fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

W sądzie trudno jest udowodnić molestowanie seksualne

Adobe Stock
Do sądów trafia niewiele spraw dotyczących przestępstw na tle seksualnym. Dochodzenie do prawdy nie jest łatwe.

Według statystyk Ministerstwa Sprawiedliwości o odszkodowanie w związku z molestowaniem seksualnym, jako jedną z form dyskryminacji w miejscu pracy, w ostatnich pięciu latach zgłosiło się około 70 osób. Czy to oznacza, że w Polsce to zjawisko nie istnieje?

Dane statystyczne w sprawach pracowniczych związanych z molestowaniem seksualnym są wstrząsające. Przede wszystkim rzuca się w oczy znikoma liczba takich spraw. W związku ze światową akcją #MeToo również w Polsce coraz więcej osób zawiadamia o byciu ofiarą przestępstwa na tle seksualnym, najczęściej jednak odnosząc się do dalekiej przeszłości. Ponieważ nie sposób przyjąć, iż kilkadziesiąt spraw zgłoszonych w ciągu ostatnich kilku lat odpowiada rzeczywistej skali zjawiska, pozostaje pytanie, dlaczego wiele osób doświadczających przemocy psychicznej lub fizycznej w ogóle rezygnuje z drogi sądowej.

Problem z dowodami

Prof. Brunon Hołyst, który jako pierwszy w Polsce zwrócił uwagę w literaturze kryminologicznej na zagadnienie molestowania seksualnego, uważa, że osoby, które go doświadczyły ze strony przełożonego, uznając, iż nie mają odpowiednich dowodów, nie tylko obawiają się ośmieszenia, ale również utraty pracy.

– Jest sprawiedliwość tego, kto wnosi sprawę, i sprawiedliwość tego, kto został obwiniony, więc problem leży po dwóch stronach. Najczęściej w tych sprawach trudno o silne dowody, bo takie sytuacje nie odbywają się publicznie – wskazuje profesor.

Ofiary molestowania seksualnego mogą skorzystać zarówno z uprawnień przysługujących na gruncie prawa cywilnego, jak i prawa pracy. Dochodzenie prawdy w tym przypadku wydaje się jednak mało opłacalnym posunięciem, gdyż wysokość zasądzonych zadośćuczynień w takich sytuacjach jest symboliczna i sięga kilku tysięcy złotych po wygranym procesie, który minimalnie trwa zazwyczaj dwa i pół roku.

Rzecznik prasowy Komendy Głównej Policji Mariusz Ciarka przypomina, że wątpliwości zawsze rozstrzyga się na korzyść oskarżonego, aby uniknąć niesłusznych pomówień. – Każdą sytuację trzeba ocenić indywidualnie, nie każda seksualna propozycja jest przestępstwem. Mimo iż trudno udowodnić molestowanie seksualne, mogą mu towarzyszyć inne przestępstwa, np. groźby, znieważenie czy nękanie – mówi Mariusz Ciarka. Według niego takie sprawy od razu powinny trafiać do prokuratury. Pamiętajmy, że nie policja, tylko prokuratura może przystąpić do każdego postępowania – również cywilnego – i to ona może wyjaśnić ewentualne wątpliwości.

Drogą przez mękę może się jednak okazać samo zbieranie dowodów i wyjaśnianie wątpliwości.

– Istotne są zeznania świadka zaistniałej sytuacji, esemesy i nagrania z każdej rozmowy. Na początku ewentualne nagranie nie jest oczywiście dowodem w sprawie, bo taki dowód musi przejść przez ekspertyzę biegłych, którzy sprawdzają jego autentyczność. Dowód musi być bowiem na tyle silny i niepodważalny, żeby przekonał sąd do podjęcia decyzji i wydania wyroku. – zaznacza biegła sądowa Katarzyna Wójcik-Garcarz.

– Jeżeli sprawca wykaże się sprytem, to nie zostawi żadnych śladów, a ewentualne przestępstwo odbywa się w czterech ścianach, bez obecności świadków. Nawet jednak jeśli świadkowie istnieją, to często nie chcą zeznawać przeciwko swoim pracodawcom lub współpracownikom – komentuje mecenas Waldemar Gujski.

Bilans spraw

W świetle statystyk, nawet jeśli potraktować sprawy umorzone jako te zakończone ugodą, okazuję się, że w większość spraw o molestowanie seksualne jest przegrana dla skarżących. Co więcej, przeciętny czas trwania procesów pokazuje, że okres, jaki musi minąć od wszczęcia postępowania do prawomocnego wyroku, trzeba liczyć w latach. Mecenas Piotr Barczak uważa, że to nie tylko zniechęca do kierowania spraw do sądów, ale też wypacza sens szukania w nich sprawiedliwości przez osoby pokrzywdzone.

Zdaniem Piotra Barczaka im dłużej trwa proces, tym więcej pojawia się wątpliwości, ponieważ pamięć ludzka działa tak, że zaczyna filtrować wspomnienia, i zeznania osób pokrzywdzonych zmieniają się w czasie. Dla sprawców, a potem sądów, te różnice mogą być podstawą podważania wiarygodności zeznań. Takie postępowanie powinno więc trwać bardzo krótko, aby czas nie działał na niekorzyść pokrzywdzonego. Ponadto zeznania ofiar powinny być odbierane tylko raz i odbywać się w obecności psychologa, którego opinia budowałaby wiarygodność tych wyznań.

– Takie rozprawy w ogóle powinny się odbywać przy drzwiach zamkniętych – dodaje mecenas Waldemar Gujski. – Aby ofiary nie przeżywały traumy po raz kolejny, powinny być słuchane w takich warunkach, które zapewnią im intymność i bezpieczeństwo. Niemniej nie powinno się zapominać o obwinionym, który musi mieć prawo do takiej obrony, aby nie doszło do nadużyć – uważa Waldemar Gujski.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA