fbTrack

Opinie

Jak nie budować sędziowskiego autorytetu - komentuje Wojciech Tumidalski

Fotolia
Porusza mnie sprawa sędziów Moniki Frąckowiak i Arkadiusza Krupy, którym przyglądał się sędziowski rzecznik dyscyplinarny podejrzewając ich o uchybienie godności urzędu. Tak się przyglądał, że całe orzecznictwo im przeorał.

A początkowo chodzić miało o to, że na WOŚP-owym festiwalu Pol'and Rock latem 2018 r. na t-shirty i krótkie spodnie nałożyli sędziowskie togi i łańcuchy z orłem, by w namiocie Rzecznika Praw Obywatelskich prowadzić symulację rozprawy, m.in. o stalking.

Czytaj też: Sędziowie na Pol'and'Rock naruszyli prawo, ale kar nie będzie

Rzecznik uznał ich zachowanie za niezgodne z zasadami etycznymi i naruszające godność urzędu, ale sprawę zakończył, bo doszedł do wniosku, że sędziowie Frąckowiak i Krupa chcieli dobrze, byli przekonani o słuszności swych działań i po prostu nie wiedzieli, że naruszają obowiązujące ich zasady.

Ja naprawdę nie potrafię zrozumieć, co niewłaściwego jest w tym, że sędzia wychodzi do ludzi (szczególnie młodych) ze swej wieży z kości słoniowej, i tłumaczy im, jak działa wymiar sprawiedliwości, że nie trzeba się go bać, czemu to wszystko służy i jak jest istotne. I mam wrażenie, że tak naprawdę nie chodzi o sposób prowadzenia owych symulacji oraz „strój gimnastyczny" (jak to pan rzecznik ujął), tylko o to, na jakim festiwalu wszystko się odbywało, i którzy konkretnie sędziowie w tym uczestniczyli.

I przypominają mi się młodzieńcze czasy w Wałbrzychu, gdy jeszcze jako uczeń szkoły podstawowej poznałem księdza Krzysztofa Bojkę. Wkrótce okazało się, że jest harcerzem, tak jak ja. Zakładał w Wałbrzychu Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej, który by chyba nie powstał gdyby nie to, że Krzysztofa rzucili po seminarium na wałbrzyską parafię.

Wałbrzyski ZHP był prężny i dość liberalny gdy chodzi o kwestie religijne – także przed 1989 r. Ksiądz Krzysiek wzbudzał sensację, gdy spod sutanny wyzierały jego wojskowe buty, ale to jeszcze nic, bo pewnego dnia pojawił się w harcerskim mundurze i krótkich spodniach. I zakładał na nie ornat i odprawiał polowe msze. Dla dzieciaków takich jak ja było to fascynujące, dużo bardziej niż jakiekolwiek kazanie usłyszane w kościele, które tyle autorytetu nigdy tej instytucji nie przysporzyło, co jego działanie. Ksiądz Krzysztof Bojko nie żyje już kilka lat, wielka szkoda, bo to dla wielu osób była ważna postać.

A sędziowscy rzecznicy wciąż chyba nie rozumieją, jak się buduje autorytet urzędu...

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL