fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Włochy: test wiarygodności Brukseli

AFP
Populistyczny rząd chce trzykrotnie zwiększyć deficyt budżetowy w przyszłym roku wobec dotychczasowych planów. Komisja Europejska odważy się to zablokować?

Matteo Salvini, lider Ligi i najważniejszy dziś polityk we Włoszech, wyszedł w piątek z posiedzenia rządu, unosząc prawą pięść do góry.

– Udało się! – powiedział swoim zwolennikom.

Kilka minut wcześniej jego ugrupowanie razem z lewicowym Ruchem Pięciu Gwiazd wymusiło na ministrze finansów, 70-letnim Giovannim Tria, zgodę na zwiększenie w projekcie budżetu na 2019 r. dziury w finansach publicznych z planowanych 0,8 proc. PKB do 2,4 proc.

W ten sposób obie partie chcą zacząć wypełniać swoje obietnice wyborcze: Liga o obniżeniu podatków, a Ruch o wprowadzeniu dla wszystkich bezrobotnych gwarantowanego, minimalnego dochodu 790 euro miesięcznie.

Co prawda planowany deficyt mieści się w granicy 3 proc. PKB ustalonych przez Unię, ale przypadek Włoch jest szczególny. To kraj, który ma największy dług we Wspólnocie, jeśli idzie o jego wartość bezwzględną, i drugi po Grecji w zestawieniu z PKB (132 proc., prawie trzykrotnie więcej niż Polska).

Deficyt planowany przez obecny rząd oznacza, że te zobowiązania, zamiast spadać jak to Włosi obiecali Brukseli, będą nadal rosły, narażając na szwank stabilność euro.

Do tej pory inwestorzy liczyli, że wywodzący się w Mediolanu i powiązany z wielkim, włoskim biznesem Salvini zdoła poskromić plany wydatkowe lewicowego koalicjanta. Innym gwarantem ograniczenia długu miał być technokrata Tria. Oba zawiodły.

Co prawda plany rządu ostro skrytykowali prezes włoskiego banku centralnego Ignazio Visco oraz prezydent Sergio Mattarella, ale wiele zrobić tu nie mogą. Głowa państwa ma prawo odesłać projekt budżetu do parlamentu, ale tylko raz. Potem musi go podpisać.

Dlatego rynki finansowe zareagowały na doniesienia z Rzymu źle. Rentowność włoskich dziesięcioletnich obligacji skoczyła grubo powyżej 3 proc. W oczach inwestorów trzecia największa gospodarka strefy euro jest więc teraz mniej wiarygodna od pozostającej poza unią walutową Polski. W piątek szczególnie mocno spadły notowania akcji banków, bo znów rosną obawy o stabilność włoskich instytucji finansowych.

Ale teraz ruch należy do Brukseli. Włoski rząd musi przesłać projekt budżetu przed 15 października do Komisji Europejskiej. Ta może projekt odrzucić, zmuszając władze w Rzymie do podjęcia w tej sprawie negocjacji.

Tylko czy unijni urzędnicy się na to zdecydują? Od przyjęcia władzy przez koalicję Ligi i Ruchu Pięciu Gwiazd Bruksela stosowała wyraźnie odmienną miarę niż wobec Węgier czy Polski. Udawała, że plany nowej ekipy w Rzymie nie są sprzeczne z oficjalną unijną polityką migracyjną i nie stanowią poważnego zagrożenia dla stabilności strefy euro.

Źródła dyplomatyczne w Brukseli tłumaczą to jasno: Włochy mają w konfrontacji z Unią znacznie mocniejsze narzędzie presji niż Warszawa czy tym bardziej Budapeszt. Bo jeśli włoski rząd spełni wszystkie obietnice wyborcze, co w końcu doprowadzi do ogłoszenia niewypłacalności kraju, nawet Niemiec nie będzie stać na jego uratowanie. To może być koniec Unii.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA