fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Austria. Kłopoty kanclerza Kurza

Kanclerz Sebastian Kurz na scenie wiedeńskiej opery, która jak inne placówki kulturalne w Austrii wznowiła 19 maja pracę po covidowej przerwie
AFP
Nieprawdziwe zeznania szefa rządu przed parlamentarną komisją śledczą mogą zakończyć się nowymi wyborami.

Kanclerz oskarżany jest o złożenie fałszywych zeznań przed komisją badającą okoliczności tzw. afery z Ibizy, która wysadziła w powietrze jego poprzedni rząd ze skrajną prawicą. Kanclerz Sebastian Kurz nie był jej bohaterem, ale w trakcie prac komisji wyszły na jaw karygodne rzeczy mówiące wiele o sposobie uprawiania przez niego polityki. Mowa jest o nieprzestrzeganiu konstytucji, tworzenie nieformalnych sieci powiązań personalnych i brak poszanowania dla wymiaru sprawiedliwości.

Sama afera sprowadzała się do tego, że na Ibizie lider Wolnościowej Partii Austrii (FPÖ) Heinz-Christian Strache złożył korupcyjną ofertę rzekomej krewnej jednego z rosyjskich oligarchów, oferując lukratywne kontrakty w zamian za przekazy pieniężne dla jego partii. Było to przed wyborami w 2017 roku, w wyniku których prawicowi populiści Strachego zostali partnerami koalicyjnymi Austriackiej Partii Ludowej (ÖVP) Kurza, a Strache wicekanclerzem. Nieco później światło dzienne ujrzała taśma z nagraniem spotkania na Ibizie. Spotkanie okazało się prowokacją nieznanych do końca środowisk, mającą zdyskredytować FPÖ. Rząd upadł, ale nie Kurz, który stworzył rządzącą do dzisiaj koalicję z Zielonymi.

Puszka Pandory została jednak otwarta. Powstała specjalna komisji śledcza parlamentu badająca aferę. Pojawiły się podejrzenia, że Kurz wiedział o wydarzeniach na Ibizie, zanim jeszcze kompromitujące nagranie pojawiło się w sieci. Znalazło się w nim także wiele wskazówek na temat sięgających rządu praktyk korupcyjnych. W kręgu zainteresowania komisji, a także prokuratury znalazło się kilku polityków i Thomas Schmid, prezes państwowego holdingu ÖBAG, w którego portfelu znajdują się aktywa o wartości 26 mld euro.

Kanclerz zaprzeczył przed komisją śledczą, że doprowadził, do nominacji swego przyjaciela Schmida. Jednak wyszły na jaw e-maile szefa rządu, z których jednoznacznie wynika, że obiecał to stanowisko Schmidowi. Słowa dotrzymał, po czym Schmid wysłał mu e-maila: Jestem szczęśliwy. Kocham mojego kanclerza.

Za kłamstwo Kurzowi grozi obecnie przedstawienie oficjalnie zarzutów przez specjalną prokuraturę ds. korupcyjnych. Kara za krzywoprzysięstwo to maksimum trzy lata za kratkami. Mało kto jest zdania, że do tego dojdzie, ale z najnowszych sondaży instytutu Unique wynika, że niemal połowa obywateli jest zdania, że powinien ustąpić w przypadku postawienia go w stan oskarżenia. Sam Kurz nie wyklucza, że otrzyma oficjalnie zarzuty, ale nie ma zamiaru podawać się do dymisji. Sprawa jest rozwojowa i nie wiadomo, czy nie zakończy błyskotliwej kariery 34-letniego polityka.

Nie kryje on od dawna swej opinii o wymiarze sprawiedliwości. Na jednym ze spotkań udowadniał, że badająca sprawę prokuratura to nic innego jak sieć złożona z „czerwonych" prokuratorów , którzy prześladują chętnie „czarnych" polityków na podstawie anonimów i udostępniają przy tym akta spraw innym osobom. Czerwony to kolor austriackich socjaldemokratów, a czarny to barwy partii Kurza.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA