fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Rosyjskie paszporty czekają tuż za granicą

Adobe Stock
Kreml chce rozdać rosyjskie dokumenty mieszkańcom samozwańczych republik Donieckiej i Ługańskiej.

Plany Władimira Putina zdradził we wtorek wpływowy rosyjski dziennik „Kommiersant". Powołując się na dobrze poinformowane źródła, gazeta podaje, że w najbliższym czasie mieszkańcy samozwańczych republik Donieckiej i Ługańskiej będą mogli w uproszczonym trybie dostać rosyjskie obywatelstwo. Przygotowane wcześniej rozporządzenie prezydent Rosji ma podpisać tuż po niedzielnych wyborach prezydenckich na Ukrainie.

Jeszcze pod koniec grudnia Duma przegłosowała ustawę, w świetle której to właśnie rosyjski prezydent decyduje o tym, kto może skorzystać z takiego przywileju. W trybie uproszczonym osoba ubiegająca się o rosyjski paszport nie będzie musiała mieszkać od pięciu lat na terenie Rosji i nie musi być tam zatrudniona. Nowe przepisy zwalniają też z obowiązku zdawania egzaminu z języka rosyjskiego. Wszystko wskazuje na to, że zmiany te od początku były planowane z myślą o Ukrainie.

Z doniesień „Kommiersanta" wynika, że mieszkańcy samozwańczych republik musieliby jedynie posiadać paszporty, które od kilku lat rozdają separatyści, i udać się do najbliższej miejscowości po rosyjskiej stronie granicy i złożyć wniosek o nadanie obywatelstwa Rosji. Gazeta informuje też, że rosyjskie władze starannie się do tej operacji przygotowały – odpowiednia infrastruktura powstała w Rostowie nad Donem i innych okolicznych miejscowościach. Aby otrzymać rosyjskie dokumenty, mieszkańcy Doniecka i Ługańska musieliby oddać paszporty ukraińskie.

– W 2014 i 2015 roku Kijów de facto wypowiedział nam wojnę, a naszych relacji z Ukrainą już nic bardziej nie pogorszy – mówi „Rzeczpospolitej" Aleksiej Muchin, moskiewski politolog blisko związany z Kremlem.

– Rosyjskie społeczeństwo zarzucało władzom w Moskwie, że przez lata nic nie zrobiono, by polepszyć sytuację Rosjan mieszkających w Donbasie. To jedna z przyczyn, że poparcie dla Władimira Putina zmalało – twierdzi Muchin. I dodaje, że mieszkańcy Donbasu będą teraz dostawać m.in. rosyjskie emerytury. – W przypadku jakiegokolwiek zaostrzenia sytuacji nasza odpowiedź będzie mocna i nie spodoba się władzom w Kijowie – podkreśla rosyjski politolog.

Fakt, że rozporządzenie leży na biurku Putina, potwierdził w rozmowie z „Kommiersantem" deputowany Dumy Leonid Kałasznikow, szef parlamentarnego komitetu ds. Wspólnoty Niepodległych Państw. To nie wróży nic dobrego dla Ukrainy, która nie kontroluje około 400 kilometrów granicy z Rosją. Dwie samozwańcze republiki od 2014 roku są zarządzane, wspierane i finansowane przez Rosję. Są tam jednostki regularnej armii rosyjskiej. Mimo to Moskwa utrzymuje, że nie jest stroną „wewnętrznego ukraińskiego konfliktu". Masowe rozdanie rosyjskich paszportów oznaczałoby, że wschód Ukrainy może powtórzyć los nielegalnie anektowanego Krymu lub oderwanych od Gruzji w 2008 roku Abchazji i Osetii Południowej. Mieszkańcy tych separatystycznych regionów posiadają rosyjskie paszporty i podlegają prawu Federacji Rosyjskiej.

– To oznaczałoby radykalną zmianę strategii Kremla wobec Ukrainy – mówi „Rzeczpospolitej" kpt. Ołeksij Arestowycz, znany ukraiński analityk wojskowy i były funkcjonariusz ukraińskiego wywiadu wojskowego.

– Putin miałby pretekst do wprowadzenia tak zwanych oddziałów pokojowych, by bronić swoich obywateli. A to mogłoby się skończyć agresją na dużą skalę z użyciem lotnictwa i w konsekwencji przyłączeniem Donbasu do Rosji. Nie liczę na to, że Zachód byłby w stanie stanowczo na to odpowiedzieć – podkreśla Arestowycz. – Na razie wygląda to na ofensywę informacyjną Kremla przed drugą turą wyborów na Ukrainie. Jeśli to nie tylko propaganda, może to być duży problem dla Kijowa – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA