fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Kamiński czeka, Ziobro zwleka ws."willi Kwaśniewskich"

Mariusz Kamiński (z lewej) i Maciej Wąsik (z prawej) chcą obalić twierdzenia „agenta Tomka”. Ich zdaniem jego rewelacje w sprawie tzw. willi Kwaśniewskich są bezpodstawne
Reporter, Andrzej Iwańczuk
Prokurator generalny wciąż nie odtajnił materiałów w sprawie „willi Kwaśniewskich".

Minister Zbigniew Ziobro nie podjął decyzji o tym, czy ujawni informacje o śledztwie prowadzonym na podstawie operacji specjalnej CBA i „agenta Tomka". Dziewięć dni temu taki wniosek skierował do niego Mariusz Kamiński.

„Minister Koordynator Służb Specjalnych Mariusz Kamiński zwrócił się do Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro o przekazanie opinii publicznej materiałów zgromadzonych w śledztwie dotyczącym »willi Kwaśniewskich« w Kazimierzu Dolnym" – poinformował na Twitterze 27 stycznia wiceszef MSWiA Maciej Wąsik.

Prawo pozwala

Co stało się z wnioskiem, jak został zaopiniowany? W środę Ministerstwo Sprawiedliwości odesłało nas do Prokuratury Krajowej, a ta milczy.

Taką możliwość – ujawnienia materiałów z prokuratorskiego postępowania – wprowadzono w 2016 r. ustawą o prokuraturze. Jej art. 12 mówi, że „Prokurator Generalny oraz kierownicy jednostek organizacyjnych prokuratury mogą przekazać mediom osobiście, lub upoważnić w tym celu innego prokuratora, informacje z toczącego się postępowania przygotowawczego lub dotyczące działalności prokuratury, z wyłączeniem informacji niejawnych, mając na uwadze ważny interes publiczny". Możliwe jest także przekazanie informacji dotyczących konkretnych spraw, jeżeli „mogą być istotne dla bezpieczeństwa państwa i jego prawidłowego funkcjonowania". Nie muszą mieć zgody prowadzącego śledztwo, jednak biorą osobistą odpowiedzialność za efekty ujawnienia.

Dlaczego prokurator generalny Zbigniew Ziobro zwleka z decyzją, która miała obronić jego partyjnych kolegów – Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika – od zarzutów „agenta Tomka", czyli b. funkcjonariusza CBA Tomasza Kaczmarka?

Powodem może być m.in. fakt, że Prokuratura Regionalna w Katowicach podjęła (dwa lata temu) i wciąż prowadzi umorzone wcześniej śledztwo w sprawie „willi Kwaśniewskich", a była prezydencka para nigdy dotąd nie została w tej sprawie przesłuchana. Śląska prokuratura wykorzystuje dziś możliwości, jakich nie miała kilkanaście lat temu, czyli analizy finansowe w oparciu o bankowość elektroniczną i przepływy finansowe.

Inne nasze źródło twierdzi, że materiały mogą być za słabe, by przekonać opinię publiczną, i zamiast obronić tezę o słuszności operacji „Krystyna", mogą przynieść odwrotny skutek. – Trwa analiza tych materiałów – twierdzi nasz rozmówca.

Szef CBA zaprzecza

„Agent Tomek" w grudniu 2019 r. w prokuraturze w Katowicach niespodziewanie oświadczył, że jego dawni szefowie – Kamiński i Wąsik – nakłaniali go, by w operacji specjalnej znalazł dowody na to, że willa w Kazimierzu należy nieoficjalnie do Kwaśniewskich, choć nie było ku temu żadnych przesłanek. Potwierdził to ostatnio przed kamerą „Superwizjera" TVN. Szef CBA Ernest Bejda w wywiadzie w tygodniku „wSieci" zdementował sensacje Kaczmarka. Zapewniał, że notatki byłego agenta w sprawie związanej z byłym prezydentem Polski wywodzącym się z SLD „nie były nigdy rozstrzygające". „Z materiału CBA wynika, że nieruchomość w Kazimierzu Dolnym była w faktycznym posiadaniu i zarządzaniu Aleksandra i Jolanty Kwaśniewskich – jest na to wiele dowodów w dokumentach. Zostały one już odtajnione, teraz występujemy o zgodę prokuratora generalnego, by je upublicznić" – mówił Bejda.

Już w przeszłości działania „agenta Tomka" w ramach operacji specjalnej badała Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga – w śledztwie wszczętym w 2010 r., po doniesieniu ówczesnego szefa CBA (Pawła Wojtunika) i pełnomocnika osoby fizycznej. Kaczmarkowi postawiono zarzuty, że wykonując czynności jako funkcjonariusz pod przykryciem, przekroczył uprawnienia – kupił willę, choć nie była ona przedmiotem przestępstwa.

W grudniu 2014 r. akt oskarżenia przeciwko Kaczmarkowi trafił do sądu. Ale półtora roku później Sąd Okręgowy w Warszawie zwrócił go prokuraturze, bo miał zastrzeżenia do jakości nagrań i wartości dowodowej zgromadzonych materiałów (według naszych informacji sąd między wierszami dał do zrozumienia, że są za duże wątpliwości, czy w ogóle doszło do przestępstwa). Prokuratura nie zaskarżyła decyzji o zwrocie i ta się uprawomocniła. Pół roku później, 30 września, prokuratura umorzyła śledztwo „z braku znamion czynu zabronionego" – czyli z braku przestępstwa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA