fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Robert Mazurek: Smutny felieton z radosną puentą

AdobeStock
Nie wiem, gdzie spędzi Wigilię. Pewnie u matki, by potem przenieść się do ojca. Jest nastolatkiem, prawie dorosłym, poradzi sobie, w końcu radzi tak sobie kilkanaście lat. Rodzice rozeszli się, gdy miał trzy lata, dziś mają swoich partnerów, swoje dzieci, rodziny, sprawy. Tylko on nie ma swego kąta, bo wszędzie czuje się nie u siebie. Ma swój pokój, jasne, ale jakoś mu nieswojo. Rodzice dziwią się, że woli w wakacje pracować, niż jeździć z nimi nad morze, przecież pieniędzy im nie brak. Ale z kim miałby jechać, skoro tata osobno i mama osobno? Aha, właśnie oznajmił, że czuje się dziewczyną i proszę się do niego tak zwracać.

Ania spędzi święta z mamą, starszą siostrą i młodszym bratem, jak zawsze. Ojciec odszedł kilka lat temu, zresztą wcześniej przez wiele lat zdradzał matkę, czego Ania nie może mu wybaczyć. Zdradził i zostawił. Kuba też się będzie tułał między dzielnicami. Udaje zadowolonego, bo dwie choinki to podwójne prezenty, ale nawet on, najmłodszy z tego grona, rzuciłby to w kąt, byleby znów było jak dawniej.

Skąd znam te historie? To znajomi moich dzieci – dobrzy uczniowie, dzieci zadbane, kochane, zwyczajne. Żadnej patologii, żadnego alkoholizmu, niebieskiej karty, interwencji policji, domów dziecka. Warszawska klasa średnia. Wszystko świetnie, tylko czasem rozpacz puka do nich tak głośno, że dudni, że krzyczą w bezsile, zagryzają wargi, płaczą, tną się. I opowiadają o tym przyjaciołom, bo nie mają komu.

Opisując to, czuję się bezsilny i to bezsilny z dwóch powodów. Pierwszy jest osobisty – to obawa, autentyczna obawa, że sam mogę upaść na głow...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA