Polska 2050

Friedman: Polska. Zrozumieć przyszłość

materiały prasowe
Jeszcze w pierwszej połowie XXI wieku Polska stanie się główną siłą w regionie – pisze George Friedman, amerykański politolog, założyciel i prezes Geopolitical Futures.

By zrozumieć przyszłość, trzeba zacząć od zrozumienia przeszłości. Polska leży na Równinie Północnoeuropejskiej, która rozciąga się od Francji przez Niemcy daleko w głąb Rosji. Równina ta jest rozległa, płaska i – z wyjątkiem niektórych rzek – nie posiada naturalnych granic, które mogłyby stanowić ochronę dla poszczególnych państw. Jest zatem obszarem wojen i związanych z nimi narodowych zwycięstw i klęsk.

Zjednoczenie Niemiec w 1871 roku poważnie zakłóciło równowagę sił na równinie. Niemcy były silne gospodarczo, lecz niestabilne pod względem militarnym, dlatego mogłyby nie przetrwać jednoczesnego i skoordynowanego ataku ze strony Rosji i Francji. Aby uniknąć takiej sytuacji, musiały wywołać wojnę, licząc na pokonanie Francji lub Rosji, a następnie wejście w układ z drugim z tych państw. Zarówno w przypadku pierwszej, jak i drugiej wojny światowej ta strategia nie powiodła się, przez co Rosjanie wdarli się na Zachód, w głąb Niemiec, daleko jak nigdy dotąd, a jednocześnie Amerykanie zaczęli odgrywać stałą rolę w Europie, blokując zapędy Sowietów na wielkiej równinie.

Polska stała się w XX wieku polem walki między Niemcami a Rosjanami. W XX stuleciu była suwerennym państwem zaledwie około 30 lat. Przetrwała jako naród, ale nie miała państwowości, a naród bez państwa to naród, który nie ma wyboru. Bywało, że Polska stanowiła potęgę na Równinie Północnoeuropejskiej i podporządkowywała sobie losy innych narodów. Bywało też, że jej losy były uzależnione od innych. W takim sensie los Polski zależał od siły innych nacji. Zwycięstwo czy upadek innych oznaczał zwycięstwo lub upadek Polski.

Niemcy: potęga i słabość

Dziś w bezpośrednim polu zainteresowania współczesnej Polski są dwie nacje: Niemcy i Rosja. Najważniejsze nie tylko dla Polski, ale i dla całej Europy, a w pewnym sensie dla całego świata, jest to, aby te dwie siły były osłabione. Po zjednoczeniu Niemcy stały się państwem silnym gospodarczo, ale słabym pod względem militarnym. To może brzmieć dziwnie w odniesieniu do państwa, którego siły okazały się skuteczne i bezwzględne, a w pewnym momencie panowały nad obszarem od Francji po Wołgę. Należy jednak pamiętać, że w obu wszczętych przez siebie wojnach Niemcy zostały bezwzględnie rozgromione. Ich porażka miała dwie przyczyny.

Po pierwsze, równina na terenie Rosji jest rozległa, a wojskom niemieckim zabrakło siły, by ją pokonać. Po drugie, interwencja spoza Europy okazała się w obydwu wojnach decydująca. Dziś Niemcy są w bardzo niebezpiecznym położeniu: bogaci, ale słabi. Na tę słabość składają się dwa elementy. Z jednej strony Niemcy nie mają wystarczającego wojskowego potencjału, by się bronić, więc opierają swoje bezpieczeństwo narodowe na założeniu, że nikt ich nie zaatakuje. Jest to wątpliwe założenie jeśli chodzi o Równinę Północnoeuropejską. Z drugiej strony niemiecka gospodarka opiera się na eksporcie, a wszyscy eksporterzy są zakładnikami swoich klientów. Jeśli klienci nie będą mogli kupować, Niemcy nie będą mogli sprzedawać, a jeśli Niemcy nie będą mogli sprzedawać, będą zrujnowani. Niemcy wyszły z obydwu wojen z wielkim dostatkiem i z ogromną słabością. Słabością, którą z całą pewnością wykorzystają inne państwa.

Rosja: utracona przestrzeń

Potencjał wojskowy Rosji został osłabiony pod względem strategicznym. Rosja zawsze broniła się dzięki przestrzeni strategicznej. Nie miała – jak Niemcy – poważnych problemów z podwójnym frontem. Duża część tej przestrzeni została jednak rozmontowana. Kraje bałtyckie należą do NATO i są sprzymierzeńcami USA. Ukrainą rządzą siły antyrosyjskie. Jedynie Białoruś balansuje pomiędzy Rosją a jej przeciwnikami. Rosja utraciła swoje największe militarne atuty – przestrzeń oraz czas – i teraz musi je kompensować bezpośrednią siłą wojskową.

Przeszkodą w tworzeniu potencjału wojskowego jest gospodarka. W czasach zimnej wojny Rosjanom nie udało się zbudować nowoczesnej gospodarki, która potrafiłaby udźwignąć nakłady na wojsko. Konieczność finansowania wydatków na obronność w połączeniu ze spadkiem cen ropy naftowej stała się głównym czynnikiem rozpadu Związku Radzieckiego. Także po 1992 roku w Rosji nic się pod tym względem nie zmieniło – gospodarka zachowuje cechy charakterystyczne dla Trzeciego Świata, opierając się głównie na eksporcie surowców, zwłaszcza ropy naftowej, po cenach, których Rosjanie nie są w stanie kontrolować. Od 1945 roku dwukrotnie nie wykorzystali szansy na zbudowanie nowoczesnej gospodarki, a teraz muszą się zmierzyć z utratą swoich satelitów, w dodatku dysponując taką siłą militarną, na jaką ekonomicznie mogą sobie pozwolić.

Europa pod kuratelą USA

Ta dysproporcja potencjałów ekonomicznego i militarnego – elementów, które leżą u podstawy państwa narodowego – dotyka obydwu sąsiadów Polski. Jeden z nich ma silną gospodarkę (ale z bardzo słabymi punktami), nie dysponuje jednak skuteczną obronnością. Drugi jest słaby ekonomicznie, ale musi utrzymywać potencjał militarny nieproporcjonalnie wysoki w stosunku do kondycji gospodarczej.

Niedostatki największych antagonistów Polski, które osłabiają ich siłę, sprawiają, że jest to historyczna chwila dla Rzeczypospolitej. Jest ona nie tylko państwem narodowym w pełnym znaczeniu tego słowa, lecz w dodatku jej interesy zbiegają się z interesami mocarstwa światowego, USA.

Zdawać by się mogło, że USA nie mają wyraźnie zarysowanej strategii zagranicznej. Ale to nieprawda – polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych od 1900 roku jest ściśle skupiona na dwóch celach. Po pierwsze, Ameryka Północna to wyspa. Stany Zjednoczone muszą więc kontrolować północno-zachodni Atlantyk i wschodni Pacyfik. Po II wojnie światowej Amerykanie zdobyli kontrolę nad Atlantykiem, Pacyfikiem i innymi akwenami. Po drugie, celem USA jest zapobieganie sytuacji, w której jakaś siła zdobędzie panowanie zarówno nad kontynentem europejskim, jak i Rosją. Amerykańska dominacja na morzu stała się możliwa dzięki brakowi wrogiej floty, a najlepszym sposobem, by uniknąć konfrontacji na morzu, jest niebudowanie floty. Tymczasem scalenie Europy pod jednym przewodnictwem otworzyłoby drzwi do jej tworzenia.

Stany Zjednoczone interweniowały podczas I wojny światowej kilka tygodni po abdykacji cara. Zrozumiały, że oddziały niemieckie zostaną przerzucone do walki z Francją, a siły angielsko-francuskie mogą zostać pokonane. W 1917 i 1918 roku USA wysłały milion żołnierzy, by zapobiec niemieckiemu zwycięstwu. Podobnie podczas II wojny światowej, po klęsce Francji, USA pomogły Związkowi Sowieckiemu zablokować i osłabić Niemcy, następnie dokonały inwazji w północnej Francji i na Równinę Północnoeuropejską, by pomóc pokonać III Rzeszę. Podczas zimnej wojny USA skupiły się na zapobieżeniu okupacji przez Związek Radziecki całej zachodniej Europy. Przez ponad 40 lat stanowiły przeciwwagę dla sił rosyjskich w Niemczech i w innych miejscach.

Takie podejście sprawdziło się po 2008 roku i wojnie rosyjsko-gruzińskiej, powoli przekształcając się w strategię, która utrwaliła się po 2014 roku, gdy USA rozmieściły swoje wojska w Polsce i Rumunii. W porównaniu z okresem zimnej wojny siły te były stosunkowo nieliczne, ale – tak jak amerykańska taktyka – skuteczne w danym momencie. Obecnie Rosja jest relatywnie słaba, a kraje z nią graniczące nie znajdują się już pod jej kontrolą. Kontynuowana od 1900 roku polityka jest jednak nadal stosowana – gdy pojawia się zagrożenie ze strony hegemona w Europie, USA reagują.

Obecnie realizowana jest – stworzona przez marszałka Józefa Piłsudskiego – idea Międzymorza, która powstała w opozycji zarówno wobec Niemiec, jak i Rosji. Położenie na Równinie Północnoeuropejskiej powoduje stałe zagrożenie dla Polski, dlatego rozciągnięcie sojuszu na południe daje jej nowe możliwości strategiczne. Rozlokowanie żołnierzy amerykańskich w Polsce i Rumunii zapewnia Polsce nie tylko zabezpieczenie militarne, ale także swobodną przestrzeń dla rozwijania stosunków regionalnych i dla własnej gospodarki.

Niepewna przyszłość Unii

Niemcy to nie cała Unia, odgrywają w niej jednak przywódczą rolę, a UE staje się instytucją niespójną. Ostro ściera się z Wielką Brytanią. To druga co do wielkości gospodarka w Europie, dlatego brak umów handlowych z Unią może spowodować co najmniej tak samo duże szkody dla UE, jak dla Wielkiej Brytanii. A umowa o wolnym handlu z Wielką Brytanią spotka się z niewielkim sprzeciwem w USA. Unia prowadzi te rozmowy z dziwnym naciskiem na zastraszanie. Używa tej taktyki nie tylko wobec Wielkiej Brytanii, ale także wobec Włoch, Węgier, Polski, a nawet Szwajcarii, która nie jest częścią europejskiej unii celnej. Jednocześnie UE izoluje USA, stale nakładając sankcje prawne na amerykańskie spółki technologiczne, co może mieć na celu zachowanie rynku europejskiego dla firm niemieckich.

Należy w tym upatrywać fundamentalnego i nierozwiązywalnego problemu dla UE. Obiecując dobrobyt, nie zapewnia go Europie Południowej, bo nie ma nawet takich możliwości. Interesy narodowe poszczególnych krajów europejskich biorą górę nad międzynarodowymi zobowiązaniami, które są niejasne. Co istotne, po 2008 roku Unia nie potrafiła rozwiązać problemów z bankami (banki niemieckie są wyjątkowo słabe w porównaniu z innymi) ani problemów społecznych.

W takiej sytuacji niejasna jest nie tylko przyszłość Unii, lecz także to, jak Niemcy poradzą sobie ze słabością eksportu, niestabilnością polityki wewnętrznej czy rolą lidera w Europie. Wobec tego, że NATO nie jest już skutecznym sojuszem wojskowym, ponieważ większość jego członków nie dysponuje siłami militarnymi, instytucje transeuropejskie przeżywają kryzys. Większość krajów zakłada, że uda im się pokonać trudności. Biorąc pod uwagę, że nie rozwiązano ich przez ostatnie dziesięć lat, wydaje się zasadne wątpić, by miały to zrobić w następnej dekadzie.

Przykłady z historii

Polska zatem nie ma wyboru i musi wziąć swój los we własne ręce. Jest państwem narodowym, w pełni suwerennym, ma stabilność społeczną, której brakuje na innych obszarach, gdzie Bruksela rości sobie prawo do ingerencji w suwerenność krajów członkowskich. Ponadto istnieją ekonomiczne przesłanki relacji Polski i USA.

Warto wspomnieć sukces gospodarczy Japonii, Niemiec i Korei Południowej dzięki temu, że kraje te były strategicznie ważne dla USA. Rozwój tych państw był wspierany i wspomagany, ponieważ stanowiły one zasadniczą część amerykańskiej strategii narodowej. W 1950 roku, na początku wojny koreańskiej, potrzebne było pilnie 500 ciężarówek i nie było czasu na sprowadzenie ich ze Stanów Zjednoczonych. Mała japońska firma samochodowa była w stanie zrealizować to zamówienie. Nazywała się Toyota, resztę dopisała historia.

We wszystkich przypadkach gospodarki tych krajów były w rozsypce, we wszystkich przypadkach były potrzebne Stanom Zjednoczonym, we wszystkich przypadkach stały się światowymi potęgami gospodarczymi. Począwszy od kupowania lokalnych towarów i zatrudniania miejscowych pracowników, przez joint ventures, transfery technologii i preferencyjny dostęp do rynku amerykańskiego – dzięki temu te trzy państwa odżyły. Strategiczne stosunki wojskowe ze Stanami Zjednoczonymi wiążą się z oczywistymi korzyściami. Widzimy już, że to się dzieje i zjawisko to jeszcze przybierze na sile.

Sojusznicy starzy i nowi

Pod względem militarnym Niemcy nie istnieją, ekonomicznie są silne, ale też borykają się z poważnymi problemami. Rosja opiera się na eksporcie surowców, a stan jej sił zbrojnych nieproporcjonalnie przewyższa stan gospodarki. Oba kraje straciły pozycję dwukrotnie w ciągu XX wieku i do pewnego stopnia odzyskały swą siłę. Żadne z nich nie jest jednak w stanie budować na dotychczasowym dorobku, a strategia ochrony tego, co się już osiągnęło, raczej nie pozwoli im utrzymać pozycji.

Niespójność UE poważnie zagraża niemieckiej gospodarce. Zagraża także innym krajom europejskim, ale Niemcy mogą odczuć to najboleśniej, podczas gdy kraje takie jak Polska – przewidujące kłopoty i zręcznie poszukujące rozwiązań – mogą poradzić sobie z tymi trudnościami. Rosja nie rozwiązała podstawowego problemu, który doprowadził do obalenia caratu, w czasie II wojny światowej niemal zniszczył Związek Radziecki, a w 1992 roku doprowadził do jego upadku. Rosji brakuje instytucjonalnych możliwości, by stworzyć nowoczesną gospodarkę na skalę światową, musi jednak mieć nowoczesną, światowej klasy armię.

Polska jest wreszcie państwem narodowym, ma swoje miejsce na Równinie Północnoeuropejskiej i potężnego partnera strategicznego, a Rosja i Niemcy są osłabione. Polska znalazła się w wyjątkowej sytuacji. Należy także pamiętać, że aby zachować stabilność, musi mieć ekonomicznego i militarnego sojusznika. Stany Zjednoczone mogą tu odegrać jakąś rolę, ale niedecydującą. I tu pojawia się idea Międzymorza, inicjatywa Trójmorza lub jakaś inna struktura. Musi to być jednak sojusz państw narodowych, które decydują się do niego przyłączyć, ponieważ odpowiada on ich interesom i każde z nich chce ponosić obciążenia, nie tracąc swej suwerenności.

Proces już się rozpoczął

Gdy powstanie taka grupa, a UE zdefiniuje się na nowo, Polska będzie największą siłą ze względu na rozmiary i świadomość swojej roli. Bezpieczna na Równinie Północnoeuropejskiej, zostanie głównym graczem w sojuszu dwóch mórz (Bałtyckiego i Czarnego), a może również trzeciego (Adriatyku).

Jeszcze w pierwszej połowie XXI wieku Polska stanie się główną siłą w regionie. Jej wpływ rozciągnie się na północy na kraje bałtyckie i na południu do Morza Czarnego. Nie oznacza to jakiejś struktury, która znajdzie się pod kontrolą Warszawy – będą to niezależne państwa, których interesy będą zgodne z polskimi. Będzie to raczej strefa wpływów niż imperium.

Będąc znaczącym graczem na równinie i potężną siłą na północy i południu oraz państwem największym pod względem ludności i najsilniejszym gospodarczo, Polska będzie dysponowała ogromnymi wpływami w regionie. Inne siły, takie jak Turcja, także się wzmocnią, a na Bałkanach będzie dochodzić do znanych z historii konfliktów, ale Polska będzie w stanie je kontrolować.

Dla państwa, które nie było suwerenne przez większość swego istnienia, ta perspektywa wydaje się absurdalna. Jednym z pewników geopolityki jest jednak to, że mocarstwa powstają i upadają. W XX wieku widzieliśmy, jak Wielka Brytania straciła swe imperium i stała się drugorzędną siłą; widzieliśmy, jak Stany Zjednoczone zmieniają się z odległego i marginalnego gracza w dominującą światową potęgę, a Chiny odchodzą od imperialnej dominacji oraz wojny domowej i stają się jednorodną siłą, jaką są obecnie. Widzieliśmy, jak Rosja staje się potężnym światowym mocarstwem i kurczy się do dzisiejszego stanu. Gdybym w 1980 roku powiedział, że Polska uniezależni się od Rosji i zostanie liczącym się członkiem NATO, wszyscy by to wyśmiali, tak jak teraz wielu może się śmiać z powyższych przewidywań.

Ciągłe zwycięstwa i upadki państw są jednak nieodłącznym elementem historii powszechnej i nieustannie wszystkich zaskakują. A nie powinny, ponieważ jedyną stałą jest to, że nie ma nic stałego. Oczekiwanie, że Polska będzie wciąż wasalem Rosji, było dogłębnie błędne. Oczekiwanie, że wciąż będzie pozostawać pomiędzy osłabionymi Niemcami a Rosją jest również mało prawdopodobne. Trudno dokładnie rozeznać się w naturze tego procesu. Ale fakt, że to już się dzieje, jest nie oczywistością, ale konkretną rzeczywistością.

tłum. d.s.

Lead i śródtytuły od redakcji

Autor jest założycielem i prezesem firmy analitycznej Geopolitical Futures. www.geopoliticalfutures.com

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL