wtedy zrywano kontakt.

Kwoty jakie zainwestowali pokrzywdzeni w produkty oferowane przez przedstawicieli platform inwestycyjnych wahały się od 2 tys. zł do nawet 1 mln zł.

 - Podczas rozmów telefonicznych klienci byli wprowadzani w błąd co do sposobu funkcjonowania platform inwestycyjnych, tożsamości doradców inwestycyjnych, zasad dotyczących inwestowania środków i ponoszonego ryzyka - mówi prok. Łapczyński.

- Z ustaleń śledztwa wynika, że podejrzani wskazywali klientom konkretny sposób inwestowania, czym doprowadzili kilkaset osób do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w postaci powierzonych im środków - mówi Iwona Jurkiewicz.

W biurach w Warszawie, gdzie ulokowali się domniemani naciągacze (o czym po pierwszych zatrzymaniach w październiku 2017 r. pisała o tym "Rzeczpospolita") policjanci znaleźli cytaty z książki „Wilk z Wall Street" o amerykańskim byłym maklerze – oszuście finansowym. To na nim mieli się wzorować podejrzani.

Wobec ośmiu obecnie zatrzymanych osób sąd zastosował tymczasowe areszty, pozostali mają dozory policji.

Kiedy jesienią ubiegłego roku prokurator ogłaszał zarzuty kilkunastu podejrzanym – głównie właścicielom spółek wykorzystywanych do nadużyć – pokrzywdzonych było ponad 100 osób, a wartość wyłudzonego od nich mienia ponad 8,5 mln zł.

- Na obecnym etapie postępowania status podejrzanych posiada 36 osób, z czego 18 osób przebywa w aresztach śledczych - informuje Łukasz Łapczyński.

Z kolei grono pokrzywdzonych liczy już 350 osób - są wśród nich również m.in. Włosi, Rosjanie, obywatele Kazachstanu i innych państw.

Na poczet grożących podejrzanym kar zabezpieczono pieniądze i należące do nich mienie na łączną kwotę ponad 5,2 mln zł.

Aby wyjaśnić wszystkie wątki sprawy śledczy współpracowali z instytucjami zajmującymi się rynkiem finansowym w Polsce, w tym Komisją Nadzoru Finansowego, Generalnym Inspektorem Informacji Finansowej oraz Bankowym Centrum Cyberbezpieczeństwa Związku Banków Polskich.

- W toku śledztwa pokrzywdzonym inwestorom zostało zwrócono łącznie prawie 700 tys. zł, które zablokowaliśmy na rachunkach bankowych spółek biorących udział w przestępczym procederze - mówi prok. Łapczyński. To nie koniec - policjanci i prokuratorzy wciąż bowiem pracują nad tym, by ustalić całość mienia podejrzanych i zająć jak najwyższe kwoty, w tym przy zastosowaniu tzw. konfiskaty rozszerzonej.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA