fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Piłka nożna

EURO 2020: Platini nawarzył piwa

AdobeStock
W sobotę o 18.00 losowanie grup przyszłorocznych mistrzostw Europy. Polska zagra na pewno z kimś z kwartetu: Włochy, Anglia, Hiszpania, Niemcy. Transmisja w TVP 1 i TVP Sport.

Miejsce akcji – Bukareszt, jedno z 12 miast, które latem przyszłego roku będą gościć mecze Euro. Wciąż nie wiadomo jednak, czy rumuńscy fani zobaczą z trybun swoją reprezentację, czy będą skazani na podziwianie przyjezdnych. Okaże się pod koniec marca, po rozegraniu baraży o cztery ostatnie wolne miejsca na Euro – dwa miesiące przed turniejem, trzy miesiące po zaplanowanym na sobotę losowaniu. Sytuacja Rumunów dość dobrze obrazuje, jak dziwny czeka nas turniej.

Już samo losowanie z tradycyjną i dobrze znaną formułą wiele wspólnego mieć nie będzie. Drużyny zostaną podzielone na koszyki, ich nazwy zostaną umieszczone w doskonale znanych fanom kulkach-piłeczkach, ale liczba obostrzeń powoduje, że więcej niż losowania będzie ręcznego przydzielania do grup przez UEFA.

Od Baku do Bilbao

Rozrzucone po całej Europie mistrzostwa to spadek po Michelu Platinim, który wymyślił, że w ten sposób UEFA świętować będzie 60. rocznicę pierwszego turnieju. Trudno znaleźć kogokolwiek, komu ten pomysł by się podobał i zewsząd spadają gromy na byłego prezydenta europejskiej piłkarskiej unii. Platini nawarzył piwa, ale sam go pić nie będzie. Oskarżony o korupcję został zmuszony do ustąpienia z funkcji i dostał zakaz działalności w futbolu.

Arbitralną decyzją UEFA było przydzielenie grup do danych miast. I tak postanowiono, że grupa A rywalizować będzie w Baku i Rzymie, grupa B w Sankt Petersburgu i Kopenhadze, C w Amsterdamie i Bukareszcie, D w Glasgow i Londynie, E w Bilbao i Dublinie, a F w Budapeszcie i Monachium. Postanowiono też, że jeśli reprezentacja kraju, którego miasto znalazło się wśród organizatorów, awansuje na Euro, automatycznie swoje mecze rozgrywać będzie przed własną publicznością.

To dlatego losowanie przypominać będzie układankę – jedynym krajem-gospodarzem, który definitywnie przegrał swoją szansę i nie zagra w przyszłorocznym turnieju, jest Azerbejdżan.

Siedem reprezentacji, które już się zakwalifikowały, zagra u siebie – Włochy w grupie A, Rosja i Dania w grupie B, Holandia w grupie C, Anglia w grupie D, Hiszpania w grupie E i Niemcy w grupie F.

Czterech kolejnych przedstawicieli miast-gospodarzy (Irlandia, Rumunia, Szkocja, Węgry) jest w barażach. W marcu okaże się, ilu z nich ostatecznie awansuje, ale w sobotę losowanie odbędzie się tak, by zwycięzca rywalizacji, w której są Węgry, trafił do grupy F, Irlandii do E itd.

Baraże to efekt reformy spowodowanej powstaniem Ligi Narodów. UEFA od początku założyła, że oprócz prestiżu i pucharu zwycięzca LN musi też być alternatywną wobec tradycyjnych eliminacji drogą na Euro. I to dla każdej dywizji – dlatego w marcu dowiemy się, kto z kwartetu Gruzja, Macedonia Północna, Kosowo, Białoruś zadebiutuje w mistrzostwach Europy.

Polityczna gra

Dziś jest tyle możliwości, że z naszej grupy eliminacyjnej szanse gry w turnieju straciła tylko Słowenia. My i Austriacy awansowaliśmy poprzez kwalifikacje, Izrael i Macedonia Płn. znalazły się w barażach Ligi Narodów.

Do tego wszystkiego w losowanie wmieszała się polityka. Od czasu aneksji Krymu przez Rosję i wojny w Donbasie UEFA i FIFA nie dopuszczają do spotkań reprezentacji Rosji i Ukrainy, a także do rywalizacji klubów z tych krajów. Tak będzie i tym razem, do tego doszły jeszcze obostrzenia wobec nieuznawanego wciąż przez niektóre kraje Kosowa. Wedle wytycznych UEFA reprezentacja tego kraju nie może się spotykać z Serbią (która jest w barażach dywizji C ze Szkocją, Norwegią i Izraelem), Bośnią i Hercegowiną (baraże dywizji B ze Słowacją, Irlandią i Irlandią Północną), a także z Rosją. Jak jednak podkreślają pracownicy UEFA, jeśli w fazie pucharowej któreś z tych rozdzielanych krajów na siebie trafią, to mecze się odbędą.

Z tych politycznych powodów wszystkie reprezentacje z pierwszego koszyka znają już swoje grupy – poza czterema gospodarzami (Włochy, Anglia, Niemcy, Hiszpania), którzy muszą grać u siebie, wśród rozstawionych znalazły się Ukraina i Belgia. Jako że Ukraińcy nie mogli trafić do grupy z Rosją, która już jest przydzielona do grupy B (Sankt Petersburg), została im tylko grupa C (Amsterdam – Bukareszt, a więc z Holandią), a do piłkarzy Rosjan dołączyli Belgowie. Grupę oprócz Duńczyków (Kopenhaga) uzupełni drużyna z czwartego koszyka, ale może nią zostać tylko Walia albo Finlandia.

Polska jest w drugim koszyku – obok Francji, Szwajcarii i Chorwacji, a także przedstawicieli gospodarzy, czyli Holandii (grupa C) i Rosji (wspomniana grupa B). Piłkarze Jerzego Brzęczka mają zatem otwarte cztery możliwości – grupę „włoską” (A, Rzym – Baku), „angielską” (D, Londyn – Glasgow), „hiszpańską” (E, Bilbao – Dublin) oraz „niemiecką” (F, Monachium – Budapeszt).

Marzenie kibiców

Dla kibiców oczywiście najlepsza byłaby ostatnia z tych opcji. Wyjazdy zarówno do Bawarii, jak i do stolicy Węgier da się zorganizować dość tanio. Pytanie, czy gdyby tak się faktycznie stało, drużyna Brzęczka nie zdecydowałaby się na bazę w Polsce. Prezes PZPN Zbigniew Boniek mówił w październiku w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej”, że ze względów logistycznych nie jest zwolennikiem tego, by kadra została w kraju. Twierdził, że trzeba będzie znaleźć miejsce, z którego w dwie godziny da się dolecieć do obu miast, do których przydzieli drużynę los. Zarówno do Monachium, jak i do Budapesztu można to zrobić z każdego polskiego lotniska. O Bilbao, Glasgow, a przede wszystkim Baku nie da się tego powiedzieć. Prezes Boniek zresztą mówił wprost – nie bawiąc się w dyplomację – że właśnie gry w Azerbejdżanie bardzo chciałby uniknąć.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA