fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Tomasz Pietryga: jeżeli rząd nie uelastyczni walki z koronawirusem, wybuchnie bunt

Mateusz Morawiecki
Fotorzepa, Jakub Czermiński
Jeżeli rząd nie uelastyczni walki z epidemią, trzymając się „dywanowych" zakazów, wkrótce będzie być może musiał zmierzyć się ze społecznym buntem.

Prosta historia. Fryzjerka, samotnie wychowująca dziecko, u której strzygę się od lat, nie pracuje już drugi tydzień. Jeżeli w ciągu najbliższych tygodni nie wróci do salonu, straci zdolność spłacania kredytu i uiszczania czynszu. Pojawia się strach, a jej gotowość do ponoszenia kolejnych wyrzeczeń, by pomóc zwalczyć epidemię, zaczyna ustępować frustracji.

Zamknięcie szkół, kin czy galerii handlowych, choć dyskusyjne przy 20 chorych (tylu ich było, gdy wprowadzano pierwsze zakazy), Polacy przyjęli ze zrozumieniem. Przyszła mobilizacja społeczna, poczucie wspólnoty, odpowiedzialność za dobro wspólne. Niestety, mobilizacja może gasnąć, jeżeli zamkniętym w mieszkaniach ludziom skończą się pieniądze na życie. Gdy zagrożone będą ich miejsca pracy czy firmy. Frustracja przekształci się w złość, a ta może otworzyć drogę do łamania zakazów i restrykcji, które mają wyizolować i zdusić zarazę. I żadne słowa premiera tu nie pomogą.

Zobacz też: Rozporządzenie ws. stanu epidemii - tekst ujednolicony

Powszechnie krytykowany szef brytyjskiego rządu niemal dwa tygodnie opierał się wprowadzaniu ostrej narodowej kwarantanny na Wyspach. Zakazy miały być wprowadzone, gdy epidemia będzie zbliżać się do szczytu zachorowań. W ten sposób gospodarce dano czas na dłuższe funkcjonowanie w normalnych warunkach, a to miało z kolei zminimalizować negatywne ekonomiczne i społeczne skutki w przyszłości. Sposobem na epidemię miała też być powszechność testów, których Brytyjczycy przeprowadzają dziś najwięcej w Europie.

W Polsce gospodarkę zatrzymano już półtora tygodnia temu przy garstce zakażonych i każdy kolejny dzień przestoju uderza zarówno w pracodawców, jak i w pracowników. Nie ma wątpliwości: jeżeli ten stan utrzyma się dłużej, przyniesie poważne konsekwencje społeczne.

Nie wiemy, która strategia walki z epidemią jest lepsza: polska czy brytyjska. Obie na pewno wynikają z troski o obywateli. Warto jednak, by w procesie podejmowania decyzji nad Wisłą rząd brał pod uwagę nie tylko czynniki medyczne, ale też gospodarcze i społeczne. Może z większą energią powinien chronić grupy najbardziej narażone, czyli starszych, mających problemy ze zdrowiem czy kobiety w ciąży, luzując restrykcje w obszarach, gdzie zagrożenie jest mniejsze. Warto w walce z zarazą szukać elastycznych strategii, ograniczając skutki uboczne. W przeciwnym razie może się okazać, że terapia okazała się dla wielu bardziej śmiertelna niż choroba.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA