fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Drugie dno ustawy o przemocy w rodzinie - komentuje Tomasz Pietryga

Adobe Stock
Wpadka rządu z projektem zmian w ustawie o przemocy w rodzinie pokazuje, jak nieskoordynowany i pozbawiony należytej kontroli jest nasz system legislacyjny.

Poraża zwłaszcza, jak łatwo projekt przygotowany podobno (bo tego nikt dziś nie chce potwierdzić) przez pozarządową organizację, z nikim niekonsultowany, a dotyczący bardzo wrażliwej sfery społecznej trafia w bloki startowe procedury ustawodawczej.

Premier Morawiecki szybko cofnął go do dalszych analiz. I choć sprawa stała się tematem numer jeden pierwszych dni nowego roku, za tydzień pewnie niewielu będzie o niej pamiętać – zginie w natłoku politycznych wydarzeń. Tyle że problem niekontrolowanej legislacji pozostanie i bez systemowych ruchów będzie tak samo groźny.

Szczęśliwie projekt ustawy antyprzemocowej nie wyrządził żadnych szkód, gdyż jego wadliwość szybko wychwyciły media. Z innymi bywa gorzej. Nowela ustawy o IPN jest tego jaskrawym przykładem. Nie tylko została źle napisana, ale też nie zadano sobie trudu oszacowania jej skutków. Efekt: największy kryzys dyplomatyczny w historii III RP.

Strach pomyśleć, co się dzieje ze zmianami prawnymi, które nie tylko nie cieszą się zainteresowaniem opinii publicznej, mediów, ale wręcz są zrozumiałe jedynie dla nielicznych. Chodzi np. o różne subtelności w prawie finansowym czy podatkowym. Jeżeli proces legislacyjny jest pozbawiony fachowej analizy zmian i ich celowości, jeżeli nie wiemy nawet, kto jest pomysłodawcą, może się okazać, że przepisy pisane są nie w interesie obywateli, ale ludzi, którzy chcą wykorzystać dziurawy legislacyjny system do własnych celów. To niebezpieczna dla państwa sytuacja.

Dlatego też proces legislacyjny wymaga pilnego uporządkowania. Nie może być tak, że każdy wiceminister czy poseł z ambicjami wrzuca w sposób niesygnalizowany swój projekt. Wpadka z ustawą antyprzemocową pokazuje, jak bardzo potrzebne są: koordynacja działań, centralne planowanie, a także centrum analiz strategicznych i legislacji, które nie będzie tylko skrzynką podawczą ministerialnych pomysłów i ich przechowalnią, ale instytucją, która czuwa nad całością procesu legislacyjnego w Polsce – od momentu analizy celowości przygotowania zmiany prawnej, jej skutków, po monitorowanie efektów jej wprowadzenia.

W 2018 r. pobiliśmy kolejny rekord produkcji prawa. W Dzienniku Ustaw opublikowano ponad 2,5 tys. aktów prawnych, o 200 więcej niż rok wcześniej. Ile z nich było niepotrzebnych, a ile wyrządziło więcej szkód niż pożytku? Tego się już nie dowiemy. Bo po ich uchwaleniu mało kto się nimi interesuje. No, może poza tymi, którzy z nie zawsze najlepszym prawem muszą się zmagać na co dzień.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA