fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Opinie

Karykaturalny obraz KRRiT

Fotorzepa, Radek Pasterski
Nie mam najmniejszych złudzeń, że w krytyce KRRiT chodzi o rzeczową analizę. Chodzi o przygotowanie politycznego rozliczenia – odrzucenia sprawozdania i symboliczne skrócenie kadencji Krajowej Rady chociaż o kilka tygodni – uważa przewodniczący KRRiT.

Niedawno w „Naszym Dzienniku” ukazał się tekst autorstwa poseł Barbary Bubuli będący próbą podsumowania sześcioletniej kadencji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Warto przypomnieć, że autorka była członkiem Krajowej Rady przez trzy lata, zna więc jej pracę z własnego doświadczenia.

W ciągu ostatnich lat na rynku mediów elektronicznych zaszły znaczące zmiany. Telewizja naziemna przeszła na cyfrowy system nadawania, co znacznie poszerzyło liczbę programów dostępnych dla wszystkich odbiorców. To Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zaprojektowała na multipleksach wszechstronną i wyważoną ofertę programową. Dziś jesteśmy w przededniu uruchomienia kolejnego multipleksu, który jeszcze ją wzbogaci. Coraz więcej usług medialnych obecnych jest w internecie i to nie tylko w postaci podcastów, wypożyczalni VOD, ale także tych występujących dotychczas jedynie jako usługi linearne. Konwergencja i globalizacja wymuszają zmiany prawne dotyczące m.in. ochrony małoletnich. KRRiT zaczęła skutecznie chronić małoletnich zarówno przed treściami tzw. niepożądanymi jak i reklamą tzw. niezdrowej żywności. Ochrona ta wiąże się z nową formułą nadzoru regulacyjnego KRRiT, inicjowaniem i wspieraniem samoregulacji, której najbardziej wyrazistą formą są Kodeksy Dobrych Praktyk.

Wobec kodowania przez nadawców transmisji z wydarzeń sportowych w celu pobierania od widzów dodatkowych opłat, Krajowa Rada doprowadziła do poszerzenia tzw. listy wydarzeń sportowych, rozpowszechnianych bezpłatnie. Wsparła proces cyfryzacji nadawania radiowego. Powstała „Zielona Księga cyfryzacji radia w Polsce” jako dokument rekomendacyjny dla strategii rządu, o której powstanie NIK wnioskuje do Prezesa Rady Ministrów. KRRiT rozpoczęła wprowadzanie udogodnień dla niepełnosprawnych w programach telewizyjnych. Opracowała oparty na konkretnych analizach nowy system finansowania publicznych mediów i razem z innymi instytucjami państwa praktycznie uzgodniła z Komisją Europejską zasady pomocy publicznej dla tego sektora.

Telewizja Polska w latach 2011-2015, również przy pomocy zwiększonego finansowania z abonamentu, zlikwidowała swój dwustumilionowy deficyt, rozwinęła ofertę kanałów tematycznych (TVP Seriale, TVP Rozrywka, TVP ABC), wznowiła udział w wielkich produkcjach kinematograficznych („Miasto 44”) oraz rozpoczęła realizację spektakli Teatru Telewizji na żywo.

Do Polskiego Radia, a szczególnie do rozgłośni regionalnych, wróciły słuchowiska, dokument, powieść radiowa, a rozgłośnie w swoich regionach w znacznej części zaczęły odgrywać ważną rolę instytucji kultury. Krajowa Rada aktywnie wspierała rozwój nowych mediów w publicznej radiofonii i telewizji, systematycznie dokonywała przeglądu wykorzystania serwisów internetowych, aplikacji mobilnych oraz zainicjowała unikalny projekt Biblioteki Cyfrowej Mediów Publicznych.

KRRiT opracowała wreszcie uwagi de lege ferenda, których głównym założeniem jest deregulacja zbyt sztywnego systemu prawnego i otwarcie nowych możliwości rozwoju mediów obywatelskich. Dokument przybrał postać rządowego projektu ustawy, nie dotarł jednak do Sejmu tylko ze względu na harmonogram kampanii wyborczej w 2015 roku.

Krajowa Rada jasno sprecyzowała cele swojego działania na czas kadencji w dwóch kolejnych strategiach regulacyjnych wraz z publicznym i łatwym do weryfikacji rozliczeniem efektów – co było novum, gdyż poprzednia Rada nie stworzyła dokumentu programowego.

Co z tego zauważyła autorka artykułu? Prawie nic. Postawiła za to politycznie sformułowane zarzuty.

Apele bez echa

Zarzut pierwszy dotyczy braku właściwego finansowania mediów publicznych, mimo właściwej diagnozy, i „mimo, że środowisko to posiadało większość sejmową, rząd i prezydenta”. Nie wiem, co ma na myśli i do jakich własnych doświadczeń odwołuje się poseł Bubula, która z racji swojej pracy w Krajowej Radzie powinna znać fundamentalną zasadę prawno-ustrojową, która sytuuje KRRiT jako organ niezależny, niewłączony w system władzy państwowej. Czy przez tę konstatację Barbara Bubula chce podważyć tę ważną zasadę? Czy raczej chce poinformować, że Krajowa Rada, w której pracowała przestała być niezależna, bo miała „swój rząd”?

Ja mogę wyłącznie podkreślić, iż w Krajowej Radzie współpracują ze sobą ludzie o różnych politycznych biografiach i różnych doświadczeniach zawodowych, a skuteczność działania i powodzenie różnych inicjatyw nigdy nie były aż tak prostą pochodną, jak chce wmówić czytelnikom autorka. Zdumiewa fakt czynienia zarzutu z niezależności ciała konstytucyjnego. Wiem też, że w sprawie abonamentu KRRiT zrobiła wszystko, co było w jej mocy, łącznie z apelami do wszystkich klubów parlamentarnych, ale te pozostały bez echa. Przyczyniając się do aktywności Poczty Polskiej i aparatu skarbowego, w latach 2013-2015 KRRiT przekazywała publicznemu radiu i telewizji po 750 mln zł rocznie, czyli znacznie więcej niż poprzednia Rada. W 2010 r., gdy KRRiT rozpoczynała kadencję, finansowanie publiczne wynosiło 13 proc. budżetu TVP, w 2016 r. kiedy kadencja się kończy jest to ponad 30 proc.

KRRiT uporczywie upominała się o nowy system opłaty audiowizualnej, współpracowała z poprzednim rządem w przygotowaniu tego systemu, wreszcie 1 grudnia przekazała dorobek swojej pracy przedstawicielom obecnego rządu w raporcie opartym na analizie systemów mediów w różnych krajach i co ważniejsze, na twardych danych ekonomicznych (raport „Nowy model funkcjonowania mediów publicznych w Polsce” dostępny na stronie KRRiT).

Barbara Bubula wspomina o kwocie ponad 2 mld zł potrzebnej mediom publicznym. Autorka nie wymyśliła tej kwoty sama – to jeden z wielu konkretnych wniosków zawartych we wspomnianym wyżej dokumencie KRRiT, w którym wskazano kwotę 2 miliardów 650 mln potrzebnych mediom publicznym przy zakładanym znacznym ograniczeniu dostępu do rynku reklamy.

Więcej pluralizmu

Drugi zarzut dotyczy braku konkretnych działań KRRiT wobec faktu nadmiernej koncentracji kapitałowej, „tworzenia monopolu na informację” i ekspansji zagranicznych inwestorów.

Dyskutowana ostatnio w KRRiT i opublikowana na naszej stronie, analiza pluralizmu mediów w kilkunastu krajach Europy, w tym w Polsce, autorstwa dr hab. Beaty Klimkiewicz z Uniwersytetu Jagiellońskiego wykazała ryzyko dla pluralizmu mediów m.in. w zakresie przejrzystości własności oraz koncentracji mediów. O tym, jak ważna jest to zależność, KRRiT w obecnej kadencji wiele razy sygnalizowała organom państwowym zamieszczając corocznie stosowne dane w opracowywanej wraz ze sprawozdaniem „Informacji o podstawowych problemach radiofonii i telewizji”. W bieżącym roku na życzenie sejmowej Komisji Kultury, trzy miesiące temu, Krajowa Rada przesłała specjalne opracowanie dotyczące tych kwestii. Koncentracją własności na rynkach w Polsce zajmuje się Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów i ta instytucja ma więcej narzędzi oddziaływania na bieżącą sytuację.

W sprawie pluralizmu informacji warto też pamiętać, o czym pisałem na wstępie, że naziemna telewizja przechodząc na nadawanie cyfrowe znacznie zwiększyła pluralizm programowy na rynku telewizyjnym. To przedsięwzięcie, przeprowadzone z sukcesem przez Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji za czasów Michała Boniego, UKE, TVP i KRRiT, w ogóle nie zostało przez autorkę zauważone. Może dlatego, że tym razem trzeba byłoby współpracę rządu i KRRiT pochwalić?

Zamiast pochwały lepiej napisać tak, jak pasuje, czyli z przyganą. Otóż, pisze autorka, „dowiadujemy się, że najważniejszy prywatny nadawca, RMF, należy do niemieckiego koncernu Bauer”. Nie jest to oczywiście od dziesięciu lat żadną tajemnicą, ale bardziej frapujące jest to, że w październiku 2006 roku, kiedy Bauer kupował RMF, przewodniczącą KRRiT była Elżbieta Kruk, polityczna koleżanka Barbary Bubuli. Pretensje trzeba więc zgłaszać do poseł Kruk, a przecież kilka miesięcy później i Barbara Bubula także znalazła się w Krajowej Radzie. Zatem oskarżanie obecnej Rady to pewna przesada.

Niewłaściwy kapitał

Okazuje się jednak, że nie chodzi tylko o niemiecki kapitał, chodzi także o niewłaściwy kapitał polski. Koncesje bowiem zyskały „sympatyzujący z lewicą” ZPR oraz TOK FM, a więc „środowisko Adama Michnika”. Z żadnym z tych zarzutów nie mogę się zgodzić. Jeśli chodzi o rynek naziemnej telewizji cyfrowej to z punktu widzenia regulatora, jakim jest Krajowa Rada, można wyrazić wyłącznie radość, że nadawcy reprezentujący lokalny rynek polski, przedstawili tak dojrzałe propozycje, które pozwoliły im zwyciężyć w ogłaszanych przez KRRiT konkursach na cyfrowe nadawanie naziemne. Najlepszym przykładem jest najchętniej oglądana stacja popularnonaukowa w Polsce, czyli program Fokus, którego nadawcą jest spółka ZPR. Przedstawiona w konkursie oferta tego nadawcy była wartościowa i ciekawa, a miała groźnych konkurentów, z których najważniejszym był wówczas Discovery, kanał o globalnym zasięgu i wielkich możliwościach.

Z kolei TOK FM jest jedynym komercyjnym radiem informacyjnym w Polsce. Utrzymuje wysokie standardy dziennikarskie. Jego tolerancja dla różnych postaw, otwartość i szukanie racjonalności w debacie wspiera rozwój demokracji w Polsce. KRRiT uznała, że takie radio warto rozwijać. Podobnie, jak rozwijaliśmy RMF Classic ze względu na unikalność oferty muzycznej wśród nadawców komercyjnych i podobnie jak wspieraliśmy nadawców lokalnych ze względu na szczególną rolę, jaką pełnią w swoich społecznościach.

Istotą zarzutu dotyczącego polityki koncesyjnej stawianego Krajowej Radzie przez Barbarę Bubulę wydaje się jednak co innego niż obcy kapitał, lewicowość czy liberalizm, których oczywiście nie pochwala. Istotą jest „niesprawiedliwy brak dostępu do mediów środowisk prawicowych i katolickich”. Czy jest to zarzut sprawiedliwy?

Głównym dowodem jest oczywiście „batalia o Telewizję Trwam”. Autorka ponownie przytacza wersję o stronniczej decyzji Krajowej Rady nie podając racji potwierdzonej przez wszystkie sądy, że nadawca po prostu źle przygotował wniosek. Sądy nie przyznały zresztą racji Fundacji Lux Veritatis w żadnej sprawie, ale o tym też czytelnik nie dowie się z artykułu Barbary Bubuli. W obronie Telewizji Trwam autorka gotowa jest na wiele – nawet na przekręcenie uzasadnienia kary nałożonej na Telewizję Trwam – kara była za pochwałę podpalenia tęczy na warszawskim placu Zbawiciela, a nie za wyrażanie konserwatywnych poglądów.

Trzeba bowiem przypomnieć, że w ostatnich latach jesteśmy świadkami aktów przemocy dokonywanych przez osoby ze środowisk prawicowych wobec dziennikarzy. W lecie 2011 r. uczestnicy pielgrzymki Radia Maryja użyli siły wobec reporterki Polsatu, jesienią tego samego roku uczestnicy Marszu Niepodległości zaatakowali dziennikarzy i zniszczyli wóz TVN, w sierpniu 2013 r. Grzegorz Miecugow został fizycznie zaatakowany na Przystanku Woodstock, w grudniu 2015 r. dziennikarz TVP Info został zaatakowany w Warszawie przez uczestników uroczystości smoleńskich, wreszcie pod koniec kwietnia tego roku fizycznie uniemożliwiono pracę ekipie TVN w trakcie uroczystości pogrzebowych Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”. Nie wymieniłem wszystkich takich incydentów, ale i z tego wyliczenia widać, że nie są to już odosobnione przypadki. To zjawisko, które przez polityków prawicowych jest co najmniej bagatelizowane. KRRiT nie przechodziła wobec niego obojętnie.

Przykład Telewizji Trwam jest przywoływany przy różnych okazjach jako jedyny zresztą i w dodatku, nietrafiony dowód dyskryminacji mediów „prawicowych i katolickich”. Wszystkie sprawy koncesyjne, a więc także nadawców katolickich i Telewizji Republika były i są zawsze załatwiane zgodnie z procedurami i bez żadnych komplikacji. Innych przykładów po prostu nie było – cała niesprawiedliwość w dostępie do rynku mediów jest wymyślona.

Media rządowe

Obraz pracy Krajowej Rady w ostatnich latach nakreślony przez Barbarę Bubulę jest karykaturalny. Nie mam najmniejszych złudzeń, że chodzi tu o rzeczową analizę. Chodzi o przygotowanie politycznego rozliczenia – odrzucenia sprawozdania i symboliczne skrócenie kadencji Krajowej Rady chociaż o kilka tygodni. Biorąc to pod uwagę chciałbym nawet podziękować Autorce, że w artykule nie ma personalnych ataków, drwin i brutalnych epitetów, których nie żałują sobie politycy Prawa i Sprawiedliwości dokonując zmian kadrowych. Dziękuję także za tytuł, wdzięcznie nawiązujący do staropolskiej poetyki. Odwdzięczam się krótkim podsumowaniem Dobrej Zmiany, która do mediów już nadeszła i zamierza rozgościć się na dłużej.

No cóż, na razie Dobra Zmiana oznacza, że politycy zwycięskiego ugrupowania z powodów czysto politycznych (powołując się na własnych wyborców) oceniali dziennikarzy mediów publicznych, a następnie doprowadzili do odejścia ponad setki pracowników. Media publiczne zostały zmienione w media rządowe, w których wszystkie władze mianuje minister skarbu. Zwolnione zostały zarządy i rady nadzorcze składające się z kandydatów przedstawionych przez wyższe uczelnie akademickie. Większość obecnych władz stanowią osoby z partyjną legitymacją Prawa i Sprawiedliwości, kilkanaście to politycy tej partii pełniący aktywną rolę we władzach samorządowych. Programy informacyjne Telewizji Polskiej charakteryzują się stronniczością, w taki sam sposób krytykują opozycję, co jest w demokracji ewenementem, nie pełnią za to w imieniu społeczeństwa funkcji krytycznej wobec władzy. Oglądalność głównych programów TVP znacząco spadła i spada nadal.

W 2010 r. kiedy pracę rozpoczynała obecna Krajowa Rada, Polska zajmowała 32 miejsce w Światowym Indeksie Wolności Prasy prowadzonym przez organizację Reporterzy bez Granic. Potem wolno pięła się w górę, by w 2015 r. zająć najwyższą w historii tego rankingu 18. pozycję. W ostatnim indeksie, głównie z powodu nowego prawa medialnego, Polska znalazła się na 47. pozycji, tracąc dwadzieścia dziewięć miejsc.

Tyle przyniosła Dobra Zmiana przez pół roku. Co będzie za rok?

 

Autor jest dziennikarzem, producentem. W latach 2004–2006 był prezesem zarządu Telewizji Polskiej. Od 2010 roku jest członkiem oraz przewodniczącym Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. W 2001 wstąpił do Platformy Obywatelskiej, z której odszedł w związku z objęciem posady prezesa TVP. W 2010 był członkiem komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego przed wyborami prezydenckimi.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA