fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Prof. Antoni Dudek: Nową elitę tworzyli już komuniści

prof. Antoni Dudek
Fotorzepa, Darek Golik
Koalicja Obywatelska jest przeszacowana w sondażach, a Lewica niedoszacowana – uważa prof. Antoni Dudek, politolog.

Kto wygra wybory parlamentarne?

Sondaże od wielu miesięcy jasno pokazują kolejność na podium – pierwsze Prawo i Sprawiedliwość, druga Koalicja Obywatelska, trzecia Lewica. Tutaj właściwie żadnych zmian nie ma. Gdyby się okazało, że kolejność na podium w niedzielę będzie inna, to byłaby gigantyczna, największa w dziejach III RP porażka wszystkich instytucji zajmujących się sondażami. Te różnice są za duże, aczkolwiek widać, że się pewne trendy zarysowały w relacjach zwłaszcza między zawodnikiem numer dwa a zawodnikiem numer trzy.

Czy zwycięstwo PiS musi oznaczać rządy tego ugrupowania?

Nie, teoretycznie jest możliwa tzw. kordonowa koalicja. Jeżeli z jakichś powodów związanych z ilością uzyskanych głosów PiS nie będzie miało samodzielnej większości, czyli 231 mandatów, to hipotetycznie można sobie wyobrazić koalicję wszystkich przeciwko PiS, co nazywam właśnie kordonową koalicją. Ale pytanie, jaką ona miałaby przewagę. I pamiętajmy, z kim związany jest pan prezydent Duda, a rola prezydenta w momencie powoływania rządu jest bardzo duża. Wyobraźmy sobie sytuację, że PiS brakuje pięciu czy siedmiu mandatów – ale ponieważ ma największy klub, to jego przedstawicielowi prezydent Duda powierza misję tworzenia rządu i wtedy się zaczynają różne transfery, które obserwowaliśmy w polskiej polityce.

Wyższa frekwencja służy rządzącym czy opozycji?

Bardziej służy PiS, z prostego powodu. Kiedy jest wyższa frekwencja, na wybory chodzą w większości ludzie raczej mniej zaangażowani politycznie. Zwykle to są ludzie często mniej wykształceni. Oni lubią się przyłączać do obozu zwycięskiego. Lider sondaży jest wyraźnie widoczny. Po drugie, mam wrażenie, że to są osoby gorzej sytuowane, w taki naturalny sposób należące częściej do elektoratu PiS. Oczywiście można sobie hipotetycznie wyobrazić sytuację, że np. na wsiach, w małych miejscowościach, z jakichś tajemniczych powodów frekwencja będzie bardzo niska, a w wielkich miastach – rekordowo wysoka. Wtedy to jest korzystne dla opozycji. Ale mówiąc krótko, wyższa frekwencja raczej sprzyja PiS niż opozycji.

Jarosław Kaczyński mówi: „Nowa polska elita władzy, mam nadzieję coraz większa część elity kulturalnej i innych elit, już nie pracuje dla naszych wrogów, a ci, którzy pracują, są napiętnowani i będą piętnowani dalej".

Bardzo charakterystyczne. Tu zwłaszcza o elicie ekonomicznej prezes nic nie powiedział, a powiedział, że będzie się zmieniała. Na pewno kolejne lata to będzie ten proces, na którym prezesowi Kaczyńskiemu zależy. Ja mu tylko chcę jedno powiedzieć, był ktoś kiedyś w Polsce, kto taką nową elitę tworzył i to byli komuniści. Oni to robili przez 12 lat, między 1945 a 1956 rokiem. Robili za pomocą metod nieporównanie brutalniejszych niż dzisiaj PiS ma i będzie miał, mimo to efekty były mizerne. Epoka inżynierii społecznej, o jakiej myśli prezes Kaczyński skończyła się w XX wieku.

Prezes mówił już w 2014 r.: „Polska będzie jak Turcja. Ale najpierw zmiana władz i elit".

Obserwuję w świecie akademickim próby tworzenia tych nowych elit i mogę powiedzieć, że na razie, po tych czterech latach, strasznie słabo to wygląda.

W programie PiS czytamy o nowym „samorządzie dziennikarskim", który miałby decydować, kto byłby dziennikarzem. Poseł Zbigniew Gryglas mówi, że ten samorząd miałby „eliminować czarne owce" z zawodu.

To jest powrót do realizacji jednego z tych punktów programu PiS, których nie zrealizowano w pierwszej kadencji. PiS się chwali, że wszystko zrealizował – kilka spraw jednak się nie udało. Jedną z nich jest owa repolonizacja bądź dekoncentracja mediów, to się różnie nazywa, ale w istocie rzeczy chodzi o to samo – przeprowadzenie głębokich zmian własnościowych w polskim świecie mediów, w rezultacie których nastąpi oficjalnie ich polonizacja, a w rzeczywistości przejęcie kontroli przez spółki Skarbu Państwa. W istocie rzeczy umożliwi to sklonowanie tego, co dzisiaj widzimy w TVP Info czy „Wiadomościach", na inne media. I do tego PiS będzie dążył. Czy mu się uda, nie wiem, ale będzie próbował.

To wzmocni demokrację i wolność słowa?

To oczywiste, że nie. PiS, dzisiaj kontrolując potężne media publiczne, do tego mając już całkiem pokaźną liczbę mediów związanych z obozem rządzącym, a które nie są własnościowo częścią mediów publicznych, twierdzi ciągle, że jest dyskryminowany w mediach. Prezes Kaczyński lubi przedstawiać się jako ofiara mediów, bo rzeczywiście nią był przez lata. Po 2015 r. sytuacja się znacząco zmieniła przez to, co się stało w mediach publicznych, ale też wyrosły całe media propisowskie, które są własnością prywatną. Dzisiaj ta sytuacja jest moim zdaniem zrównoważona.

A co te wybory oznaczają dla PO?

Platforma tonie. Koalicja Obywatelska jest przeszacowana w sondażach, a Lewica niedoszacowana. Lewica zaczyna doganiać KO. Zapewne jej nie dogoni zupełnie, ale ta różnica między nimi się zmniejsza. Natomiast pamiętajmy, że to jest w ramach tego samego elektoratu antypisowskiego. To nie są nowi wyborcy, mamy do czynienia z przepływem w ramach grupy wyborców opozycyjnych. To źle wróży Grzegorzowi Schetynie. Jego czekają bardzo duże kłopoty po najbliższej niedzieli. W styczniu mają być wybory przewodniczącego PO. Jeżeli wynik wyborów będzie wyjątkowo rozczarowujący, to ktoś będzie musiał zostać uznany za winnego.

Lewica może zastąpić PO? Scena polityczna może ulec przeobrażeniu i po jednej stronie będzie PiS, a po drugiej Lewica?

Tak, ale to będzie trwało kilka lat i musi być spełniony jeden podstawowy warunek. Otóż za chwilę do Sejmu wejdzie kilkudziesięciu posłów Lewicy. Będzie ich dużo. I albo oni zaczną wspólnie działać, i z tego tygla, do którego wszedł Zandberg, Czarzasty i Biedroń, wytopi się jakiś nowy, zjednoczony obóz lewicowy – i wtedy on ma szansę – albo mogą się natychmiast po wyborach rozlecieć. Np. zaczną się awantury, bo jednym z elementów tego kontraktu jest to, że Biedroń ma być kandydatem na prezydenta, stąd Wiosna się tak wycofała, że tak powiem. Jeżeli to np. zostanie złamane i nagle się okaże, że partia Razem nie chce Biedronia, że SLD nie chce Biedronia jako kandydata na prezydenta, to będzie to początek końca tej zjednoczonej lewicy. Natomiast jeżeli Biedronia poprą, jeżeli Biedroń dostanie dobry wynik, np. wejdzie do drugiej tury, to wtedy dla lewicy otwierają się szerokie szanse.

współpraca Jakub Czermiński

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA