fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Joanna Ćwiek: Sojusz Dudy z Dudą

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Reelekcja Andrzeja Dudy to dla NSZZ „S" jedyna szansa na przywrócenie wcześniejszych emerytur. Dlatego zrobią wszystko, by pomóc mu wygrać.

Spotkanie prezydenta Andrzeja Dudy z Komisją Krajową NSZZ Solidarność w Pałacu Prezydenckim, to według głowy państwa okazja do świętowania 40-lecia powstania związku. „S" jednak patrzy na to inaczej – przyjmując zaproszenie prezydenta, związkowcy pokazują, że tak jak pięć lat temu są gotowi poprzeć Andrzeja Dudę w zamian za konkretne obietnice.

Oficjalna narracja związku jest taka: będziemy rozmawiać ze wszystkimi, którzy są w stanie pomóc w realizacji naszych postulatów. Nieoficjalnie mówi się o tym, że przegrana Andrzeja Dudy to dla związku katastrofa. Dlatego teraz wszystkie ręce na pokład. A to oznacza większe zaangażowanie w kampanię prezydencką. – Na pewno nasze zaangażowanie w kampanię będzie większe niż pięć lat temu – mówi nieoficjalnie jeden z działaczy „S".

Ceną za obecne poparcie ma być realizacja ostatniego z postulatów umowy podpisanej w 2015 r. między szefem „S" Piotrem Dudą a Andrzejem Dudą. Związek obiecał wówczas, że będzie wspierał go w walce o prezydenturę w zamian za obniżenie wieku emerytalnego (z 67 lat do 60 lat dla kobiet i 65 dla mężczyzn), a także powiązanie momentu zakończenia aktywności zawodowej ze stażem pracy.

Prezydent Andrzej Duda podczas oficjalnej części spotkania z „S" podkreślał, że związek zwyciężył w sprawach emerytalnych. Zapomniał jednak dodać, że udało się zrealizować jedynie pierwszą część obietnicy dotyczącą wieku przechodzenia na emeryturę. Wciąż nierozwiązana jest natomiast sprawa wcześniejszych emerytur.

A tego „S" odpuścić nie chce i nie może. – Nasi działacze stale o to pytają i ten temat ze związkowych dyskusji nie znika. Dla nas jest to ważne, bo wielu związkowców zaczęło pracę w młodym wieku i to wcześniejsze świadczenie pozwoliłoby im szybciej przejść na emeryturę – mówi jeden z działaczy. – Dlatego cały czas prowadzimy w tej sprawie rozmowy z pałacem i przypominamy o tym prezydentowi przy każdej okazji.

Związkowcy wiedzą, że dla nich reelekcja Dudy jest jedyną i ostatnią szansą na realizację tego postulatu. Jeśli przegra, przegra także „S". – Porażka w Senacie zasiała w nas niepokój. Wygrana Dudy nie musi być już oczywistością. A jeśli przegra on, to my także – martwi się nasz rozmówca. Dodaje, że już teraz jest z tym problem z uwagi na silniejszą pozycję niechętnego tego rodzaju zmianom emerytalnym Jarosława Gowina.

Związkowcy są zdeterminowani i gotowi, by zapłacić za to swoją pozycją. Bo chociaż podczas spotkania z prezydentem Piotr Duda podkreślał, że „S" jest związkiem niezależnym i samorządnym, nie sposób nie odnieść wrażenia, że przez ostatnie pięć lat stał się coraz większą przybudówką PiS. – Nie przejmujemy się już tym. Związki zawsze musiały układać się z partiami, bo inaczej niczego nie załatwią. Dla nas najważniejsze są interesy naszych członków, a nie całego rynku pracy – mówi działacz. A „S" jest w stanie zapłacić nawet twarzą.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA