fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Anakonda'16: Rosja ma się czego bać

PAP, Marcin Bielecki
Rozpoczynają się największe od zakończenia zimnej wojny manewry wojskowe w naszej części Europy. Wreszcie rodzi się armia NATO.

Jeden z pierwszych epizodów to największy od ćwierć wieku desant z udziałem ponad 2 tys. polskich, amerykańskich i brytyjskich spadochroniarzy wraz z haubicami, pojazdami i zaopatrzeniem, do którego dojdzie pod Toruniem. Przylecą oni ponad 30 samolotami bezpośrednio z USA, niemieckiej bazy w Ramstein oraz z Krakowa.

To największe ćwiczenia sojusznicze na terenie Polski w tym roku.

Manewry odbędą się na wszystkich naszych poligonach, z udziałem 31 tys. żołnierzy. Trzon będą stanowili Amerykanie – 14 tys., i wojskowi z Polski (12 tys.). Ćwiczyć będą żołnierze z 19 państw NATO i pięciu partnerskich. Armią sojuszu będą dowodzili generałowie z Polski i USA.

Spośród wielkich armii Paktu w Polsce zabraknie tylko Francji, której żołnierze muszą stać na straży bezpieczeństwa wewnętrznego w związku z zagrożeniem terrorystycznym.

W czasie tych manewrów zobaczymy, jak współdziałają sojusznicze armie w czasie wykonywania konkretnych zadań. Wojskowi zbudują np. mosty pontonowe na Odrze i Wiśle. Postawią je Polacy, Niemcy, Brytyjczycy i Amerykanie. – Musimy sprawdzić w praktyce zasady współpracy, a różnimy się znacznie, ot choćby Wyspiarze mają inny system miar – opisuje oficer z Polski.

NATO wiele lat temu stworzyło jednolity system szkolenia, procedury działania, wspólną łączność, a sprzęt wojskowych jest w miarę kompatybilny. Sojusz organizuje też wspólne ćwiczenia.

Tyle że dopiero od dwóch lat, czyli od agresji Rosji na Ukrainę, do manewrów na naszym terenie Pakt zaczął przykładać dużą wagę, uczestniczy w nich coraz więcej żołnierzy i sprzętu.

Scenariusz ćwiczeń przewiduje destabilizację rejonu Bałtyku, eskalację działań hybrydowych i inwazję na kraje bałtyckie oraz część Polski. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że zakłada odparcie hipotetycznej agresji ze strony Rosji.

Rosja bacznie się temu przygląda, bo wojska będą ćwiczyć nie tylko marsz na wschód, aby wyzwolić zajęte przez okupanta kraje bałtyckie, ale także likwidację przez komandosów tzw. zielonych ludzików (uważanych w Rosji za bohaterów). Co ważne, „Anakondzie" będą towarzyszyły potężne manewry na Bałtyku, w przestrzeni powietrznej, a także sił specjalnych. Kilka dni temu do Polski z Hiszpanii została przerzucona szpica NATO. Ta operacja trwała tylko trzy dni.

Scenariusz ćwiczeń zakłada też współdziałanie żołnierzy z cywilami, głównie urzędnikami. Wojskowych wesprą rezerwiści, a także po raz pierwszy organizacje paramilitarne, które mają symulować działania dopiero budowanej obrony terytorialnej.

„Anakondy" nie można sprowadzać do zagrania piarowskiego, czyli prężenia muskułów NATO. To przygotowanie do odparcia rzeczywistej agresji, o czym nie było mowy od 26 lat.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA