fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Trzymam kciuki za odważnych reformatorów - rozmowa z Jarosławem Gowinem

Jarosław Gowin
Fotorzepa, Robert Gardziński
Jeżeli chcemy w Polsce rozwijać zamożne społeczeństwo, nowoczesną gospodarkę i sprawne państwo, to musimy też zadbać, aby nasze uczelnie funkcjonowały w duchu XXI, a nie XIX wieku – mówi wicepremier, minister nauki i szkolnictwa wyższego, Jarosław Gowin.

Wkrótce minie rok od uchwalenia Konstytucji dla nauki. Uczelnie na nowych zasadach zaczną funkcjonować od października tego roku. Miały rok, by się do tej zmiany przygotować.

Zaplanowaliśmy wdrożenie KDN na najbliższych kilka lat, ostatnie przepisy wejdą w życie w 2026 roku. Ale większość kluczowych rozwiązań zostanie wdrożonych w roku akademickim 2018/2019. W tym najważniejsze – przyjęcie nowych statutów. Nasza reforma daje uczelniom dużo szerszą autonomię oraz okazję do postawienia sobie pytań o przyszłość placówki, o wartości które są dla niej ważne, o misję, która jej przyświeca. Widzimy, że są uczelnie, które będą chciały odważnie wykorzystać tę szerszą autonomię. Jednak większość uczelni podchodzi do zaproponowanych zmian w sposób bardzo ostrożny. W ministerstwie staramy się pomagać uczelniom we wdrożeniu ustawy. Natomiast zgodnie z jej filozofią niczego im nie narzucamy.

Statuty to jednak kontrowersyjna sprawa. W wielu miejscach pracownicy naukowi nie zgadzają się z nowymi regulacjami, zbyt dużą władzą rektora. Ostatnio gorąco jest na UMCS w Lublinie, gdzie doszło do protestów naukowców.

Jak ostatecznie będzie wyglądał statut – jest w pełni autonomiczną decyzją uczelni. Jak UMCS czy jakikolwiek inny ośrodek określi np. kompetencje rektora – pozostaje sprawą wyłącznie wspólnoty akademickiej, którą reprezentuje uczelniany senat. Taka sytuacja jak w Lublinie czarno na białym pokazuje, jak głęboko mylili się krytycy konstytucji dla nauki. Otóż nasza reforma zdecydowanie poszerzyła i umocniła autonomię szkół wyższych w Polsce. Teraz to uczelnie samodzielnie decydują, na jakich zasadach chcą działać. I czasem – jak to wynika z natury wolności – dochodzi do sporu. Tyle że nie między ministerstwem i środowiskiem akademickim, ale wewnątrz uczelni. To sami wykładowcy i badacze, doktoranci i studenci muszą wziąć odpowiedzialność za wspólną przyszłość.

Od samego początku prac nad ustawą 2.0 była mowa o zbyt dużej władzy dla rektorów. Teraz pojawiają się głosy, że skoro konstytucja dla nauki (KdN) dała takie narzędzia, to się je wykorzystuje.

To zarzut pozbawiony podstaw i sensu. Powtarzam: szersze kompetencje rektora są regulowane statutowo. Przykładowo: senat danej uczelni chce powierzyć rektorowi samodzielne prawo wyznaczania dziekanów. Podobne rozwiązania funkcjonują na wielu uczelniach w Europie. I oczywiście senat może to zrobić. Ale nie musi! Jeżeli uważa, że kompetencje rektora powinny być węższe – proszę bardzo. Wystarczy to przegłosować i zapisać w nowym statucie uczelni. Wszystkie kluczowe decyzje ministerstwo pozostawia w rękach wspólnoty akademickiej.

Które rozwiązanie bardziej się panu podoba?

Kieruję różnymi instytucjami od ponad 30 lat. Moje doświadczenie podpowiada, że wszystko działa lepiej, gdy już na finalnym etapie podejmowania decyzji jedna osoba bierze całą odpowiedzialność. Dlatego jestem zwolennikiem np. systemu kanclerskiego, czyli szerokich uprawnień premiera.

Czy uczelnie sobie radzą z wdrażaniem KdN? Pracownicy wielu z nich skarżą się na panujący na uczelniach chaos.

Pracy jest sporo i kalendarz bywa napięty, ale nie ma mowy o chaosie. Obecnie na wielu uczelniach przechodzimy okres bardzo intensywnych dyskusji wokół przyszłego kształtu ich statutów. Jednak wspólnie ze światem akademickim zaprojektowaliśmy ustawę tak, żeby prace nad statutem czy regulaminami nie odciskały negatywnego piętna na codziennej działalności uczelni.

Które zmiany na uczelniach podobają się panu najbardziej?

Chcę zwiększenia ich konkurencyjności, współpracy z czołowymi ośrodkami na świecie. Dlatego trzymam kciuki za odważnych reformatorów. Pozytywnym przykładem głębokich zmian jest m.in. Uniwersytet Śląski. I co ciekawe – reformatorska i śmiała wizja nie budzi tam większych kontrowersji.

Wydział Prawa Uniwersytetu Śląskiego w rankingu wydziałów prawa „Rzeczpospolitej" trafił na podium.

To właśnie jeden z przykładów, jakie efekty przynoszą zmiany wynikające z mądrego wdrażania i wykorzystania możliwości oferowanych przez KdN. Chciałbym, aby większa liczba uczelni postawiła na kulturę jakości.

Pracownicy uczelni muszą się jednak wcześniej do tych zmian przekonać. A to wcale nie idzie tak łatwo.

Mało kto lubi zmiany. Polskie szkoły wyższe są przywiązane do tradycyjnych rozwiązań. Tyle że one już się nie sprawdzają. Pozycja naszych uczelni w światowych rankingach pokazuje, że głębokie reformy są konieczne. Zresztą zmianom podlegają ośrodki akademickie w Europie i na całym świecie. Trwa ostra konkurencja. Kto pielęgnuje status quo – zostaje daleko w tyle. Jeżeli chcemy w Polsce rozwijać zamożne społeczeństwo, nowoczesną gospodarkę i sprawne państwo, to też musimy zadbać, aby nasze uczelnie funkcjonowały w duchu XXI, a nie XIX wieku.

Co pan dziś, po roku, zmieniłby w konstytucji dla nauki?

Po pierwsze: nie wszystkie planowane zmiany udało się wprowadzić. Chodzi m.in. o likwidację habilitacji. To poważna bariera dla rozwoju nauki w Polsce. Po drugie: pewne rozwiązania dobrze zaprojektowane we wspólnym dialogu przez środowiska akademickie i ministerstwo zostały osłabione decyzją wspólnot danych uczelni. Ale powtarzam: to ich prawo. W przyszłości będą odpowiedzialne za skutki swoich decyzji. Po trzecie: w ministerstwie na bieżąco monitorujemy skutki wdrażania reformy. Niektóre elementy ustawy będą wymagały drobnych korekt. Ale nie dotyczy to żadnego z głównych filarów KdN. Chodzi raczej o doprecyzowanie albo usunięcie rozwiązań, które w praktyce się nie sprawdziły.

Na przykład?

Trzeba doprecyzować mechanizm rekrutacji do szkół doktorskich. Ich koncepcja polega na zastąpieniu wąsko specjalistycznych studiów podejściem interdyscyplinarnym oraz na wprowadzeniu powszechnego systemu stypendialnego dla doktorantów. Te rozwiązania zostały przyjęte pozytywnie nawet przez krytyków KdN. Ale zdajemy sobie sprawę, że np. w okresie przejściowym do szkół doktorskich aplikować mogą obecni doktoranci. I tu pojawia się problem podwójnych stypendiów. W ocenie ministerialnych prawników uczelnie mogą jednak to rozwiązać w swoich regulaminach – wprowadzając obostrzenie, że dotychczasowy doktorant chcący dostać się do szkoły doktorskiej powinien zgłosić nowy temat rozprawy.

To jedyna zmiana?

Na razie nie planujemy tu żadnych modyfikacji ustawowych. Obserwujemy, jak KdN sprawdza się w praktyce. Pozostajemy w stałym dialogu ze środowiskiem akademickim, zorganizowaliśmy cykl debat poświęconych wdrażaniu ustawy i zbieramy wnioski.

Na co skarżą się uczelnie?

Najwięcej uwagi poświęcają procesowi ewaluacji. Już w 2017 r. powiązaliśmy mechanizm finansowania uczelni z kategoriami, które uzyskują. Od tego momentu zaczęło się opłacać uprawianie nauki na wysokim poziomie. Od 2021 r. wejdzie w życie kolejne fundamentalne rozwiązanie, czyli uprawnienie do nadawania doktoratów i habilitacji nabierze charakteru licencji uzależnionych od kategorii naukowych. Chcemy skończyć z sytuacją, gdy słabe uczelnie produkują doktoraty i habilitacje. Ale od razu chcę uspokoić mniejsze ośrodki. Rozwiązania skonstruowano tak, aby wszystkim uczelniom zagwarantować odpowiedni czas na podnoszenie jakości badań naukowych. Na razie uprawnienia do nadawania habilitacji straciło tylko kilka ośrodków, które w danej dyscyplinie miały najniższą kategorię C.

Niska jakość badań często idzie w parze z kiepskimi naukowcami. Są pomysły, by przenosić ich na etaty dydaktyczne.

KdN wprowadza nową ścieżki kariery dydaktycznej. Ale chcę podkreślić, że to rozwiązanie dla wybitnych dydaktyków, a nie przechowalnia dla słabszych pracowników. Faktycznie jednak zauważyliśmy, że na niektórych uczelniach przenosi się nierokujących badaczy na etaty dydaktyczne. Ale to droga donikąd. Algorytm finansowy skonstruowano w taki sposób, że przenoszenie słabego naukowca, a zarazem kiepskiego dydaktyka na etat dydaktyczny – będzie za sobą pociągało straty finansowe dla uczelni. Dlatego taka osoba powinna po prostu odejść.

Nie jest łatwo taką osobę zwolnić.

Rozstawanie się z pracownikami nigdy i nigdzie nie jest łatwe. Także na uczelni. W ustawie odeszliśmy od kryterium osiągnięcia w określonym czasie habilitacji. Stawiamy na oceny okresowe. W oparciu o nie władze uczelni mają większą swobodę w rozstawaniu się z tymi, którzy wypadają słabo.

Uczelnie podkreślają, że jakość nauki podniesie się dopiero wtedy, gdy wzrosną nakłady na naukę.

Podpisuję się pod tym obiema rękami. Nakłady na naukę od lat utrzymują się w Polsce na rażąco niskim poziomie. Dla porównania na oświatę wydajemy środki powyżej średniej OECD. W przypadku nauki i szkolnictwa wyższego jesteśmy poniżej średniej. KdN wprowadziła algorytm finansowy przewidujący coroczny wzrost nakładów w powiązaniu z PKB. To zapewni wzrost znaczny i regularny. Pozwoli sukcesywnie podnosić poziom badań naukowych i jakość kształcenia studentów. Nie mam jednak żadnych wątpliwości, że w przyszłości powinniśmy zdecydować się na jeszcze poważniejsze zwiększenie nakładów na badania i rozwój polskich uczelni.

Znajdą się na to pieniądze?

Stoimy przed strategicznymi decyzjami dotyczącymi nie tylko przyszłorocznego budżetu, ale także kierunku rozwoju Polski w najbliższych latach. Moim zdaniem okres szerokich transferów społecznych dobiega końca. Teraz powinniśmy się skoncentrować na tym, co zapewnia długofalowy rozwój gospodarczy i cywilizacyjny. A bez inwestycji w naukę tempo naszego rozwoju będzie w następnych latach spadać.

Konstytucji dla nauki zarzuca się niedostateczną walkę z plagiatami.

Nie zgadzam się z tym. W toku prac nad ustawą wielokrotnie zwracaliśmy się do środowiska akademickiego o wskazanie dodatkowych instrumentów ochrony przed plagiatami. Nie dostaliśmy żadnych informacji zwrotnych. Ministerstwo przygotowało powszechnie dostępny program antyplagiatowy, zwiększyliśmy też kompetencje rzecznika dyscyplinarnego. Ale także samo środowisko powinno się z takich ludzi oczyścić.

Uczelnie zwracają uwagę na to, że nie można poprawić szkolnictwa wyższego bez poprawy jakości szkolnictwa powszechnego.

W poprzednim ćwierćwieczu mieliśmy do czynienia ze zjawiskiem umasowienia studiów. To z jednej strony było pozytywne, bo podniosło poziom wykształcenia społeczeństwa, ale odbijało się niekorzystnie na jakości kształcenia. Na szczęście pod tym względem sytuacja się zmieniła, kiedy w 2017 r. wprowadziliśmy nowe zasady finansowania. Wcześniej uczelnie były finansowane w zależności od liczby studentów. To skłaniało do przyjmowania każdego chętnego. Obecnie algorytm bierze pod uwagę nie ogólną liczbę studentów, lecz proporcje między liczbą studentów i pracowników naukowych. Na jednego pracownika powinno przypadać nie więcej niż 13 studentów. W efekcie przestało się opłacać kształcić masowo, a uwolnione moce intelektualne można przekierować na nauczanie bardziej elitarne i badania naukowe.

Potrzebni są także dobrze wykształceni nauczyciele.

Zaostrzyliśmy kryteria dla uczelni kształcących nauczycieli. Osobiście jestem zwolennikiem modelu fińskiego, w którym studia pedagogiczne prowadzi tylko kilka najlepszych uniwersytetów. Tak radykalnych rozwiązań w Polsce nie można jednak było wprowadzić, ale obecnie jesteśmy w trakcie pozbawiania uprawnień do kształcenia nauczycieli blisko 70 uczelni. Wkrótce też zakończą się prace nad nowymi standardami.

W tym roku szykuje się pierwsza, mała reforma Polskiej Akademii Nauk. To też wzbudza niepokój wśród naukowców.

Ta nowelizacja ma charakter bardzo punktowy. Z jednej strony dotyczy objęcia pracowników naukowych PAN wyższymi ulgami podatkowymi – analogicznymi do tych, z których korzystają pracownicy uczelni. Drugi element to wyciągnięcie wniosków z raportu NIK, który zarzuca brak odpowiedniej kontroli nad instytutami wchodzącymi w skład PAN. Przy obecnym stanie nawet prezes PAN nie ma żadnych instrumentów kontroli wewnętrznej. W efekcie w niektórych instytutach doszło do zjawisk, które kończą się bolesnymi procesami sądowymi i wyrokami skazującymi dyrektorów instytutów na zwrot nienależnych wynagrodzeń. Całkowicie nie zgadzam się z zarzutem, że ta ustawa w jakikolwiek sposób ogranicza autonomię PAN. Ona po prostu poszerza kompetencje prezesa wybranego przecież przez środowisko Akademii do nadzorowania instytutów.

Niektórzy naukowcy twierdzą, że doprowadzi to do upolitycznienia PAN.

Przecież ustawa nie daje politykom żadnych instrumentów, żeby wpływać na wybór prezesa ani ingerować w funkcjonowanie instytutów. Pozwala jedynie, aby w wąskim zakresie dotyczącym polityki finansowej i spraw organizacyjnych zwiększyły się kompetencje prezesa PAN. Tyle.

Ale zewnętrzni audytorzy mogą wskazać, że prowadzone badania są nieopłacalne i zalecić zmianę np. Kochanowskiego na Szekspira.

Tych, którzy formułują zarzuty o rzekomym upolitycznieniu, chcę zapytać: kto stoi na czele NIK? Krzysztof Kwiatkowski wywodzący się z PO. Czy naprawdę ktokolwiek sądzi, że prezes Kwiatkowski chce ułatwiać naszemu rządowi rzekome ingerencje polityczne? Stawianie mi zarzutu, że chcę upolityczniać PAN, jest po prostu nieuczciwe. Zresztą cały spór to burza w szklance wody. Akademia wymaga gruntownej reformy. To zadanie na przyszłą kadencję. Dlatego też nie wykluczam, że obecną nowelizację – raz jeszcze podkreślam: w istocie punktową i niekontrowersyjną – zdecydujemy się jednak odłożyć w czasie.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA