fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo karne

Policja wystraszyła pijanych kierowców

123RF
Ponad 90 proc. wyroków za przestępstwa na drodze zapada za jazdę po pijanemu. Odsetek złapanych za kółkiem z roku na rok jednak spada.

Spada liczba wyroków na pijanych kierowców. Tak wynika z najnowszych statystyk Ministerstwa Sprawiedliwości. Jeszcze cztery lata temu, w 2011 r., było ich 130 tys., w 2015 r. już tylko 53,7 tys.

– To zasługa wzmożonych kontroli policyjnych – twierdzą eksperci. Drugorzędne znaczenie ma ich zdaniem surowość kar, w tym nawiązek – obowiązkowo do zapłacenia 5 lub 10 tys. zł.

Piją i rzadziej jadą

Skazania z art. 178a k.k. (jazda po pijanemu lub pod wpływem narkotyków) to ok. 91 proc. przestępstw przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji i nieco ponad 20 proc. wszystkich prawomocnych skazań. Sądy najczęściej orzekają kary więzienia – w sumie 26 tys., w tym 21 tys. w zawieszeniu. Drugie miejsce zajmują samoistne grzywny – 22,4 tys., a trzecie ograniczenie wolności – 5,3 tys. wyroków.

Z raportu MS wynika też, że coraz większe znaczenie odgrywa też obowiązkowe leczenie uzależnionych kierowców. W 2014 r. wykonano ok. 55 tys. orzeczeń o obowiązku poddania się leczeniu, a rok później kilka tysięcy więcej.

– Taka terapia odnosi coraz lepsze efekty – ocenia dr Jan Kolaiński, psycholog transportu. – Leczenie to jedno, drugie to precyzyjna informacja o zagrożeniu, jakie niesie ze sobą jazda pod wpływem alkoholu czy narkotyków. Im wyższa świadomość społeczna na drodze, tym mniej na niej nieszczęść – wyjaśnia.

W jaki sposób najczęściej wpadają pijani kierowcy? Okazuje się, że podczas rutynowej kontroli drogowej. Następnie w wyniku kolizji (wypadek, zderzenie), podejrzanego zachowania na drodze i zgłoszenia innej osoby.

– To tylko dowód na to, że wyobraźnia działa – twierdzi Kolasiński.

Kierowcy jeżdżą po drogach i widzą lub słyszą o rutynowych kontrolach drogowych. Coraz bardziej popularne są poweekendowe akcje „kacyk" uruchomiane także w okolicy bardziej popularnych imienin.

– Rok temu w okolicy andrzejek zatrzymaliśmy na Śląsku ponad 300 pijanych kierowców – mówi drogówka.

Płacz i płać

Nie bez znaczenia są też obowiązkowe nawiązki – 5 i 10 tys. zł. Sędziowie uważają jednak, że powinni mieć możliwość ich miarkowania.

DLA RZECZPOSPOLITEJ

Ryszard Stefański, Wydział Prawa i Administracji Uczelni Łazarskiego

Pijanych kierowców jest z roku na rok mniej. Przestraszyli się coraz surowszych kar?

Ryszard Stefański: Główna zasługa to wzmożona częstotliwość policyjnych kontroli. Kilka milionów w roku robi wrażenie. Ci, którzy siadają za kierownicą po pijanemu, muszą się liczyć z tym, że zostaną zatrzymani.

Zadziałał strach przed policją?

Prewencja zrobiła swoje. Ale i ludzie lepiej zdają sobie sprawę z zagrożeń, jakie mogą spowodować na drodze.

Ostatnio zaostrzono też kary dla pijanych za kółkiem.

Lepszych statystyk nie wiązałbym z zaostrzeniem kar. Pijany kierowca nigdy nie liczy się z tym, że zostanie złapany. Poza tym na kierowcy coraz wyższe kary przestają robić wrażenie.

Podniesienie do trzech lat minimalnego okresu, na jaki zabierane jest prawo jazdy za jazdę na rauszu, nie zadziałało?

To też nie robi większego wrażenia. Tak naprawdę najtrudniejszy jest pierwszy czas bez uprawnień. Potem i kierowca, i rodzina przyzwyczajają się do nowej rzeczywistości.

Możemy już mówić o sukcesie?

Dobrze, że liczba zatrzymanych kierowców i skazanych spada. Trudno jednak stwierdzić, że to poprawa na dobre. Dopiero za kilka lat się okaże, czy to stała tendencja czy chwilowa poprawa.

Minister szykuje kolejne surowsze kary. To dobry kierunek?

Nie tędy droga. Mamy naprawdę surowe, dobre prawo. Teraz musi działać praktyka i prewencja. Z czasem okaże się, że to dobry kierunek.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA