fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

Stefan Szczepłek: Wiosna ludów

AFP
W sprawie Superligi w ciągu kilkunastu godzin zrodziła się międzynarodówka kibiców i piłkarzy. Takiej jedności futbolowy świat jeszcze nie widział.

W żadnej sprawie nie protestowano tak powszechnie. Z takim potępieniem nie spotykały się korupcja, akty rasizmu czy stadionowego terroryzmu. Mieliśmy do czynienia z wybiórczą moralnością. O trenerze mówiło się: to przekręt, ile on meczów sprzedał i kupił. Ale kiedy robił to dla naszego klubu – stawał się „skutecznym fachowcem". Gdy po udowodnieniu win karano klub, PZPN, UEFA czy FIFA były automatycznie wrogami kibiców.

Piłkarze o kolorze skóry innym niż biały wciąż bywają celem rasistowskich ataków. Zdarza się to w wielu krajach, choć w niektórych częściej. Tylko zdobywający bramki dla naszych barw są dobrzy, bo nasi. Innym można ubliżać i obrzucać ich bananami.

Sprzedawanie i kupowanie meczów uznawano za „stały fragment gry", pod warunkiem że prowadziło to nas do celu. Ścigać i piętnować należało tylko innych.

Kibice urządzający awantury na stadionach i w ich okolicach są wrzodem na futbolu, ale próbujcie zacząć z nimi wojny. Będą bezwzględni i znajdą obrońców. A kiedy nawet ci zwaśnieni doszukają się wspólnego wroga, można być pewnym, że się zjednoczą – przeciw policji, mediom, krajowym związkom piłkarskim.

Te zjawiska zna cały futbolowy świat, a Europa zwłaszcza. Bijatyki są powszechne, z powodu aktów rasistowskich przerywa się mecze, Włosi są mistrzami świata także w korupcji i dopingu.

Nigdzie nie ma otwartego przyzwolenia na oszustwo i zawłaszczanie tradycji, ale też do tej pory nie było zbyt wielu protestów przeciw takim praktykom. Owszem, kibice Manchesteru United i Liverpoolu organizowali demonstracje przeciw nowym zagranicznym właścicielom obydwu klubów, ale masowego wsparcia nie dostali.

Można było przestać lubić Chelsea, od kiedy jej właścicielem został Roman Abramowicz, ale to prywatny dylemat kibica. Nikomu nie przeszkadza fakt, że na koszulkach najlepszych europejskich klubów ogłaszają się firmy bukmacherskie. Przecież wielu kibiców z nich korzysta, a reklamują je nawet dziennikarze.

Każdy chce, żeby klub, któremu kibicuje, był bogaty, bo pieniądze są środkiem do zrealizowania celu. A kiedy się cel osiąga, kończą się dyskusje, ile wydano na transfery, jaką gażę mają zakontraktowani zawodnicy czy ile samochodów stoi w garażu Cristiano Ronaldo. Liczy się efekt.

Pazerni właściciele 12 klubów, widzący na boisku nie biegających zawodników, lecz toczące się złote monety, pokazali, że mają za nic zasady rządzące sportem, chcą swój świat oddzielić wysokim płotem od tych, którzy mniej mogą, bo są biedniejsi.

I tego już było za wiele. Kibice wyszli na ulice, piłkarze musieli podkreślić, że z decyzjami właścicieli nie mieli nic wspólnego i są im przeciwni. Oczywiście niemożliwy jest powrót do czasów amatorstwa i zdrowej rywalizacji, w której wygrywa nie bogatszy, tylko lepszy. Czy dziś w piłce nożnej w ogóle można być lepszym, jeśli jest się biedniejszym?

Chciałbym, żeby Florentino Perez i Andrea Agnelli zniknęli raz na zawsze z futbolu, bo są w nim obcym ciałem. Nie mam jednak pewności, czy za jakiś czas nie zostaną okrzyknięci prekursorami lub czy nie znajdą się ich następcy, którzy będą chcieli zrobić to samo, tylko w bardziej wyrafinowany sposób.

W końcu Katar kupił mistrzostwa świata i chociaż mało komu to się podoba, trzeba będzie tam grać w grudniu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA