fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Tomasz Terlikowski: Ta walka musi być ewangeliczna

Fotorzepa, Rafał Guz
Jeśli ktoś jest zdania, że spór, kontrowersja, a może trzeba powiedzieć wprost – walka między środowiskami gejowskimi, światopoglądową lewicą a konserwatystami (tymi realnymi, a nie tymi, którzy w kwestiach cywilizacyjnych są już po drugiej stronie) czy katolikami może w najbliższym czasie wygasnąć, to zdecydowanie jest naiwny. Takiej możliwości zwyczajnie nie ma. Spór dotyczy kwestii fundamentalnych: rozumienia społeczeństwa i państwa, źródeł prawa, małżeństwa i rodziny, wychowania, wolności osobistych (w tym wolności sumienia i wyznania) itd. Obie strony zajmują postawy radykalnie odmienne, nie do pogodzenia, i obie są zdeterminowane, by bronić swojej wizji.

Kompromis jest tu niemożliwy, bo – ujmując rzecz z perspektywy konserwatywnej i konserwatywnie chrześcijańskiej – wprowadzenie do systemu prawnego konkubinatów jednopłciowych jest tylko nieco mniej destrukcyjne dla społeczeństwa niż wprowadzenie do niego „małżeństw jednopłciowych". Z perspektywy działaczy LGBTQ czy lewicy wprowadzenie „wolnych związków" jest zaś tylko krokiem na drodze do tzw. równości małżeńskiej. Słowem, obie strony muszą walczyć i nie mają co liczyć na zmianę swoich paradygmatów.

Jeśli więc coś jest możliwe, to jedynie ustalenie reguł walki, zasad dżentelmeńskiego różnienia się, ustalenie, co wolno, a czego nie wolno w cywilizowanym społeczeństwie, jak chronić wartości podzielane przez mniejszość (a coraz częściej to chrześcijanie, a nie liberałowie czy osoby homoseksualne, są prześladowaną mniejszością), jak zagwarantować realny pluralizm opinii i nie dopuścić do rozmaitych form także liberalnych (ale zastrzegam nie tylko) f...

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA