fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Pjongczang 2018

Małysz: Ten konkurs nie powinien się odbyć

PAP/ Bartłomiej Zborowski
- Cztery lata czekania i trenowania, potem jedna decyzja potrafi to wszystko rozpierniczyć, za przeproszeniem - powiedział po pierwszym konkursie skoków w Pjongczangu Adam Małysz, dyrektor ds. skoków i kombinacji norweskiej w Polskim Związku Narciarskim.

Rzeczpospolita: Wciąż jest w panu srogi gniew, że sobotni konkurs tak przebiegł, jak przebiegł?

Adam Małysz: Swojej oceny nie zmieniam. Może nie ma we mnie już tak wielkich emocji, ale podtrzymuję to, co powiedziałem. Ten konkurs nie powinien się odbyć. Wiele ekip podzieliło moje zdanie. Czytałem wypowiedź Ernsta Vettoriego, który powiedział, że nie chcemy takich konkursów.

W niedzielę odwołano bieg zjazdowy.

I zrobiono to na godzinę przed startem, czyli jednak można. My musieliśmy skakać, choć godzinę wcześniej trenowały tam dziewczyny i dostawały po 38–40 ujemnych punktów za pomoc wiatru pod narty. Co to jest za trening, czemu ma służyć? Dlatego okazałem emocje, by podobne decyzje nie zostały bez echa wśród organizatorów, by wiedzieli, że nie zapomnimy prędko o tej loterii. Im więcej ekip o tym będzie mówić, tym większa będzie kontrola nad takimi posunięciami w przyszłości. Cztery lata czekania i trenowania, potem jedna decyzja potrafi to wszystko rozpierniczyć, za przeproszeniem.

Czy skoczkowie mogą coś poradzić, gdy na górze tuż przed skokiem ściska mróz, wieje wiatr i trzeba długo czekać na zielone światło?

To jest bardzo trudna sprawa, bo środków zaradczych jest niewiele. Zawodnicy mogą ściągnąć narty i się ruszać, ale nie mogą rozwiązać butów i wyciągnąć wkładek, które tam mają, bo są po kontroli. Skoczek oczywiście stara się wyjść z ciepłego pomieszczenia jak najpóźniej. Jak to zrobi za późno, to też nie jest dobrze. Jak wyjdzie, to już stoi, nie ma możliwości ogrzania. Okładanie kocami ramion i pleców niewiele daje, większe znaczenie mają rozgrzane nogi. Tylko ciepły mięsień działa, jak powinien. Zimne nogi robią się jak beton, twardnieją. Maciej Kot dwa razy schodził z belki i mówił, że przez tę twardość nie mógł złożyć się właściwie na rozbiegu.

Kamil Stoch mówił, że ma pewne sposoby, ale nie chciał zdradzić jakie.

Każdy ma swoje. Na pewno nie wolno siedzieć. Jak się siedzi, zastyga się o wiele szybciej. Ruch, podskoki pozwalają podtrzymać wysoką temperaturę, ale i tak ona cały czas spada.

Jak polscy skoczkowie przyjęli wyniki konkursu?

Bardzo emocjonalnie przyjął porażkę Dawid Kubacki. On skakał dobrze, ten pechowy skok, paradoksalnie, też był udany. On sam też tak czuł. Był więc wkurzony na tę sytuację, na to, że już na belce widział, co się święci. My też dziwiliśmy się, że dostał zielone światło. Niełatwo go pocieszyć, bo skoczek sam musi to przemyśleć, przetrawić i dopiero wtedy przejść do kolejnych zadań. Ten konkurs będzie się wlókł za nimi długo. Nawet jak wyjadą z Pjongczangu, nawet jak zdobędą medale. Wiem to doskonale. Kamil ze Stefanem nie dali tego po sobie poznać, lecz w sercu trudno im było przyjąć, że nie mają tych krążków na szyi. Nawet bardzo trudno.

Z trudem też zasypiali?

Bardzo późno przyjechaliśmy do wioski, to pomogło. Rozmyślań przed snem na pewno mieli jednak sporo. 

w Pjongczangu wysłuchał Krzysztof Rawa

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA