fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Zdort: Lewandowscy na sprzedaż

Fotorzepa
Robert Lewandowski i jego żona Anna to bardzo sympatyczna sportowa para.

On wciąż sprawia wrażenie, jakby nie przewróciło mu się w głowie, ją coraz bardziej ciągnie w kierunku celebryctwa – była zawodniczka karate usiłuje się wykreować na guru zdrowego żywienia, występuje w telewizyjnych reklamach, widać, że lubi błyszczeć bardziej niż mąż. Państwo Lewandowscy nie tylko nie uciekają przed obiektywami reporterów, chętnie pozują, ale też sami robią sobie zdjęcia, które wrzucają do internetu. Pozwalali sobie nawet na sesje fotograficzne o lekkim zabarwieniu erotycznym.

Nie powiem, żeby mnie to zachwycało, ale w jakiś sposób rozumiem, że piłkarz, który ma jeszcze tylko kilka lat zawodowego życia, musi dbać o popularność. Bo za popularnością idą kontrakty reklamowe, dzięki którym do niemałej pensji – podobno zarabia w Bayernie 15 mln euro rocznie – dochodzą kolejne grube miliony.

Taką zapobiegliwość można tylko pochwalić, szczególnie wtedy, gdy przypomnimy sobie futbolistów, którzy w dawniejszych latach robili kariery na Zachodzie, a potem przymierali głodem gdzieś na polskiej prowincji, ucząc dzieciaki WF, a wieczorami topili smutki w wódce.

Warto jednak zadać sobie pytanie, jak daleko – w tak szczytnym celu jak zarabianie pieniędzy – można się posunąć w sprzedawaniu mediom i publiczności swojego życia prywatnego. Czy celebryci, którzy – oczywiście za opłatą – wpuszczają na swoje śluby i wesela fotoreporterów, już przekroczyli granicę przyzwoitości? Czy przekracza granicę ten, kto informuje publicznie o tym, że żona zaszła w ciążę, na stadionie w obecności 71 tysięcy widzów (nie wspominając o milionach przed telewizorami)?

Jeśli tak dalej pójdzie, to niebawem ktoś posunie się jeszcze dalej. Już czekam, aż przystojny aktor serialowy zapowie w jakimś rozrywkowym programie w telewizji, iż zaraz po wyjściu uda się do domu, aby spłodzić potomka. A za nim wyruszą paparazzi z tabloidów. Nie jestem widzem tego typu celebryckich programów, więc może mi umknęło, że i tę granicę już przekroczyliśmy.

Mimo ogromnej sympatii, jaką budzą we mnie państwo Lewandowscy, trudno mi nie zauważyć, że w ten sposób zachęcają innych do podobnych wybryków. Wiem, wiem, nie Robert Lewandowski był pierwszym piłkarzem, który włożył piłkę pod koszulkę, pozdrawiając ciężarną małżonkę. Nie Lewandowski pierwszy wykonał gest naśladujący picie mleka z niemowlęcej butelki. Swoje życie prywatne sprzedawał światu Radosław Majdan i jego kolejne partnerki, jakiś czas temu Doda, a ostatnio Małgorzata Rozenek.

Należałoby jednak przestrzec sympatyczne sportowe małżeństwo: ich dziecko narodzi się za cztery miesiące i dla jego dobra nie powinni dopuścić do tego, aby zostało wchłonięte przez medialnego Lewiatana, który także z niego uczyni celebrytę. I tak będzie skazane na sławnych rodziców, co pozornie tylko ułatwia życie, a w rzeczywistości dla psychiki dziecka jest poważnym obciążeniem.

Wzywam więc: Pani Anno, Panie Robercie! Nie idźcie tą drogą. Oczywiście należy zadbać o swoją przyszłość i zaoszczędzić na emeryturę, ale trzeba pamiętać, że nie wszystko jest na sprzedaż.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA