fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Facebook i Twitter? To nie jest szczyt rozwoju

adobestock
Myślę, że problem z komunikacją między ludźmi był zawsze, a nasilił się wraz z przyspieszeniem przemian w technologii. Jakże wyjaśnić ludziom urodzonym wcześniej niż przed 30 laty, że dziś język komunikowania staje się kwestią drugorzędną, a na pierwszy plan wysuwają się kanały komunikacji? Tak jak jeszcze przed półwieczem dla geniusza epistolografii, jakim był bez wątpienia Jerzy Giedroyc, naturalną metodą porozumiewania się było pisanie listów, dla mojego pokolenia telefon czy e-mail, tak dla moich dzieci i ich rówieśników jest Facebook, Twitter czy Instagram.

Każdy z tych kanałów komunikowania (dla niepoznaki nazywamy je serwisami społecznościowymi, ale tak naprawdę są formą języka) ma swoją specyfikę. Twitter to słup ogłoszeniowy, Facebook zastępuje rozmowę w kawiarni, Instagram to galeria plakatu. Język komunikatu podąża za nimi, brutalizuje się na Twitterze, łagodnieje na Facebooku, zanika na Instagramie, gdzie nie jest do niczego potrzebny. Dlatego śmieszą mnie te pedagogiczne pojękiwania, by złagodzić Twittera. To nie w jego naturze, jest i będzie brutalny i wulgarny, a niekiedy hejterski. Jedyne, co nam zostaje, to z niego zrezygnować, ale to oznacza rezygnację z posługiwania się jednym z języków. Nieobecność, niemoc, abdykację. Tak przynajmniej należy rozumieć to dziś. Na szczęście nie na wieczność, bo przyszłość przyniesie z pewnością wiele innych języków.

Może teza, że mniej liczy się język (w sensie lingwistycznym) komunikowania niż kanał komunikacji, jest ryzykowna. Ale osobiście doświadczyłem tego przed laty, rozmawiając z moim dziadkiem, rocznik 1900, tym od Armii Czerwonej. Podczas wielu rozmów miałem poczucie kompletnej niemoty z mojej, a częściej z jego strony. Dzieliło nas wszystko: ponad sześć dziesiątków lat życia, edukacja (on skończył ledwie cztery klasy) czy doświadczenie życiowe. Jako młody człowiek trafił do niewoli sowieckiej. W ZSRR przebywał ćwierć wieku. Był ofiarą bezwzględnej edukacji marksistowskiej. Świat pojmował w najprostszych kategoria walki klas i brutalnej, ale zawsze zwycięskiej, siły komunizmu. Nigdy nie było mu dane zetknąć się z Zachodem, kategorią wolności jednostki, koncepcją praw człowieka, duchem obywatelskim. Kiedy wrócił do Polski po 1945 roku, trudno mu nawet było pojąć, co się dzieje w kraju. I nagle ten człowiek styka się w latach 80. z polskim buntem robotniczym. Zderza się z antykomunistycznymi wyborami swoich najbliższych. Nie umiał pojąć. Nie rozumiał. Był przekonany, że w każdym momencie może się pojawić wszechpotężna bezpieka i zamknąć w obozie albo rozstrzelać. Nie umiał patrzeć na ten narodowy bunt inaczej niż przez pryzmat rudymentów wpojonej mu za młodu prostackiej ideologii. Był niemy. I ja też stawałem się niemy, kiedy po minucie rozmowy podnosił głos i używał obelg. Język narodowy nie pomagał w porozumieniu się.

Mimo że obaj mówiliśmy po polsku, nigdy nie zdołaliśmy się porozumieć. Po wielu latach od jego śmierci zastanawiam się, czy taka bariera z pleksiglasu nie oddziela mnie od świata rówieśników moich córek. Próbuję szarpać się z Facebookiem, ale świadomie rezygnuję z Twittera. O Instagramie nie wspomnę. Świadoma abdykacja z najważniejszych współczesnych języków? Pewnie trochę tak, ale wciąż ważniejsza jest we mnie wiara w sens zachowania konwencjonalnego języka i tradycyjnych metod komunikacji. Wciąż wierzę, że wspólnym językiem jest i będzie polszczyzna, że publikacja eseju, felietonu czy gazetowego komentarza ma większy ciężar niż gromki tweet wysłany do 10 tysięcy followersów. Nie można redukować świata do minimum. Nie można się wyzbywać głębi i subtelności tradycyjnego przekazu. I trzeba walczyć z bańkami społecznościowymi, które coraz bardziej ograniczają możliwość porozumienia się między ludźmi.

Może to zbytni idealizm, nie przeczę. Chylę czoło przed współczesnością, ale też śmieję się w duchu z tych, którym się wydaje, że w dziedzinie komunikowania osiągnęliśmy punkt docelowy. Facebook i Twitter przeminą. Przyjdzie coś nowego, coś, czego się nie spodziewamy i co może odda honor tęsknocie za minionym. Osobiście czekam na tę chwilę z nadzieją.

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA