fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Tomasz Pietryga - nowa KRS: zmarnowana szansa

Adobe Stock
We wtorek zakończyła się trwająca blisko dwa lata telenowela pt. „Reforma Krajowej Rady Sądownictwa”. Miała szansę uczynić wymiar sprawiedliwości lepszym, bardziej transparentnym. Zmarnowano ją.

Nie podzielam zdania o brutalnym podboju KRS przez PiS. Zgodnie z konstytucją zasady wyboru, działania i tryb pracy Rady określają ustawą posłowie. A PiS wygrało demokratyczne wybory, otrzymując legitymację, która pozwala mu samodzielnie zmieniać prawo. Mówienie o zamachu na konstytucję czy sądownictwo to zatem raczej figura publicystyczna. Zamachu nie może bowiem dokonać legalnie wybrana władza. Można się za to zastanowić, w jakim stopniu KRS jest w ogóle organem sądowniczym, skoro zasiadają w nim także politycy.

A jednak coś w całej tej sprawie mocno zgrzyta. PiS przed dwoma laty zapowiedziało reformę KRS pod wpływem samego środowiska sędziowskiego, które zauważyło poważną dysfunkcję Rady. Nie zasiadali w niej w ogóle sędziowie sądów rejonowych, którzy stanowią 90 proc. całej sędziowskiej populacji. Same wybory nie były transparentne, dlatego o wyborze takich, a nie innych kandydatów nie wiedzieli nie tylko obywatele, ale i sami sędziowie. Warto o tym pamiętać w obecnej dyskusji.

Tak było przez całe dekady. Skłonność Zbigniewa Ziobry do destrukcyjnych działań okazała się jednak silniejsza niż chęć naprawy. Zamiast po prostu spełnić postulaty środowiska, minister bez uzasadnienia wprowadził polityczny tryb wyboru do KRS. Takie działanie okazało się nie do zaakceptowania dla większości sędziów i wywołało potężny kryzys w relacjach między władzą sądowniczą i polityczną, który trwa do dziś.

W efekcie wybory do nowej KRS zostały zbojkotowane, zgłosiło się zaledwie 18 kandydatów, w większości związanych z Ministerstwem Sprawiedliwości. Sama procedura wyboru nie była transparentna i otwarta dla obywateli, choć minister wielokrotnie to zapowiadał. Ostatecznie kandydaci zostali przepchnięci przez Sejm w atmosferze środowiskowego ostracyzmu.

Nowa Rada, choć trafili do niej dobrzy sędziowie, których blisko dwa tygodnie przesłuchiwała „Rzeczpospolita", nie będzie miała zatem ani autorytetu, ani silnej legitymacji do reprezentowania swojego środowiska. A na początku wydawało się, że trudno będzie zmarnować taką szansę. ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA