Reklama

Zmiana administracji w USA. Ofensywa radykałów

Kilka lat temu zwycięstwo Trumpa zradykalizowało prawicę w Europie. Teraz sukces Bidena ośmieli lewicę.

Aktualizacja: 13.01.2021 20:28 Publikacja: 12.01.2021 19:21

Joe Biden

Joe Biden

Foto: AFP

Po wtargnięciu zwolenników Donalda Trumpa na Kapitol liberalne media nie skupiły się na problemie słabego jego zabezpieczenia i na tym, jak należałoby poprawić działania służb w przyszłości. Zamiast tego wykorzystano okazję do rozprawienia się z Trumpem i jego zwolennikami. Joe Biden określił ich mianem terrorystów, a więc wyrzucił poza nawias demokratycznej polityki.

Wielu socjologów amerykańskich podejmuje problem zanikającej klasy średniej w USA, która była podstawą stabilności tej demokracji. Kryzysy zdrowotny i gospodarczy zwiększyły radykalizację po obu stronach spektrum politycznego. Protesty lewicy i prawicy nie są traktowane tą samą miarą przez liberalny establishment i powiązane z nim media. Gwałtowne wystąpienia BLM lub Antify legitymizowano, a zwolenników Trumpa odsądzano od czci i wiary. Sukces Bidena wynika m.in. z ofensywy progresywnej lewicy i jej wsparcia przez liberalne elity, co do pewnego stopnia czyni prezydenta-elekta zakładnikiem ekstremistycznych sił w jego obozie.

Kilka lat temu sukces Trumpa zradykalizował prawicę w Europie, tak samo kontrofensywa Bidena i progresywnej lewicy będzie teraz ośmielała zbliżonych programowo polityków na Starym Kontynencie. W studiach europejskich wskazuje się na trzy etapy rozwoju integracji. W pierwszym jej postępy były możliwe dzięki ich oddzieleniu od polityki wyborczej w państwach członkowskich, co już w 1970 r. określono mianem „zezwalającego konsensusu". Jednak trwałe odpolitycznienie spraw europejskich było niemożliwe, biorąc pod uwagę rosnący deficyt demokratyczny UE. Referenda w sprawie konstytucji europejskiej oraz kryzys w strefie euro doprowadziły do „przebudzenia giganta", jak to określił Peter Mair, a więc lawinowego zainteresowania integracją ze strony wyborców. W ten sposób rozpoczęła się druga faza integracji, polegająca na upolitycznieniu spraw europejskich. Właśnie ze względu na upolitycznienie kryzysu migracyjnego wśród wyborców trudno jest do dzisiaj uporać się z tym problemem. Jednocześnie wśród elit europejskich narastało przekonanie, że rozwiązania antykryzysowe blokują środowiska konserwatywne i eurosceptyczne.

Dlatego trzecia faza integracji jest odpowiedzią elit proeuropejskich na zakłócanie postępów integracji. Lekarstwem ma być jeszcze większe upolitycznienie, a dokładnie mobilizacja wyborców proeuropejskich wokół liberalnych i lewicowych wartości. Głównym orężem kontrofensywy jest ideologizacja projektu europejskiego, a doświadczenia amerykańskiej lewicy mogą być tutaj cenną wskazówką. Według Michaela Zürna osią sporu w UE staje się podział na zwolenników kosmopolityzmu, a politykami odnoszącymi się do nadrzędnej roli narodowej wspólnoty.

Kontrofensywa środowisk lewicowych odnosi się do polityki tożsamościowej, co niekiedy publicyści nazywają „wojną kulturową". Chodzi o pobudzenie identyfikacji europejskiej poprzez odniesienie do kategorii „swój" i „obcy". Wspomniana ofensywa przyniosła zwycięstwo na grudniowym szczycie Rady Europejskiej, gdzie wprowadzono mechanizm sankcji finansowych za łamanie wartości UE. Sukces Bidena jeszcze bardziej uskrzydli radykałów lewicowych w Europie.

Reklama
Reklama

Będzie to zapewne miało kilka poważnych konsekwencji dla procesów integracyjnych. Spór wokół praworządności ma szansę się pogłębić, podobnie jak polaryzacja polityczna. Tworzy to warunki dalszej destabilizacji projektu europejskiego. W ten sposób staje się on jeszcze bardziej wrażliwy na ingerencję przez konkurentów geopolitycznych ze Wschodu. Obok wspierania przez nich skrajnej prawicy należy się liczyć z podobnymi działaniami na rzecz radykalnej lewicy. Ideologizacja UE będzie też ograniczać pragmatyzm działania wobec kolejnych kryzysów. Innym skutkiem będzie rosnące upolitycznienie unijnej technokracji i sądownictwa.

Rosnące upolitycznienie nie rozwiązuje problemu deficytu demokratycznego w UE. W procesach decyzyjnych dominują bowiem największe państwa członkowskie, a nie PE lub parlamenty narodowe. Ponadto, rosnąca ideologizacja spraw europejskich prowadzi do zaniku tolerancji w Europie i do ograniczenia dyskursu publicznego, co niszczy demokrację. Tuż po wejściu demonstrantów do amerykańskiego parlamentu pojawiły się głosy w mediach europejskich nawołujące do rozprawienia się z lokalnymi radykałami prawicowymi, a przynajmniej wprowadzenia ograniczeń dla ich działalności politycznej w internecie. Zarządzanie Unią w sytuacji tak silnych emocji jest zadaniem niełatwym nawet dla największych państw, co pokazał przykład niedawnej prezydencji niemieckiej. Rosnąca polaryzacja może więc rozsadzić projekt integracyjny, tym bardziej że także w Europie klasa średnia się stopniowo kurczy.

Autor jest europeistą, artykuł wyraża jego osobiste poglądy, a nie instytucji, z którymi jest związany.

Wydarzenia
Nowy START podpisany
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Wydarzenia
USA idą na rękę Rosji
Wydarzenia
Szpiegu, szpiegu, chodź na tortury!
Wydarzenia
Poznaliśmy nazwiska laureatów konkursu T-Mobile Voice Impact Award!
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama