fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Obraźliwe analogie

Artur Soboń (PiS), Sejmowa Komisja Obrony Narodowej
rp.pl
Polityka ma swoje wilcze prawa, a w naszej krajowej polityce dozwolone stają się, niestety, wszystkie albo prawie wszystkie chwyty. Bardzo źle, gdy taka bezpardonowa walka uprawiana jest w sposób, który szkodzi bezpieczeństwu Polski.

Politycy PO z lubością kolportują w mediach społecznościowych wypowiedź byłego ministra obrony Janusza Onyszkiewicza, który zarzucił obecnemu kierownictwu resortu, że w armii dokonuje czystek porównywalnych ze stalinowskimi. Takie porównanie jest nie tylko, łagodnie mówiąc, niemądre, ale szkodzi nam w oczach sojuszników. Aż chciałoby się sparafrazować twitterowe pytanie: strategia opozycji czy plan Kremla?

Totalna opozycja lubi epatować liczbami. W pierwszą rocznicę rządu PiS alarmowała, że z wojska odeszło 26 generałów i 254 pułkowników. Przemilczała jednak, że za czasów rządów PO, w latach 2008-2010 odeszło aż 63 generałów. Nie przypominam sobie, by PiS używał wówczas tak mocnych i obraźliwych porównań, jakich używa dzisiaj Platforma i jej eksperci.

Mówienie o stalinowskich czystkach w wojsku jest niedopuszczalne z wielu względów – na pierwszym miejscu ze względu na oczywisty fakt, że „czystki" istnieją jedynie w głowach opozycji. Dlaczego w latach rządów Platformy były po prostu odejścia, a dzisiaj są czystki – o to proszę pytać pana posła Siemoniaka. Idźmy dalej. Stalinowskie czystki nie były wszak zwolnieniami czy sugestiami, że dobrze byłoby zmienić pracę. Były masowym morderstwem, które objęło armię i aparat partyjny, ale dosięgnęło także miliony zwykłych obywateli. Elementem tych czystek było skrupulatnie zaplanowane ludobójstwo na mieszkających w Związku Sowieckim Polakach. To tak, jakby, dajmy na to, zwolnienia w urzędach za czasów PO porównywać do niemieckich zbrodni. Dla takiej analogii nie ma żadnego usprawiedliwienia.

A przecież taką absurdalną, niesmaczną analogię można twórczo rozwinąć. Skoro mamy do czynienia ze stalinowskimi czystkami, to czy można postawić znak równości między Wojskiem Polskim a Armią Czerwoną? Możliwe, że Tomasz Siemoniak uważa się za drugiego Tuchaczewskiego, ale dla polskich żołnierzy takie porównanie jest uwłaczające. A skoro ten zły PiS ma swoją Armię Czerwoną, to jakim cudem nasz kraj może być partnerem w NATO?

Naturalnie – to absurd. Jednak widać, że gracze z totalnej opozycji nie cofają się przed najbardziej absurdalnymi, najbardziej histerycznymi argumentami. A te z kolei niezwykle chętnie podchwytują rosyjskie media i media zachodnie niechętne Polsce. Nie jest przypadkiem, że objazd po Francji Tomasza Piątką, który sprzedawał spiskowe teorie dotyczące ministra Macierewicza, w detalach relacjonowały rosyjskie portale. Jeżeli politykom PO zależy na rozpoznawalności w kremlowskich tytułach, to na pewno obrali dobrą drogę.

O ile chcemy już szukać dla reformy armii historycznych analogii, to szukajmy ich u naszego zachodniego sąsiada. Narodowa Armia Ludowa NRD pod koniec swojego istnienia liczyła 36 tys. oficerów i podoficerów. Z tej liczby tylko 3,2 tys. przyjęto do Bundeswehry, i to po obniżeniu rangi o jeden stopień. Właśnie po to, by federalna armia po połączeniu obu państw niemieckich nie była skażona patologiami komunizmu. W Polsce przez długie lata owe patologie pieczołowicie konserwowano. I to jest najlepsza odpowiedź na obraźliwe insynuacje.

- Artur Soboń (PiS), Sejmowa Komisja Obrony Narodowej

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA