fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Andrzej Rzońca: Nie wykrzywiać obrazu transformacji

Adobe Stock
Profesor Grzegorz W. Kołodko ma ewidentnie kompleks profesora Leszka Balcerowicza – pisze były członek RPP.

Lektura artykułu prof. Grzegorza W. Kołodki „Od szoku do skutecznej terapii" („Rzeczpospolita" z 9 stycznia 2019 r.) musiała być dla czytelników szokiem. Po 30 latach prof. Kołodko wreszcie dostrzegł, jak to ujął, „znaczące osiągnięcia" planu Balcerowicza. Terapia, którą sobie najwyraźniej zaaplikował, nie była jednak w pełni skuteczna. Bo mimo nowej ogólnej deklaracji o „znaczących osiągnięciach" profesor wciąż obstaje przy swojej dawnej ocenie, że „szokowa terapia w swej zasadniczej części nie tylko źle została pomyślana (...) lecz także źle była wykonana". I frontalnie ją atakuje.

W jego opinii „wielkim błędem była gwałtowna liberalizacja handlu zagranicznego". Nie tłumaczy jednak, jak inaczej można było przeciwstawić się nadużywaniu uwolnienia cen przez państwowe monopole, które bez litości drenowałyby klientów. Nie wyjaśnia też, w jaki inny sposób można było wywrzeć presję konkurencyjną na nieefektywne przedsiębiorstwa państwowe, która ukróciła marnotrawstwo oraz skłoniła je do restrukturyzacji i wprowadzania innowacji – zarówno organizacyjnych, jak i produktowych.

Nie przedstawia też alternatywy dla budowy silnego sektora eksportowego, którą liberalizacja handlu zagranicznego uruchomiła. Tymczasem bez tego sektora nie byłoby polskiego sukcesu gospodarczego. Od 1989 r. nasz udział w światowym eksporcie się potroił, chociaż nawet Niemcy traciły go na rzecz Chin.

Z kraju na wpół autarkicznego staliśmy się gospodarką z udziałem w światowym eksporcie o jedną trzecią wyższym, niż wynikałoby z udziału w tworzeniu światowego PKB. Nasz eksport rósł nawet szybciej niż eksport Korei Południowej. Spośród krajów posocjalistycznych lepsze wyniki w tym względzie osiągnęła jedynie Estonia, która wybrała podobną drogę (i nawet na chwilę się nie cofnęła).

Według prof. Kołodki „ewidentnie została przestrzelona polityka stabilizacyjna". Nie widzi on jednak, że ta ocena stoi w sprzeczności z jego innymi zarzutami, iż „nadmierna była skala dewaluacji złotego" oraz że „w ujęciu miesięcznym inflacja miała być jednoprocentowa już po trzech miesiącach, a stało się tak dopiero po siedmiu latach". Gdyby polityka stabilizacyjna rzeczywiście była zbyt ostra, to sztywny kurs złotego, który był jej istotnym elementem, zostałby ustalony raczej na zbyt silnym poziomie, a nie zbyt słabym. Przede wszystkim jednak inflacja spadłaby głębiej, a nie płycej, niż zakładano.

Spór o popiwek

Prof. Kołodko głosi również, że „wygórowane były obciążenia przedsiębiorstw specjalnym podatkiem nałożonym na wzrost płac nominalnych" oraz że podatek ten – nazywany popiwkiem – „został nadużyty z motywacji ideologicznej".

Tymczasem popiwek jest przykładem pragmatyzmu. Z jednej strony Solidarność w negocjacjach okrągłostołowych domagała się i uzyskała gwarancję indeksacji płac (OPZZ usiłował nawet ją przelicytować w tych żądaniach). Z drugiej strony MFW rekomendował, aby zamrozić wynagrodzenia w celu przerwania spirali inflacyjnej – tak jak robiono to np. w krajach Ameryki Łacińskiej. Popiwek zniechęcał do gonienia z podwyżkami płac za galopującą inflacją, bo podnosił ich koszt, ale nie zabraniał podwyżek – dawał wybór przedsiębiorstwom.

Prof. Kołodko przyznaje, że recesja po upadku socjalizmu była w naszym kraju najpłytsza. Przemilcza jednak, że to właśnie jej płytkość i krótkotrwałość oraz stabilność późniejszego wzrostu były źródłem lepszych wyników gospodarczych Polski niż innych krajów regionu. Tam maksymalne roczne tempo wzrostu było wyższe, ale okupiono je późniejszymi spadkami PKB, podczas gdy polska gospodarka od 1992 r. nieprzerwanie rosła, przechodząc suchą nogą przez kryzys azjatycki, kryzys rosyjski, pęknięcie bańki internetowej, globalny kryzys finansowy i kryzys zadłużeniowy w strefie euro.

Do tej stabilności przyczynił się w największym stopniu prof. Balcerowicz. Gdy odpowiadał za politykę makroekonomiczną, zawczasu ograniczał nierównowagę w polskiej gospodarce i zapobiegał boomom, których ceną zawsze jest późniejsze załamanie.

Prof. Kołodko ma ewidentnie kompleks prof. Balcerowicza. Gdyby go nie miał, nie twierdziłby, że recesja po upadku socjalizmu była u nas najpłytsza, gdyż „Polska, obok Węgier, była najlepiej z wszystkich krajów socjalistycznych przygotowana do rynkowej transformacji". Gdyby to rzekome przygotowanie do transformacji, a nie jej przebieg, było kluczowe dla wyników gospodarczych, to nasz kraj nie przegoniłby pod względem dochodu na mieszkańca wymienionych przez prof. Kołodkę Węgier, od których po upadku socjalizmu odstawaliśmy mniej więcej o tyle, ile obecnie od Niemiec.

Wbrew temu, co sugeruje prof. Kołodko, Polska miała trudniejsze, a nie łatwiejsze warunki początkowe niż inne kraje posocjalistyczne (może z wyjątkiem Bułgarii). Po socjalizmie odziedziczyliśmy nie tylko bardziej zdewastowaną gospodarkę, co objawiało się najniższym dochodem na mieszkańca w regionie – niższym niż w Bułgarii i Rumunii. Ba, niższym nawet niż na Ukrainie. Nasze państwo było bankrutem, niezdolnym do obsługi zadłużenia zagranicznego i niepotrafiącym pokryć wszystkich wydatków budżetu inaczej niż poprzez druk pustego pieniądza.

Dwie katastrofy

Mieliśmy więc katastrofę finansów publicznych i katastrofę pieniądza, bez którego nowoczesna gospodarka nie może działać. Polska nie miała, wbrew twierdzeniom prof. Kołodki, żadnych „twardych zasobów finansowych". PRL, zanim upadł, zdążył wydać oszczędności walutowe gospodarstw domowych (o których prof. Kołodko pisze, że były atutem). Nie mogły się więc przyczynić do mniejszej skali recesji.

Prof. Kołodko ma ważne miejsce w historii polskiej transformacji. Jako wicepremier i minister finansów miał dwukrotnie możliwość odwrócić wolnorynkowe reformy, a tego nie zrobił. Przeciwnie, kontynuował je, zwiększając stopień przygotowania naszego kraju do członkostwa w Unii Europejskiej. Ale ten, który nie zniszczył, nigdy nie będzie miał ważniejszego miejsca w historii od tego, który zbudował. Jeśli prof. Kołodko to wreszcie zrozumie, pomoże samemu sobie.

Andrzej Rzońca jest profesorem w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie. Był przewodniczącym Towarzystwa Ekonomistów Polskich i członkiem Rady Polityki Pieniężnej

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA