fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Przemoc na Białorusi? Miller: Łukaszenko się nie zawaha

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
- Jeśli według niego trzeba będzie użyć przemocy, łącznie z otwarciem ognia do demonstrantów, to Aleksander Łukaszenko taki rozkaz wyda - powiedział w TVN24 były premier Leszek Miller, odnosząc się do sytuacji na Białorusi.

Europoseł wybrany z list Koalicji Europejskiej był w TVN24 pytany o przebieg wyborów prezydenckich na Białorusi i doniesienia, że w lokalach za granicą, w tym w Warszawie, nie wszyscy chętni mogli oddać głos.

- To niestety przypomina sytuację wielu Polaków, którzy chcieli wziąć udział w wyborach prezydenckich będąc za granicą i nie mieli takiej możliwości, bo albo na czas poczta nie dotarła, albo były jakieś inne przeszkody - odparł Leszek Miller oceniając, że Polska jeśli chodzi o ostatnie głosowanie prezydenckie "również ma sporo zapisanych niechlubnych kart".

Byłemu premierowi przypomniano poniedziałkową wypowiedź innego europosła wybranego z list KE, Włodzimierza Cimoszewicza, który oceniał, że Polska nie ma moralnego prawa, żeby upominać się o prawa człowieka i przestrzeganie zasad na Białorusi w związku z przebiegiem ostatnich wyborów w Polsce. Miller został zapytany, czy "to są rzeczy, które można zestawiać".

- Oczywiście, że można zestawiać. Nie wszystkie, rzecz jasna, ale wiele można - odpowiedział. - M.in. jak sądzę z tych powodów inicjatywa premiera Morawieckiego - słuszna skądinąd - żeby zwołać posiedzenie Rady Europejskiej (w sprawie sytuacji na Białorusi - red.) została zignorowana - dodał.

Sprawa Białorusi ma zostać poruszona na wrześniowym szczycie. Zdaniem Millera, do tego czasu na Białorusi mogą zdarzyć się "rzeczy bardzo tragiczne, jeszcze bardziej tragiczne, niż teraz".

- Sądzę, że prezydent Łukaszenko należy do tych polityków, którzy nie będą się wahać i jak według niego trzeba będzie użyć przemocy, łącznie z otwarciem ognia do demonstrantów, to on taki rozkaz wyda - powiedział Leszek Miller.

Według wstępnych wyników podanych przez miejscową Centralną Komisję Wyborczą, w niedzielnych wyborach prezydenckich na Białorusi rządzący krajem od 1994 r. Aleksander Łukaszenko uzyskał 80,08 proc. głosów, a jego główna rywalka Swiatłana Cichanouska - 10,09 proc. Kandydatka opozycji, żona aresztowanego pod koniec maja popularnego blogera Siarheja Cichanouskiego ogłosiła, że nie uznaje oficjalnych wyników. Stwierdziła, że to ona jest zwyciężczynią wyborów.

W poniedziałek Cichanouska zjawiła się w siedzibie Centralnej Komisji Wyborczej, by złożyć skargę. - Wyniki wyborów ogłoszone przez szefową CKW powinny zostać uznane za nieważne - mówiła rzeczniczka Cichanouskiej, Anna Krasulina, przywołując treść wniosku. Sztab kandydatki domagał się ponownego przeliczenia głosów lub unieważnienia wyników z części lokali.

We wtorek szef litewskiego MSZ Linas Linkevicius przekazał, że Swiatłana Cichanouska przebywa na Litwie.

W związku z oficjalnymi wynikami wyborów w niedzielę i poniedziałek w białoruskich miastach doszło do protestów, pacyfikowanych przez służby bezpieczeństwa.

MSW Białorusi podało, że w poniedziałek wieczorem w Mińsku od "wybuchu nieustalonego ładunku" zginął mężczyzna. Według informacji podanych przez resort, mężczyzna chciał rzucić ładunkiem w funkcjonariuszy ścierających się z demonstrantami.

Biełsat powołując się na świadków stwierdził, że przybyli na miejsce funkcjonariusze jednostek podległych MSW strzelali do demonstrantów gumowymi kulami i obrzucali ich granatami hukowymi w wyniku czego rannych zostało wiele osób. Część demonstrantów miała próbować odrzucać granaty w stronę funkcjonariuszy lub ciskać w nich petardami.

W całym mieście przeciwko demonstrantom używano granatów hukowych, gazu łzawiącego i armatek wodnych. Do najpoważniejszych starć doszło przy stacji metra Puszkińska, przed centrum handlowym Ryga i na ulicy Kalwaryjskiej.

Źródło: TVN24
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA