fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Hongkong odcina się od Chin i świata

Hongkong 12 sierpnia. Protestujący na lotnisku międzynarodowym
AFP
W dziesiątym tygodniu nieustannych manifestacji protestujący zablokowali lotnisko w mieście, wymuszając zawieszenie wszystkich lotów.

– Uwolnić Hongkong! Rewolucja naszych czasów! – skandowało cztery tysiące osób, które przez trzy dni prowadziły siedzący protest w głównej hali lotniska. Wszyscy byli ubrani w czarne T-shirty, które stały się już symbolem protestu.

Port lotniczy w Hongkongu jest jednym z największych na świecie, startuje i ląduje tu około 1100 samolotów dziennie.

– Zawracajcie! – krzyczała część demonstrantów do przylatujących pasażerów. Większość jednak przepraszała „za niedogodności, ale nie mamy wyboru" i przestrzegała: – Nie ufajcie (naszej) policji. Mimo przyjaznego zachowania demonstrantów 22 kraje już wydały ostrzeżenia przed podróżowaniem do miasta z powodu niekończących się protestów.

Demonstracje sprowokowało zgłoszenie w miejscowej Radzie Legislacyjnej projektu ustawy zezwalającej na ekstradycję podejrzanych m.in. do Chin („Chin kontynentalnych" – jak mówią w położonym na wyspach Hongkongu). Mieszkańcy niezadowoleni z powolnego ograniczania autonomii miasta przez Pekin podejrzewają, że ustawa będzie wykorzystywana do legalnego wyłapywania przez chińskich komunistów opozycjonistów, którzy schronią się w Hongkongu. Wcześniej służby specjalne Chin porywały z miasta księgarzy sprzedających satyryczne wydania wyśmiewające rządzących w Pekinie.

Zgodnie z porozumieniem z 1997 roku, gdy brytyjska kolonia wracała do Chin, z resztą kraju miała ją połączyć zasada „jedno państwo, dwa systemy". W ciągu 50 lat Hongkong miał być autonomiczny, z własnym systemem prawnym, władzami, a nawet granicą oddzielającą od Chin. Jednak opozycja w mieście wskazuje, że Pekin od dłuższego czasu próbuje ograniczyć te prawa, m.in. ingerując w procedury wyboru władz.

W rezultacie teraz, po dwóch i pół miesiąca protestów, demonstranci – poza całkowitą rezygnacją z ustawy o ekstradycji, amnestii dla aresztowanych oraz śledztwa w sprawie brutalności policji – żądają „wolnych wyborów szefa władz ustawodawczych oraz Rady Legislacyjnej".

Obecna szefowa Carrie Lam została na przykład wybrana przez 1200-osobowe kolegium elektorskie, w większości mianowane przez chińskich komunistów. Mimo że miasto pogrąża się w coraz większym chaosie, Pekin bezwarunkowo popiera ją, sugerując jednocześnie, że może użyć siły do stłumienia protestów. Czując takie poparcie, władze miasta nie chcą ustąpić mimo codziennych manifestacji i walk z policją.

– Już dokonali poważnych przestępstw, a okazują pierwsze sygnały wyłaniającej się aktywności terrorystycznej – powiedział o protestujących rzecznik chińskiego urzędu odpowiedzialnego za sprawy Hongkongu i Makao Yang Guang.

Na razie obiektem chińskich sankcji stały się linie Cathay Pacific Airlines, mające siedzibę w Hongkongu. Władze lotnicze w Pekinie zabroniły latania do swoich portów lotniczych oraz nad swoim terytorium załogom, które popierają lub uczestniczą w protestach. Wcześniej jeden z pilotów został zatrzymany przez policję w trakcie manifestacji, ale Cathay zawiesił go w wykonywaniu obowiązków. „Musimy się podporządkować i zrobimy to" – zapowiedział prezes linii lotniczych Rupert Hogg.

– Branże takie, jak handel detaliczny, catering czy transport odnotowały znaczny spadek zysków – powiększył listę strat miasta jego sekretarz finansowy Paul Chan.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA