fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prezydent USA

Dymisja szefa FBI: Trump dobija swojego zbawcę

11 dni przed wyborami James Comey wznowił śledztwo przeciw Hillary Clinton. To przyczyniło się do jej porażki.
AFP
Prezydent zwalnia szefa FBI, który prowadził śledztwo w sprawie powiązań prezydenta z Kremlem. Co ma do ukrycia?

We wtorek o piątej popołudniu, niedługo przed końcem pracy, czarny ford taurus zatrzymał się przed ponurym, betonowym budynkiem siedziby FBI przy Czwartej Ulicy w centrum Waszyngtonu. Na ubranego w ciemny garnitur osiłka nikt nie zwrócił uwagi, a tym bardziej na kartonową teczkę, którą trzymał pod pachą. Ale godzinę później dokument, który nieznajomy zostawił w sekretariacie szefa FBI, okazał się największą sensacją w przecież pełnej zwrotów, czteromiesięcznej kadencji Donalda Trumpa.

Misja Keitha Schillera, byłego osobistego ochroniarza miliardera, a dziś urzędnika w Białym Domu, którą odtworzył CNN, polegała bowiem na dostarczeniu szefowi FBI Jamesowi Comeyowi krótkiego listu o jego dymisji.

– To było całkowite zaskoczenie. Nie wiem, dlaczego prezydent zdecydował się zrobić to, co zrobił, i dlaczego to zrobił akurat teraz – mówi „Rz" Karlyn Bowman, ekspertka związanego z republikanami American Enterprise Institute (AEI).

Gdy Schiller przyniósł słynną już teczkę, Comey spotykał się z pracownikami FBI w Los Angeles. O decyzji Trumpa dowiedział się z telewizji. Najpierw nie uwierzył, śmiał się jak z żartu, i dopiero kiedy skontaktował się ze stolicą, zrozumiał, że na sześć lat przed upływem kadencji na czele agencji wywiadowczej będzie musiał zmienić zawód.

Biały Dom twierdzi, że powodem drastycznej decyzji o zwolnieniu Comeya był sposób, w jaki prowadził śledztwo w sprawie wykorzystywania przez Clinton prywatnej skrzynki do wysyłania służbowych e-maili, gdy była sekretarzem stanu. W szczególności szef FBI miał przekroczyć swoje kompetencje, podejmując decyzję o umorzeniu w tej sprawie postępowania w lipcu, na cztery miesiące przed wyborami prezydenckimi.

– Był powszechnie krytykowany, żaden dyrektor agencji od J. Edgara Hoovera (zmarł na tym stanowisku w 1972 roku – red.) nie angażował się tak w politykę. Chuck Schumer (lider demokratów w Senacie – red.) od dawna mówił, że stracił do niego zaufanie, a teraz krytykuje Trumpa – wskazuje Bowman.

Trump podziwiał Comeya

Ale akurat w sprawie śledztwa wobec Clinton Trump powinien być ostatnim, który może narzekać na Comeya, bo ten 27 kwietnia, na 11 dni przed wyborami prezydenckimi, ponownie otworzył śledztwo w sprawie byłej sekretarz stanu z powodu odkrycia nowego pakietu jej e-maili. Sama Clinton niedawno przyznała Christiane Amanpour z CNN: „Byłam na drodze do wygrania tych wyborów, gdy Comey podjął decyzję o wznowieniu śledztwa. To przestraszyło ludzi". Zaś Trump chwalił w czasie kampanii szefa FBI. „Trzeba mieć odwagę, aby coś takiego zrobić" – podkreślał.

Tyle że człowiek, który w tak ogromnym stopniu przyczynił się do prezydentury Trumpa, teraz okazał się tym, który może najskuteczniej tę prezydenturę zniszczyć. W piśmie dostarczanym przez Schillera miliarder sam zresztą się zdradził, że to było głównym powodem jego działania. Tłumacząc powód swojej decyzji, prezydent nie wspomina bowiem o sprawie Clinton. Podkreśla natomiast, że Comey trzykrotnie zapewnił go, iż nie prowadzi dochodzenia w sprawie powiązań z Kremlem osobiście przeciwko prezydentowi.

Trump być może miał nadzieję, że demokraci poprą jego decyzję, aby uregulować porachunki z Comeyem, republikaninem, którego mianował cztery lata temu Obama, bo docenił jego niezależność wobec administracji George'a W. Busha, gdy pełnił funkcję zastępcy prokuratora generalnego USA. Ale w takim przypadku grubo się pomylił. Chuck Schumer natychmiast wezwał do utworzenia niezależnej komisji w Senacie, która będzie kontynuowała śledztwo w sprawie powiązań między Kremlem i sztabem wyborczym Trumpa. Zaś amerykańskie media, z których większość jest mocno krytyczna wobec obecnej administracji, porównała całą sprawę do decyzji sprzed 44 lat Richarda Nixona o zwolnieniu specjalnego prokuratora Archibalda Coxa, który prowadził dochodzenia w sprawie „włamania trzeciego stopnia" do kompleksu Partii Demokratycznej – Watergate. Z powodu kontaktów z ambasadorem Rosji w Waszyngtonie Siergiejem Kisliakiem stanowisko stracił już doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Michael Flynn, a nadzór nad śledztwem w sprawie działań Kremla odebrano prokuratorowi generalnemu Jeffowi Sessionsowi. Szereg współpracowników gen. Flynna otrzymało ostatnio wezwanie do sądu w związku z danymi FBI. Działania Jamesa Comeya mogły więc w ocenie Trumpa niebezpiecznie zbliżać się do Białego Domu.

To jeszcze nie Watergate

Sprawa jest tym bardziej pikantna, że w środę, dzień po odwołaniu Comeya, Trump przyjmował w Gabinecie Owalnym szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa. Rozmowa, która miała dotyczyć m.in. sytuacji w Syrii i na Ukrainie, była prowadzona za zamkniętymi drzwiami, bez dostępu mediów. To jeszcze bardziej umacnia wrażenie, że Trump prowadzi nieczystą grę z Rosjanami.

Ale Bowman podkreśla: przeżyłam aferę Watergate, to, co się teraz dzieje, nie ma z tym nic wspólnego. Po pierwsze, nie ma dowodów, że prezydent złamał prawo, po drugie, będzie musiał mianować wiarygodnego następcę Comeya, którego zatwierdzi Kongres.

Ekspertka AEI przyznaje jednak, że „nie jest wykluczone", iż część republikanów w Senacie poprze powołanie niezależnej komisji ds. zbadania roli Kremla w kampanii wyborczej. Podobnie jak sam Comey, decyzją Trumpa było zaskoczonych wielu czołowych republikańskich senatorów, część z nich, jak Bob Corker, Ted Cruz, Mario Rubio, John McCain, przyznała, że ma wątpliwości co do jej zasadności.

Opublikowany w środę sondaż pokazuje jednak, że wciąż 44 proc. Amerykanów popiera sposób, w jaki sprawuje prezydenturę (48 proc. ma przeciwne zdanie). Tak dużej grupy społeczeństwa republikanie nie mogą lekceważyć, gdy będą próbowali rozliczyć prezydenta.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: jedrzej.bielecki@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA