fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Matka Boska w tęczowej aureoli: Terror podwójnych standardów

Fotorzepa / Dominik Pisarek
Nikt nie odważyłby się na narysowanie tęczowego tła na podobiźnie Mahometa czy symbolach judaizmu.

Wejście do mieszkania z prokuratorskim nakazem, przeszukanie oraz zatrzymanie przez płocką policję Elżbiety Podleśnej, której postawiono zarzut profanacji Matki Bożej Częstochowskiej, to działanie nieproporcjonalne do rangi samego wydarzenia. Chodzi o rozlepianie wokół jednego z kościołów w Płocku na koszach na śmieci i toaletach postaci Maryi w aureoli w barwach tęczy.

Zwykłe wezwanie na komisariat lub prokuratury byłoby równie skuteczne, nie wywołałoby tylu społecznych negatywnych emocji. W tym przypadku zabrakło tylko antyterrorystów, bo reszta przypominała działania wobec handlarzy narkotyków czy ściganym za najpoważniejsze zbrodnie. A to w połączeniu z twittem ministra Joachima Brudzińskiego, który prawie jak William Bratton, legendarny szef nowojorskiej policji, obwieścił „zero tolerancji", tyle że dla obrazy uczuć religijnych, skierowało tę sprawę zupełnie niepotrzebnie na polityczne tory.

Joachim Brudziński kandyduje do Parlamentu Europejskiego, a jego słowa, które padają w szczycie kampanii wyborczej, tylko osłabiają słuszną reakcję państwa na obrazę uczuć religijnych, nadając im niepotrzebnie fałszywe drugie dno.

Bo przyzwolenia na obrazę uczuć religijnych, bez względu na wyznania być nie powinno. To jest cywilizacyjny standard niepodlegający dyskusji. Sprawę wielokrotnie w różnym ujęciu badał Sąd Najwyższy, wypowiadając się o sytuacjach zderzenia z innymi wolnościami artystycznego wyrazu czy swobody wypowiedzi w kontekście ochrony wynikającej z art. 196 k.k.. Stawiał przy tym pewną linię graniczną. Powyższe wolności nie mogą obrażać ani dyskredytować innych osób.

W przypadku wizerunku tęczowej Matki Bożej tak właśnie się stało. Trudno tu dostrzec korzystanie z wolności artystycznej wypowiedzi, łatwiej polityczną prowokację nastawioną na wywołanie negatywnych emocji, obrazę uczuć tych, którzy tej symbolice oddają religijną cześć. A wszystko wpisuje się w klimat prowadzonej obecnie w kampanii wyborczej „ religijnej wojenki".

Cała sprawa ma też drugą warstwę. W Polsce, zwłaszcza w przestrzeni medialnej, publicystycznej, debacie publicznej istnieje dość wyraźny podwójny standard, wrażliwość na naruszenie chronionych wolności religijnej chrześcijan. Jak łatwo i zdecydowanie używa się określenia „mowa nienawiści", jak rozciągane są definicje tolerancji czy dyskryminacji, gdy mowa jest o mniejszościach seksualnych. Z jaką furią piętnuje się pojedyncze incydenty związane z Kościołem, takich jak „pastwienie się nad kukłą Judasza" czy palenie książek przez mało rozgarniętego księdza. Te sprawy były przedstawiane jako w najwyższym stopniu bulwersujące, wymagające stanowczej reakcji i potępienia.

Na drugim biegunie pojawiała się tymczasem niezakłócona wolność przekonań czy artystycznego wyrazu, kiedy na warsztacie artystów pojawiały się symbole religijne chrześcijan, bo raczej na „tęczowe" nawiązywanie do symboli judaizmu czy wizerunku Mahometa nikt się nie odważył. To wręcz niewyobrażalne.

Dlatego dobrze się stało, że państwo, choć niewspółmiernie, zareagowało w tej sprawie, przypominając o istnieniu granicy. Bo jeżeli w konflikcie politycznym, społecznym czy kulturowym zaczniemy się bezkarnie obrażać, wykorzystując symbole religijne, bliżej będzie nam do barbarzyńskich plemion niż dojrzałych cywilizacji opartych na humanizmie i poszanowaniu praw.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA