fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Powstanie Warszawskie

PiS nie zawłaszczy pamięci o Powstaniu Warszawskim

Fotorzepa, Radek Pasterski
Kultywując pamięć o bohaterach Powstania Warszawskiego, PiS stara się przemycić przekaz, że została ona zapoczątkowana przez Lecha Kaczyńskiego.

Politycy obozu władzy, gdy zbliża się 74. rocznica Godziny „W” w Warszawie, podkreślają, że pamięć o nim zawdzięczamy Lechowi Kaczyńskiemu, byłemu prezydentowi Warszawy. O Kaczyńskim przypomniał w poniedziałkowym wywiadzie dla TVP Jacek Sasin z Kancelarii Premiera, a dzień wcześniej prezydent Andrzej Duda oddał Kaczyńskiemu hołd w Muzeum Powstania Warszawskiego.

Bez zaangażowania i determinacji Lecha Kaczyńskiego i jego współpracowników być może muzeum do dzisiaj by nie powstało. Nie stałoby się nośnikiem wiedzy i emocji o tych tragicznych 63 dniach stolicy, a obchody rocznic nie byłyby tak wyjątkowe. Nie ma wątpliwości, że prezydent Kaczyński odcisnął pieczęć na tej placówce.

Postać ta nie może jednak przysłaniać historii setek żyjących jeszcze powstańców, a pamięć o tym zrywie nie może zostać spłaszczona do przekazu PiS, także jako uzasadnienie konieczności odszkodowań od Niemców za poniesione straty.

Prawda o powstaniu jest wielowymiarowa, wymykająca się schematom. Jej uczestniczką, żołnierką AK, była na przykład Wanda Traczyk-Stawska, która w trakcie niedawnego protestu niepełnosprawnych w Sejmie nie została wpuszczona do tej instytucji – stanęła w kontrze wobec PiS.

Kto uczestniczył w tym zrywie? Warto przypomnieć słowa ppłk. Zbigniewa Galperyna ze Związku Powstańców Warszawskich, który stwierdził, że organizacja grupuje nie tylko żołnierzy Armii Krajowej, ale też berlingowców, syndykalistów czy czwartaków z Armii Ludowej. – Myśmy nie dzielili ludzi. Wszyscy, którzy szli na pomoc powstaniu, mogą być naszymi członkami – przypomniał. W powstaniu brali też udział żołnierze Narodowych Sił Zbrojnych, ale także przedstawiciele 20 różnych narodowości. Dość przypomnieć czarnoskórego muzyka jazzowego Nigeryjczyka Augusta O’ Browna ps. Ali. Za broń chwyciła też większość spośród 348 Żydów, uwolnionych 5 sierpnia 1944 z Gęsiówki przez Batalion „Zośka”. Wśród uwolnionych byli Żydzi z Grecji, Holandii, Francji, Niemiec i Węgier. W powstaniu wzięli udział członkowie Żydowskiej Organizacji Bojowej, którym udało się przeżyć zryw w warszawskim getcie. Byli też Polacy o ukraińskich korzeniach i prawosławnym wyznaniu, a także Rosjanie, m.in. uciekinierzy z obozów jenieckich. W grupie tej znalazł się Australijczyk, Włosi i lotnicy – Anglicy, Amerykanie, Kanadyjczycy.

Wyjątkowy był 535. Międzynarodowy Pluton AK, w którym walczyli głównie Słowacy, a obok nich też Czesi, Węgrzy, Ormianie i Gruzini. W szeregach powstańców walczyli również dezerterzy z armii niemieckiej. Jednym z nich był podoficer Luftwaffe, który uczył Polaków obsługi niemieckiej broni.

Analizując społeczność, która w sierpniu 1944 roku chwyciła za broń, nie można zapominać z jednej strony o wielonarodowej II Rzeczypospolitej, z drugiej o prawdzie, że wojna to tygiel, w którym po obydwu stronach barykady spotykają się przedstawiciele różnych narodów i kultur. Powstańcami były osoby o różnych barwach politycznych, zwolennicy Piłsudskiego, Dmowskiego lub Sikorskiego.

Dlatego zamykanie pamięci w kleszcze przekazu PiS skazane jest na niepowodzenie. Pamięć o powstaniu jest ponadpartyjna, ponadnarodowa i ponadreligijna.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA