fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Wielka Brytania: W skład rządu Borisa Johnsona wejdzie minister odwołana w 2017 roku za tajne spotkania w Izraelu?

AFP
Boris Johnson ma przedstawić dziś skład "gabinetu dla nowoczesnej Wielkiej Brytanii", czyli swojego rządu, w którym ma znaleźć się więcej kobiet i przedstawicieli mniejszości etnicznych niż w ekipie Theresy May - informuje Sky News.

Johnson, który we wtorek został nowym liderem torysów i kandydatem tej partii na premiera (misję tworzenia rządu powierzy mu dziś królowa Elżbieta II), do swojego rządu - według informacji Sky News - ma włączyć m.in. Priti Patel, byłą sekretarz stanu ds. międzynarodowego rozwoju.

Patel wchodziła w skład rządu Theresy May od lipca 2016 do listopada 2017 roku. Z rządu musiała odejść po tym jak wyszło na jaw, że w czasie "rodzinnych wakacji" w Izraelu, bez wiedzy MSZ i premier, spotykała się z przedstawicielami izraelskich władz - m.in. premierem Benjaminem Netanjahu, ministrem spraw wewnętrznych Giladem Erdanem i przedstawicielami izraelskiego MSZ. Patel w czasie wizyty nie towarzyszył żaden przedstawiciel brytyjskiego MSZ.

Patel to zwolenniczka brexitu, przedstawicielka prawego skrzydła w Partii Konserwatywnej. Jest przeciwniczką małżeństw homoseksualnych, zwolenniczką kary śmierci i pierwszą osobą hinduskiego pochodzenia wchodzącą w skład brytyjskiego gabinetu.

W parlamencie zasiada od 2010 roku. 

Oprócz niej w rządzie Johnsona ma znaleźć się m.in. Alok Sharma, Rishi Sunak, Oliver Dowden, Tracey Crouch i Robert Jenrick.

Zwycięstwo Johnsona w wyborach na nowego lidera torysów ogłoszono 23 lipca. 160 tys. członków partii wybierało nowego lidera spośród dwójki: Boris Johnson (były szef MSZ, były mer Londynu) i Jeremy Hunt (obecny szef MSZ). Ten pierwszy otrzymał 92 153 głosów. Hunta wybrało 46 656 członków Partii Konserwatywnej. Frekwencja w głosowaniu wyniosła 87,4 procent.

Dwójkę kandydatów na stanowisko szefa partii i premiera wyłonili w serii głosowań posłowie Partii Konserwatywnej. Ostatecznego wyboru dokonali wszyscy członkowie partii. To pierwszy w historii Wielkiej Brytanii przypadek, gdy członkowie partii wybierają de facto nowego premiera. W przeszłości dwukrotnie zdarzyło się natomiast, że zmiany premiera dokonywali parlamentarzyści rządzącej partii. W 1976 roku Jim Callaghan, następca Harolda Wilsona, został premierem po tym jak wybrali go na stanowisko lidera partii parlamentarzyści Partii Pracy. W 1990 roku w ten sam sposób zmienił się premier z Partii Konserwatywnej - John Major zastąpił wówczas Margaret Thatcher.

W środę Theresa May ma złożyć dymisję na ręce królowej Elżbiety II. Tego samego dnia królowa ma powierzyć misję stworzenia nowego rządu nowemu liderowi torysów.

W związku ze spodziewanym zwycięstwem Johnsona w wyborach odejście z rządu zapowiedzieli już m.in. kanclerz skarbu Philip Hammond i minister sprawiedliwości David Gauke. Ten pierwszy ma stać na czele wewnętrznej opozycji wobec Johnsona, która przygotowuje plan przeciwstawienia się własnemu rządowi, jeśli ten będzie zmierzać do twardego brexitu. W takim wypadku - zdaniem brytyjskich mediów - możliwe jest nawet, że kilkunastu torysów zagłosuje za wotum nieufności wobec własnego rządu.

Boris Johnson zapowiedział, że jako premier Wielkiej Brytanii na pewno doprowadzi do brexitu do 31 października. Johnson jest przekonany, że uda mu się wynegocjować nową umowę ws. brexitu z UE, ponieważ umowa wynegocjowana przez Theresę May jest "martwa".

Johnson zadeklarował też, że jest gotów przeprowadzić tzw. twardy brexit - czyli brexit bez umowy. Przeciwko takiemu rozwiązaniu przeciwna jest jednak część parlamentarzystów Partii Konserwatywnej. Niektórzy z nich deklarują, że gdyby rząd Johnsona zmierzał do twardego brexitu, zagłosowaliby za wotum nieufności dla własnego gabinetu, co oznaczałoby przedterminowe wybory do Izby Gmin.

Do zmiany premiera dochodzi po tym, jak w związku z impasem ws. brexitu, spowodowanym trzykrotnym odrzuceniem przez Izbę Gmin umowy wynegocjowanej z UE przez Theresę May, Bruksela musiała opóźnić datę wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii (pierwotnie miało do tego dojść 29 marca) - najpierw na 12 kwietnia/22 maja, a potem na 31 października.

W tzw. głosowaniach orientacyjnych przeprowadzonych w Izbie Gmin żadne z rozwiązań impasu, alternatywnych wobec umowy Theresy May, nie zdobyło większości. Najbliżej większości była propozycja wejścia przez Wielką Brytanię w unię celną z UE po brexicie.

Umowa wynegocjowana przez May była za każdym razem odrzucana m.in. głosami części posłów Partii Konserwatywnej i popierającej rząd Demokratycznej Partii Unionistycznej. Powodem sprzeciwu polityków partii rządzącej wobec umowy brexitowej wynegocjowanej przez szefową rządu jest zawarty w niej mechanizm tzw. backstopu, czyli tymczasowe pozostanie przez Wielką Brytanię w unii celnej z UE, aby uniknąć odtworzenia regularnej granicy celnej między Irlandią a Irlandią Północną, co stałoby w sprzeczności z postanowieniami tzw. porozumienia wielkopiątkowego z 1998 roku, które zakończyło konflikt w Irlandii Północnej.

W związku z drugim przełożeniem daty brexitu na Wyspach musiały odbyć się wybory do PE, które wygrała Partia Brexitu Nigela Farage'a, a torysi ponieśli w nich największą porażkę w wyborach powszechnych w swojej historii.

May podała się do dymisji 7 czerwca. Premierem Wielkiej Brytanii była od 2016 roku, od czasu referendum, w którym Brytyjczycy opowiedzieli się za wyjściem z UE, po którym do dymisji podał się David Cameron.

Brytyjczycy podjęli decyzję o wyjściu z UE w referendum z 23 czerwca 2016 roku. Za wyjściem z Unii głosowało 51,89 proc. respondentów, przeciw - 48,11 proc. Zwolennicy pozostania w UE stanowili większość spośród głosujących w Szkocji (62 proc.) oraz Irlandii Północnej (56 proc.), a także na Gibraltarze (95,9 proc.).

Źródło: Sky News
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA