Polityka

Alexander Van der Bellen wygrał wybory prezydenckie w Austrii

Alexander Van der Bellen
PAP/EPA
Nie przedstawiciel skrajnej prawicy, ale związany z Zielonymi Alexander Van der Bellen będzie nowym prezydentem Austrii. Wygrał minimalnie, zdobył 50,35 proc. głosów. Jego rywal Norbert Hofer 49,64 proc.

Liczenie głosów przesłanych pocztą zakończyło się dopiero przed chwilą. Europejskie elity i austriacki establishment nie może uwierzyć w swoje szczęście - sondaże wskazywały, że wygra Norbert Hofer, kandydat antybrukselskiej, antyimigranckiej, populistycznej i nacjonalistycznej Partii Wolnościowej (FPÖ). Hofer jeszcze wczoraj był przedstawiany przez część mediów jako zwycięzca, prowadził bowiem po obliczeniu głosów oddanych w niedzielę lokalach wyborczych. Teraz uznał zwycięstwo rywala i podziękował za wielkie poparcie. Te głosy nie są stracone,. "To inwestycja w przyszłość" - napisał.

72-letni Alexander Van der Bellen, kiedyś wzorcowy lewicowiec i antykapitalista, przed wyborami przejął część haseł skrajnej prawicy. W wersji light.

W programie Van der Bellena pojawiło się nieoczekiwanie hasło silnej Austrii. W ostatniej chwili Van der Bellen stał się też przeciwnikiem wielkiego porozumienia handlowego między USA i UE (TTIP), które wcześniej popierał. Rywal nie omieszkał go skrytykować za zmianę frontu.

Van der Bellen nie zamierzał walczyć o większe uprawnienia dla prezydenta. Chciał się za to skupić na wspieraniu austriackich firm podczas wizyt zagranicznych.

W kwestii imigrantów, która zdominowała kampanię, Van der Bellen jest jednak jak najdalszy od argumentów populistów. Kilka tygodni temu nawet skrytykował rząd za zamknięcie granic przed uchodźcami.

Alexander Van der Bellen, co dziś brzmi symbolicznie, sam jest dzieckiem uchodźców. Jego rodzice, ojciec Rosjanin z korzeniami niderlandzkimi i paszportem estońskim oraz matka Estonka, uciekli z Tallina w czasie drugiej wojny przed Sowietami na tereny kontrolowane przez hitlerowskie Niemcy, najpierw do Prus Wschodnich, a potem do Wiednia. Tu w 1944 r. przyszedł na świat późniejszy polityk.

Otrzymał obywatelstwo Austrii dopiero, gdy był nastolatkiem. Jego rodzice niemiecki opanowali w Austrii, przedtem rozmawiali ze sobą po rosyjsku, ale nie nauczyli tego języka swojego syna.

Stosunek Van der Bellena do Rosji jest niejednoznaczny. W przeciwieństwie do skrajnej prawicy nie opowiada się za zniesieniem sankcji. Ale uważa, że powinna to być kara za agresję Rosji na wschodnią Ukrainę. A nie za Krym. W sprawie anektowanego półwyspu stanął po stronie Władimira Putina i to go łączy ze skrajną prawicą.

Van der Bellen karierę polityczną zaczynał u socjaldemokratów. Pod koniec lat 80. przeszedł do Zielonych. Był szefem tej partii, gdy rosła w siłę i osiągnęła najlepszy wynik w wyborach do parlamentu (w 2006 r. 11 proc.).

Jest profesorem ekonomii, przed laty wykładał na uniwersytetach w Wiedniu i Innsbrucku.

Ma tajemniczy epizod w biografii. Jak przypomniał dziennik „Die Presse", był członkiem loży wolnomularskiej w Innsbrucku. Van der Bellen tłumaczył, że był w niej aktywny ledwie rok, w połowie lat 70., a wycofał się całkowicie po dziesięciu latach. – To był klub szacownych obywateli, którzy prowadzili ciekawe dyskusje na stosunkowo wysokim poziomie – mówił, dodając, że z masonami spoza Innsbrucku nie miał kontaktów.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL