fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo drogowe

Kto odpowiada za wypadek na obniżonym poboczu drogi - wyrok Sądu Najwyższego

AdobeStock
Aby żądać odszkodowania za wypadek spowodowany wskutek nierówności drogi, trzeba wykazać jej zarządcy zaniedbania w utrzymaniu.

Nie wystarczy wykazać zarządcy drogi naruszenia ogólnych zasad bezpieczeństwa. Trzeba się przy tym przyjrzeć, czy poszkodowany (ofiara) nie przyczynił się do szkody i czy nie naruszył zasad ostrożności.

To sedno najnowszego wyroku Sądu Najwyższego, który dotyczył częstej sytuacji, z jaką spotykają się niestety kierowcy, mianowicie nierównej drogi. W rozpatrywanej sprawie doszło do śmiertelnego wypadku kierowcy skutera. Miało to miejsce na drodze powiatowej. 17-letni chłopak, zresztą uczeń szkoły samochodowej, jadąc późnym wieczorem – po godz. 22 wypadł na łuku szosy na pobocze, które było w tym miejscu obniżone w stosunku do asfaltu o 10 centymetrów, mimo że nie był to nowo położony asfalt. Następnie, próbując wjechać na jezdnię, wywrócił się, uderzył w asfalt i z powodu ciężkich obrażeń wkrótce zmarł w szpitalu. Rodzice chłopaka wystąpili o odszkodowanie i zadośćuczynienie oraz pokrycie kosztów pogrzebu (w sumie po 100 tys. zł) do zarządcy szosy, czyli miejscowego powiatu. Ten skierował ich jednak do towarzystwa ubezpieczeniowego, w którym powiat był ubezpieczony. Ostatecznie i powiat, i ubezpieczyciel występowali w sprawie jako pozwani.

Dodajmy, że nie ma wyraźnego przepisu, który stanowiłyby, że pobocze ma być zrównane z jezdnią (asfaltem, betonem czy kostką).

Sąd okręgowy oddalił żądanie. Uznał, że droga była należycie utrzymana, a nie ma przepisu o zrównaniu pobocza z jezdnią. Z kolei Sąd Apelacyjny w Lublinie zasądził żądaną kwotę, wskazując, że na zarządcy drogi ciąży ogólny obowiązek utrzymania jej w stanie niezagrażającym bezpieczeństwu jej użytkowników. Wystarczy naruszenie tych zasad, czy dopuszczenie się bezprawności, aby zarządca drogi, w tym przypadku powiat, a w konsekwencji też jego ubezpieczyciel, odpowiadał jakby wykonywał władzę publiczną (imperium) na podstawie art. 417 § 2 kodeksu cywilnego. W tym przypadku nie jest konieczne wykazywanie winy zarządcy.

Pozwani odwołali się do Sądu Najwyższego, gdzie ich pełnomocniczki wskazywały, że tak szerokie ujęcie odpowiedzialności zarządcy drogi, jaki to uczynił sąd apelacyjny, oznacza dodatkowe obciążenie samorządów terytorialnych, ale też ubezpieczających je towarzystw.

Z kolei pełnomocnik rodziców ofiary mec. Daniel Zaborowski wskazywał, że z każdym zarządem, tym bardziej drogi związana jest odpowiedzialność, w szczególności za tolerowanie zagrożenia. Tymczasem monitoring ze strony zarządcy polegał na tym, że raz na miesiąc dokonywano przejazdu 170 km dróg powiatowych, nie postawiono też znaku ostrzegawczego: „Niebezpieczne pobocze", który kodeks drogowy przewiduje. Dopiero po tej tragedii wyrównano pobocze.

Sąd Najwyższy nakazał jednak SA ponowne rozpoznanie sprawy. – Owszem naruszenie ogólnych zasad bezpieczeństwa na drodze można uznać za dopuszczenie się bezprawności, ale zarządca drogi (powiat, gmina czy miasto) nie wykonują w tym zakresie władzy publicznej, ale mają status jakby gospodarza. Aby pociągnąć je do odpowiedzialności nie wystarczy wykazanie im bezprawności, ale trzeba nadto wykazać zawinienie, zaniedbanie w utrzymaniu drogi – wskazała w uzasadnieniu sędzia SN Anna Kozłowska.

Drugi poważny błąd popełniony przez SA to zignorowanie i niezbadanie kwestii ewentualnego przyczynienie się samego poszkodowanego do tragedii, a jest to obowiązek sądu (to bowiem kwestia tzw. prawa materialnego). Należało zatem zbadać czy poszkodowany miał odpowiednio zapięty kask (gdyż okazało się, że spadł) i czy prawidłowo włączył się po zjechaniu z asfaltu do ruchu, tym bardziej że była noc.

Sygn. akt: IV CSK 152/18

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA