fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Tomasz Pietryga: Podwójne standardy Timmermansa

Frans Timmermans
Fotorzepa, Robert Gardziński
Konflikt Komisji Europejskiej o praworządność z rumuńskim rządem pokazuje, jak zdecydowanie mogą bronić swoich racji państwa członkowskie na forum unijnym. Podobny spór Warszawy z Brukselą o polskie sądownictwo w żadnej swojej odsłonie nie był tak ostry, chociaż środki użyte przez unijnych komisarzy wobec Polski były znacznie cięższego kalibru.

Kiedy pod koniec ubiegłego roku KE opublikowała kolejny krytyczny raport o objętej tzw. corocznym mechanizmem kontrolnym Rumunii, stawiając jej poważne zarzuty o działaniu sądownictwa i walce z korupcją, reakcja była zdecydowana. Tamtejsze władze zarzuciły, że raport jest nieprawdziwy, zapowiadając ściganie na drodze karnej dwójki komisarzy: Fransa Timmermansa i Very Jurovej, za fałszywe wnioski o sytuacji w Rumunii oraz za udział w zorganizowanej grupie przestępczej.

Czytaj także: Unijni komisarze w grupie przestępczej

Mimo że Polska toczy podobny spór z Brukselą, nigdy nie przybrał on tak gwałtownej formy. Był raczej dyplomacją uników i grą pozorów. A władzom w Warszawie nigdy nawet nie przyszło do głowy, że prokuratura Zbigniewa Ziobry mogłaby ścigać unijnych komisarzy, choć wnioski z raportów o stanie w sądownictwa w Polsce były również kwestionowane jako nieoddające rzeczywistej sytuacji i motywowane politycznymi sympatiami.

Dziś nie wiadomo, czy perspektywa ścigania przez prokuraturę (ze względu na immunitet nie jest to takie pewne) czy też względy wyborcze powstrzymały Timmermansa od podjęcia formalnych kroków wobec Rumunii: otwarcia procedury ochrony praworządności czy skargi do Trybunału w Luksemburgu, tak jak przeciwko Polsce.

Pewne jest jedno: Frans Timmermans jest kandydatem europejskich socjalistów na nowego przewodniczącego Komisji Europejskiej i właśnie rozpoczął grę o wszystko. Porażka oznacza odejście w polityczny niebyt, nawet w ojczystej Holandii, w której jego ugrupowanie cieszy się dziś znikomym poparciem.

Komisarz mimo sporu liczy na poparcie socjalistycznego rządu w Bukareszcie. Jest to jednak test wiarygodności dla Holendra. Będzie musiał odpowiedzieć sobie i opinii publicznej na pytanie: czy ważniejsze są dla niego pryncypia, o których tak głośno mówił przy okazji sporu z Polską, czy też praworządność i obrona konstytucyjnych zasad musi zejść na dalszy plan, gdy w grze jest własna kariera.

Wkrótce poznamy rzeczywiste motywacje Timmermansa i dowiemy się, czy stosuje podwójne standardy. Na razie nie odważył zastosować się tak szybkich i zdecydowanych kroków wobec Rumunii jak wobec Polski. Woli spokojnie, z rozwagą przyglądać się całej sprawie.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA