fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Biblijny wiek rockowych dinozaurów

Mick Jagger z kolegami, koncert The Rolling Stones w Hawanie, marzec 2016
AFP
Idolami muzyki zwanej kiedyś młodzieżową są dziś oldboye. Ćwiczą, łykają witaminy i unikają używek. 74-letni Paul McCartney da wiele koncertów w Ameryce i w Europie. O rok młodszy Mick Jagger pokonał podczas marcowego koncertu w Hawanie dystans 10 km.

Była kiedyś anegdota, której akcja osadzona była w Egipcie. Podczas prac archeologicznych obudził się ze snu wiecznego jeden z faraonów. Na wieść o tym, że odkrycia jego sarkofagu dokonali polscy specjaliści, krzyknął: „Polska! Słyszałem! A czy Mieczysław Fogg jeszcze żyje?!".

Rzecz dotyczyła seniora polskiej wokalistyki, który debiutował przed II wojną światową i pozostawał gwiazdą aż do śmierci w 1990 roku, zmarł w wieku 89 lat. Dla młodych fanów rocka był prawdziwym dinozaurem. Pan Mieczysław śpiewał jednak z dostojeństwem nietypowym dla gwiazd muzyki pop, które nie dość, że często prowadzą niehigieniczny tryb życia, to jeszcze muszą mieć kondycję do dynamicznych występów.

W Polsce najbardziej oryginalni – Czesław Niemen, Tadeusz Nalepa, Grzegorz Ciechowski i Marek Jackowski – nie dożyli jednak siedemdziesiątki. 69-letni Seweryn Krajewski zaszył się podobno w Ameryce. Aktywny pozostaje jego rówieśnik Krzysztof Krawczyk, jednak już nie w bigbitowym repertuarze. Za to niedawno widziałem w jednej z klinik ortopedycznych muzyka słynącego z energetycznych występów, który poruszał się o kulach, narzekając na kolana. Miejmy nadzieję, że dzięki osiągnięciom medycyny szybko wróci do formy.

Nasi idole nie mają kondycji zagranicznych 70-latków, choć z pewnością i oni nie widzieli się w roli gwiazd-seniorów. Przez długie lata mogli śpiewać o sobie słowami piosenki Iana Andersona z Jethro Tull „Za stary na rock and rolla, za młody, by umrzeć". Ale granice rockowej aktywności się przesuwają, co sam muszę zauważyć z pokorą. Pamiętam moją niestosowną uwagę, którą wygłosiłem w wieku ledwie 12 lat, gdy zabito Johna Lennona. Powiedziałem wtedy: „Boże, jaki był stary!". Dziś jestem starszy od niego i zdaję sobie sprawę z tego, ile Lennon mógłby jeszcze skomponować, gdyby nie szaleniec zabójca.

Fakt przesuwania się granic rockowej aktywności w zgryźliwy sposób podsumował Kurt Cobain z Nirvany. Rozpoczynając swój, jak się okazało, ostatni koncert w Wielkiej Brytanii – na Reading Festival – pojawił się na scenie na wózku inwalidzkim i w siwej peruce. Dla muzyka, którego dewizą było „lepiej spłonąć, niż wyblaknąć" – obecność wśród żywych była dowodem ideowej zdrady i przejścia na stronę „systemu". Odniósł sukces i zdobył wielkie pieniądze, ale pamiętał, że „tylko artysta głodny jest wiarygodny". Pozostał temu wierny, wstrzykując sobie w żyłę heroinę, a w głowę strzelając z pistoletu. Tak dołączył do ekskluzywnego Klubu 27, czyli Hendrixa, Joplin i Morrisona, którzy rozstali się z życiem w wieku 27 lat.

Na marginesie trzeba dodać, że taki wiek figurował w metryce artystów. Jednak według obdukcji lekarza sądowego badającego w Paryżu zwłoki wokalisty The Doors stan organów wewnętrznych Morrisona nadużywającego używek odpowiadał temu, jaki mają zazwyczaj 80-letni mężczyźni, którzy nie oszczędzają się w życiu.

Rodzinny jak Macca

Okazem zdrowia jest Paul McCartney, choć nie od początku prowadził zdrowy tryb życia. Używał LSD, rozpad The Beatles znieczulał podobno heroiną. Marihuanę palił od czasu spotkania z Bobem Dylanem w 1964 roku, podczas pierwszej wizyty The Beatles w USA. Wcześniej, jeszcze w Hamburgu, gdzie grał na saksach z kolegami, używał różnych substancji pobudzających.

W 1980 roku świat obiegła informacja o aresztowaniu Paula na lotnisku w Japonii, gdy znaleziono przy nim pół funta marihuany. Spędził dziewięć dni w więzieniu. O nałogu mówiła druga żona McCartneya – Heather Mills, choć mogła to nie być prawda. Miała powody do zemsty. Muzyk rozstał się z nią, gdy wyszło na jaw, że w młodości była damą do towarzystwa arabskich szejków.

Sam McCartney zadeklarował, że zrywa z marihuaną, gdy został dziadkiem. Stwierdził, że to, co wypada młodemu facetowi, dziadkowi już nie uchodzi. – Teraz wolę kieliszek wina bądź margaritę – deklaruje.

Z gimnastyką jednak nie przesadza. – Nie jestem typem, który potrzebuje pomocy prywatnego trenera – mówił w jednym z wywiadów. – Obserwuję profesjonalistów i w miarę możliwości ich naśladuję. Mój zestaw ćwiczeń to przekrój różnych technik. Trochę biegam, potem wzmacniam serce, następnie podnoszę ciężarki i ćwiczę ze szwajcarską piłką. Rozciągam się też na macie. Na końcu lubię stanąć na głowie. To jest ćwiczenie jeszcze z lat 60., zaczerpnięte z jogi. Robię je również dlatego, żeby sława nie uderzyła mi do głowy. Potrafię tak stać pięć minut i nawet faceci, którzy wyciskają wielkie ciężary, są pod wrażeniem mojej formy.

Efekty są widoczne. Gdy największe sławy – The Rolling Stones czy U2 – wykonują około 25 utworów podczas koncertu, McCartney śpiewa 38, grając na wielu instrumentach i nie schodząc ze sceny przez bite trzy godziny. Jeden z recenzentów porównał go do najbardziej wytrzymałej baterii.

Nie da się wykluczyć, że o długowieczności McCartneya decyduje jego więź rodzinna. Z pierwszą żoną Lindą nie rozstawał się na dłużej niż tydzień, razem też koncertowali. Przeżył jej śmierć wywołaną nowotworem, a po rozwodzie z Heather znów żyje w szczęśliwym związku z nowojorską bizneswoman Nancy Shevell. Jak podkreśla, większość 300-osobowej ekipy, która wspomaga go w firmie płytowej i na koncertach, to personel, z którym współpracuje od trzech dekad.

Liczy się też dieta. – O tym, żeby przejść na wegetarianizm, zdecydowałem wraz z Lindą – opowiadał. – Teraz z moją rodziną poszliśmy krok dalej. Moja córka jest weganką, co wymaga większej uwagi, jeśli chodzi o dobór jedzenia. Już kiedy byłem mały, moja mama pielęgniarka zwracała uwagę na potrzebę dostarczania organizmowi protein. Ich głównym źródłem było zwierzęce mięso. Teraz to się zmieniło. Możemy jeść soję, a proteiny są też w wielu warzywach. Ludzie pytają mnie, czy nie tęsknię za smakiem kiełbasek. Absolutnie nie!

McCartney jest autorem sloganu mówiącego, że gdyby „rzeźnie miały ściany z szyb", wszyscy byliby wegetarianami. Pokazując się w podkoszulku „Eat No Turkey", uświadamiał, że w USA zabija się rocznie 300 mln indyków, z czego 45 mln na Święto Dziękczynienia, a 22 mln na Boże Narodzenie.

Zdrowy styl życia McCartneya to nie tylko kaprys bogatego człowieka. Wychowany w przemysłowym Liverpoolu, we wszystkich swoich domach i mieszkaniach stara się ograniczyć emisję dwutlenku węgla. Kupuje żywność organiczną, co więcej – prowadzi farmę o tym profilu w hrabstwie Sussex.

– Do takiego działania skłaniają mnie spacery w lesie – powiedział. – Patrzę na drzewa i nie mogę się nadziwić: pobierają z atmosfery dwutlenek węgla i oddają tlen. Mówię sobie „well done", sam bym tak nie potrafił.

Stary przyjaciel Lucyfer

Zaskakującą formę utrzymuje 72-letni Keith Richards z The Rolling Stones, co było widać w migawkach z marcowego koncertu w Hawanie kończącego tournée po Ameryce Łacińskiej. A przecież mogło go już nie być wśród żywych. I nie chodzi o takie ekscesy jak upadek z palmy, gdy był 63-letnim seniorem rocka. Ani też o wcześniejszy – z 1998 roku – z drabiny w domowej bibliotece. Wedle oficjalnej wersji wówczas szukał „Anatomii" Leonarda da Vinci, a jak żartowali złośliwi – zabunkrowanej za książkami whisky. Połamał trzy żebra i naruszył płuco.

Richard przez całe życie ciężko pracował na szybką śmierć. Nawet występując po raz ostatni w Polsce na służewieckim torze wyścigowym, chwiał się na krawędzi sceny i nie wiadomo było, czy tylko się przewróci, czy spadnie.

– Takie rzeczy się zdarzają, ale karawana idzie dalej. Dopóki koła nie wypadną z osi – mówił często.

W świat ciężkich narkotyków wprowadziła Keitha Anita Pallenberg, modelka i aktorka. Nie miał nigdy wątpliwości, że od śmierci z przedawkowania uratowała go złota zasada, by nie brać więcej niż przed odwykiem, bo to jest dla organizmu zabójcze. Brał najwyższej jakości narkotyki, na które nie stać było innych, zwłaszcza tych na dnie. Krążyły też legendy o jego częstych transfuzjach krwi, co łagodziło skutki uzależnień.

Skończył z heroiną w 1978 roku po piątym aresztowaniu przez policję. Rozstał się z Pallenberg i związał z modelką Patti Hansen, mają dwójkę dzieci. Z kokainy zrezygnował jednak dopiero w 2006 roku po wspomnianym upadku z palmy, gdy do czaszki wstawiono mu metalowy płat.

Wydaje się, że głównie czuła i troskliwa rodzina okazały się remedium na ekscentryczność w podeszłym wieku. Z pewnością nie dieta, bo w przeciwieństwie do McCartneya Keith Richard dla żartów lansuje „niezdrowy" przepis na kiełbaski z ziemniaczanym purée. Nie ukrywa też, że każdy dzień zaczyna od jointa. Tak mówił w wywiadzie latem zeszłego roku. – Poza tym żyję bez szaleństw, ograniczam się, choć zdarza mi się sięgnąć po szklaneczkę alkoholu – stwierdził.

Liczy jeszcze na dobrych kilka lat życia. – Nie mam zamiaru spotkać się z moim starym przyjacielem Lucyferem – powiedział. – A przecież nie trafię po śmierci nigdzie indziej jak do piekła.

Olimpijczyk rocka

Ale i tak ciężar odpowiedzialności za dynamiczny show The Rolling Stones spoczywa na Micku Jaggerze, najlepszym rockandrollowym tancerzu. Charakterystyczny krok towarzyszy jego wszystkim piosenkom, a bardzo aktywna obecność na estradzie wymaga gigantycznego przygotowania. Richards ironizował, że Mickowi jest łatwiej, ponieważ on się nie uzależnia. Już 15 lat temu zrezygnował z alkoholu. Ale też jeszcze w latach 90. na kilkadziesiąt dni przed rozpoczęciem tournée zaszywał się w sali gimnastycznej i wraz z trenerami szlifował formę.

Od lat jego osobistym trenerem jest Norweżka Torje Eike, która wcześniej pracowała ze sportowcami i olimpijczykami, piłkarską reprezentacją Norwegii, a także czuwała nad Geri Halliwell ze Spice Girls. Przed każdym tournée Jagger przebiega ponadto 8 mil dziennie, pływa, uprawia kick-boxing. Dodatkowo bierze lekcje baletu i ćwiczy jogę. Podczas tournée Eike czuwa też, by dieta Jaggera nie obfitowała w tłuste dania. Wokalista zażywa witaminy A, C, D i E oraz B. Pochłania olej z wątroby dorsza z kwasami tłuszczowymi omega-3 oraz olej z żeń-szenia i miłorzębu japońskiego, który pomaga w utrzymaniu wytrzymałości oraz sprawności mózgu.

Nie bez znaczenia mogą być geny. Ojciec Jaggera zmarł w wieku 93 lat i przez całe życie, jako nauczyciel wychowania fizycznego, pozostawał aktywny. Ale gdy mówi się o przepisie na długowieczność muzyka, padają również porównania z wampirem. Oczywiście przenośne: faktem jest jednak, że Jagger szuka eliksiru młodości w relacjach z młodszymi kobietami. To go kręci i podnieca, ale i mogło być przyczyną depresji, a w końcu samobójstwa L'Wren Scott, ostatniej długoletniej partnerki Jaggera, co sugeruje jej siostra Jan Shane. Tak skomentowała jego zdjęcia z młodą brunetką wykonane przez paparazzich w Szwajcarii kilka miesięcy po śmierci Scott.

Zdążyć w ostatniej chwili

Eric Clapton skończył niedawno 71 lat, ale 20 maja wyda płytę ze świadczącym o aktywności tytułem „I Still Do". Poza kłopotami z kręgosłupem wszystko wskazuje bowiem na to, że jest kolejnym kandydatem do długowieczności, choć wiódł życie samobójcze. Do czasu jednak, gdy nieudane małżeństwo i związki, a także śmierć syna Connora, uwiecznionego w „Tears in Heaven", zmusiły go do refleksji.

Miał szczęście. W przeciwieństwie do wielu gwiazd lat 60. i 70. zdążył w ostatniej chwili. A tytuł bluesa „Crossroads" – przez dekady symbolizujący pokusy kariery, faustowski pakt z diabłem oraz talent rozmieniany na drobne i niszczony przez używki – przekształcił się w symbol czystości i życia wolnego od alkoholu i dragów. Dziś Crossroads to fundacja i klinika odwykowa finansowana z tantiem i sprzedaży gitar nawróconego grzesznika. Pomnik życia i wdzięczności zbudowany przez człowieka, który po trzech dekadach piekła stworzył szczęśliwą rodzinę, cieszy się żoną i trójką dzieci.

Na początku lat 70., po sukcesach z John Mayall's Bluesbreakers i The Cream i w szczycie uzależnienia od heroiny, wydał na nią przez rok równowartość dzisiejszych 3 milionów funtów. Siedział w domu i ćpał. Wychodząc z nałogu, jak wielu wyleczonych narkomanów, popadł w alkoholizm: wypijał kilka butelek whisky dziennie. W 1982 roku został członkiem Hazelden Foundation zajmującej się rehabilitacją alkoholików. Dopiero tragiczna śmierć syna, który wypadł z okna wieżowca, odmieniła życie Claptona. Pomogła mu znajomość z Melią, obecną żoną, ona dała mu szansę, by stał się dobrym ojcem.

Na ostatniej płycie „Old Sock" zaśpiewały ich trzy córeczki: Sophie, Julie i Elli, a album jest podziękowaniem dla ukochanej kobiety, która ustabilizowała szaloną egzystencję muzyka. To dzięki Meli mógł powiedzieć: „Ostatnie lata mojego życia to z pewnością lata najlepsze. Wypełniła je miłość i głębokie poczucie fascynacji ukochaną kobietą. Mam u swego boku rodzinę, nie wstydzę się już przeszłości, bo dzięki żonie i dzieciom przyszłość jest obietnicą radości. Zniknęły zawody i rywalizacje, jakich doświadczałem przez lata. Stałem się szczęśliwy. Nareszcie mogę żyć bez żadnego celu i cieszyć się chwilą".

Zdecydowanie najbardziej kreatywny pośród 70-latków jest Paul McCartney. W 2005 roku album „Chaos and Creation in the Backyard" nagrał z Nigelem Godrichem, współtwórcą sukcesów Becka i Radiohead, gwiazd muzyki niezależnej. Z kolei płytę „New" z 2013 roku współtworzyli z nim Mark Ronson i Paul Epworth, producenci Amy Winehouse i Adele. W ostatnim czasie zbliżył się do środowiska czarnej muzyki i nagrał kilka piosenek z Rihanną oraz raperem Kanye Westem. Ale popularność koncertów zawdzięcza przebojom The Beatles, Wings i z solowych albumów.

Mick Jagger wielokrotnie próbował odłączyć się od Stonesów. W nagraniu solowych płyt wspierał go Dave Stewart z Eurythmics, Lenny Kravitz, Jeff Beck, Flea z Red Hot Chili Peppers, Bono czy Pete Townshend. Założył też supergrupę SuperHeavy, w której znaleźli się Damian Marley, syn Boba, oraz Joss Stone. Żaden z tych projektów nie spotkał się z tak dużym zainteresowaniem jak The Rolling Stones. Dlatego jeszcze w tym roku możemy spodziewać się nowego albumu zespołu, utrzymanego w tradycyjnym stylu, z dużą ilością bluesa. Tego oczekują fani.

Clapton przypomina ucznia rozumiejącego w porę błędy młodości. Ojcu, który go porzucił, przebaczył w piosence „My Father's Eyes". Doprowadził do comebacku swojego najważniejszego zespołu – The Cream. Przypomniał przeboje Blind Faith, występując ze Steve'em Winwoodem. Oddał hołd mistrzom: nagrał płytę z repertuarem Roberta Johnsona i album z B.B. Kingiem. Ułożył sobie nawet stosunki z J.J. Cale'em, który był zazdrosny o to, że to z Claptonem, a nie z nim, fani kojarzą przeboje „Cocaine" i „After Midnight".

Nie są to jedyni giganci, którzy występują pomimo ukończenia 70 lat. Kończy pracę nad nowym albumem i zapowiada letnie tournée 75-letni Bob Dylan. W lipcu przyjedzie do Doliny Charlotty koło Słupska 71-letni Ian Gillan wraz z Deep Purple, który przygotowuje się do premiery nowej płyty. 72-letni Jimmy Page z Led Zeppelin pojedzie w tym roku na solowe tournée.

Dobrą formę po siedemdziesiątce zapewniają satysfakcja i radość płynąca z tego, co się robi. Tej zaś rockowym gwiazdom nie brakuje. Wiedział o tym doskonale Lemmy z Motörhead, który trzymał się mocno na scenie, a choroba zmogła go w kilka dni, gdy pauzował w domu podczas świąt.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA