fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Nauczyciele

Strajk nauczycieli w czasie egzaminów byłby problemem z powodów prawnych

Marcin Smolik
materiały prasowe
Wkrótce sezon egzaminacyjny. Odbędą się sprawdziany na zakończenie ósmej klasy, gimnazjum i szkoły średniej. Jak idą przygotowania do nich?

Dr Marcin Smolik, dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej

Z naszej strony wszystko gra. Arkusze egzaminacyjne są przygotowane, zakończył się właśnie druk arkuszy dla ósmoklasistów i gimnazjalistów. Za chwile będziemy szykować paczki, które wyślemy do szkół. Ruszamy z drukiem arkuszy dla maturzystów. Wszystko idzie zgodnie z harmonogramem.

Czytaj także: Nauczyciele: rodzice są agresywni

Związki zawodowe twierdzą jednak inaczej. Straszą, że będą strajkować w dniu egzaminów.

Na razie są to zapowiedzi, na które nie mamy żadnego wpływu.

Ale to ten moment, kiedy pojawia się pytanie o to, czy są jakieś przepisy, które przewidują rozwiązania w sytuacji, gdyby rzeczywiście te egzaminy nie odbyły się w przewidzianym terminie. Czy są możliwe odstępstwa od reguły?

Wszystkie kwestie dotyczące przeprowadzania egzaminów, regulują dwa akty prawne: ustawa o systemie oświaty oraz rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej o odpowiednim egzaminie. Centralna i okręgowe komisje egzaminacyjne, a także szkoły, mogą poruszać się wyłącznie w oparciu o ramy przez nie nakreślone.

Ustawa o systemie oświaty mówi, że egzamin gimnazjalny i egzamin ósmoklasisty przeprowadzany jest w terminie głównym i dodatkowym, natomiast maturalny w głównym, dodatkowym i poprawkowym. Ustawa określa też, na które miesiące w roku te egzaminy przypadają. I w pierwszych dwóch przypadkach termin główny to kwiecień, a termin dodatkowy – czerwiec. W przypadku matury jest to maj, czerwiec i sierpień. Art. 9a nakłada na dyrektora CKE wyznaczenia do 20 sierpnia roku poprzedzającego – w ramach tych miesięcy – dokładnego, dniowego terminu egzaminu.   

Kiedy odbędą się te egzaminy?

W przypadku ósmoklasisty to 15, 16, 17 kwietnia. Termin dodatkowy to 3, 4, 5 czerwca. I to jest tyle, ile CKE może zrobić, jeśli chodzi o wyznaczanie terminów egzaminów. Ustawa nie przewiduje żadnych innych sytuacji, żadnych innych możliwości wyznaczania terminu dodatkowego poza jednym wyjątkiem. Art. 9e ustawy o systemie oświaty mówi o tym, że jeżeli dyrektor centralnej lub okręgowej komisji egzaminacyjnej dowie się o tym, że nastąpiło ujawnienie materiałów egzaminacyjnych albo zachodzi uzasadnione podejrzenie o możliwości ujawnienia tych materiałów, czyli po prostu złamano prawo, wówczas dyrektor CKE ma prawo wyznaczyć inny termin egzaminu dla danej szkoły, województwa, miasta i kraju. I to jest jedyna możliwość przewidziana przez obowiązujące przepisy.

Czy to nie za wąska regulacja? Może należałoby uelastycznić ten przepis, niekoniecznie z uwagi tylko na strajk ale też inne wydarzenia losowe jak np. powódź. 

Wydaje mi się, że nie. System egzaminów zewnętrznych funkcjonuje od 2002 roku, i to co przewiduje ustawa i rozporządzenie do tej pory absolutnie wystarczyło.

Czyli jeżeli rzeczywiście strajk się odbędzie w terminie egzaminów, to czy uczniowie będą mogli zdawać te egzaminy w czerwcu?

Jeśli chodzi o samo przeprowadzenie egzaminu, wszystko wiadome jest wcześniej, termin jest znany, więc nie można mówić o kwestiach losowych. Nie można w takim przypadku przesuwać terminu egzaminu na czerwiec.

Czy to oznacza, że absolwenci podstawówek i gimnazjów będą mogli podejść do egzaminu dopiero za rok? Przecież podlegają obowiązkowi szkolnemu.

Nie rozważamy takiej sytuacji. Jesteśmy przekonani, że dobro dziecka będzie dla wszystkich dorosłych związanych z oświatą najważniejsze.

Ale wtedy szybko trzeba będzie podjąć działania o charakterze legislacyjnym.

Myślę, ze szefowie związków zawodowych są tego świadomi. I podejmując decyzję o ewentualnym strajku w czasie egzaminów, wezmą pod uwagę obecne możliwości prawne. Muszą być świadomi, że konsekwencje tego są zapisane w prawie. My możemy działać tylko w tych ramach, które wyznacza obowiązujące prawo. Innych możliwości nie ma. Też trzeba mieć świadomość, że 14 czerwca mija termin przekazania szkołom wyników egzaminów. Nie można przyjmować, że miedzy 5 czerwca, kiedy odbędzie się ostatni egzamin ósmoklasisty w terminie dodatkowym, a 14 czerwca uda się sprawdzić 100 tys. albo więcej prac. 

Czy zgłosili się egzaminatorzy, który będą sprawdzali te prace?

Nie dostaję od okręgowych komisji sygnałów, by były problemy z obsadą. Ale ten proces obecnie trwa i zakończy się w połowie marca. Wtedy będziemy wiedzieć dokładnie. 

Czy to prawda, ze w tym roku egzaminatorzy za sprawdzanie zarobią więcej niż do tej pory? Według związków ma to zachęcić do rezygnacji ze strajku.

Stawki dla egzaminatorów są określone w rozporządzeniu MEN. Przykładowo w przypadku egzaminu gimnazjalnego z języka polskiego za jedną pracę jest to  niespełna 10 zł, a ósmoklasisty - ok. 19 zł. Wynika to jednak z tego, że w egzaminie ósmoklasisty jest więcej zadań otwartych i ich sprawdzanie jest bardziej czasochłonne. W przypadku egzaminu z języka polskiego są to nie dwa zadania otwarte jak do tej pory, ale 7-9. W przypadku matematyki mamy nie 3 a 6 zadań otwartych, a języka obcego nie 2-3 ale 7-8.

Czy ten egzamin ósmoklasisty będzie trudniejszy niż egzamin gimnazjalny?

W przypadku języka polskiego to są dwie różne podstawy programowe, które kładą nacisk na inne umiejętności. Obecna kładzie większy nacisk na kształcenie umiejętności argumentowania, a także szczególny nacisk na kształcenie literackie. To uwidacznia się w zwiększonej liczbie lektur. W podstawie dla gimnazjów obowiązkowych lektur było 5, teraz dla klas VII i VIII tych lektur jest ok. 15. Poloniści doszli do wniosku, że szkoła jest takim miejscem, w którym uczniowie muszą też zmierzyć się z trudnym tekstem, bo szkoła ma stawiać ucznia w sytuacjach radzenia sobie z trudnościami. Nie chodzi o to, aby z nauki zabrać przyjemność, ale „przyjemność” rozumiana jako „łatwość” nie może być priorytetem. 

Do tej pory uczniowie w szkołach nie podejmowali wysiłku intelektualnego?

Nie o to chodzi. Czasem konieczne jest, by młody człowiek musiał zajrzeć do tekstu kilka razy, by go zrozumieć. To jest potrzebne do rozwoju intelektualnego.

Ale w ten sposób mamy przeładowaną podstawę programową.

Każda podstawa programowa była krytykowana. Albo jako zbyt przeładowana, nierozsądna, zawierająca to, czego nie powinna albo przeciwnie – nie zawierająca tego, co powinna. Każdy dokument programowy budzi kontrowersje i zaniepokojenie. Ale nie jest to dokument niepodważalny. Jeśli się okaże, ze podstawę należy zmienić, trzeba to przemyśleć i zrobić.

Czy skoro w edukacji został przesunięty punkt ciężkości, to czy uczniowie mają problem, by się przestawić. 

Te wszystkie umiejętności, których wymagamy obecnie, w dawnej podstawie programowej były, ale w mniejszym stopniu. My mówimy, że umiejętność pisania i argumentowania jest ważna, dlatego w dużo większym stopniu będzie teraz sprawdzana na egzaminie.

W przypadku egzaminu gimnazjalnego podjęto decyzję, że będzie większość zadań zamkniętych,  tylko dwa otwarte. Było to odbicie pewnego światowego trendu w egzaminowaniu. Uznawano, że zamknięte zadania to większa rzetelność pomiaru, bo jednak zadania otwarte jakąś subiektywność wprowadzają. Ale ostatnio na świecie następuje odwrót od zadań zamkniętych. Bo nie sposób nie zauważyć, że umiejętność tworzenia tekstu, prawidłowego wyrażania się i argumentowania, zaczyna kuleć. Być może dlatego, że egzaminy zwracały uwagę na inne umiejętności np. rozumienia tekstu. Ten postulat powrotu do zadań otwartych uważam za sensowny pomimo tego, że widzę także zagrożenia tego rozwiązania poprzez pewne zwiększenie subiektywności oceny. Ten postulat uważam za sensowny, nawet jeśli to komisji wiąże się on z koniecznością przygotowania dużo bardziej rozbudowanych zasad oceniania.

Czyli klucza?

Nie. Każda poprawna odpowiedź, którą uczeń sformuje, musi być oceniona pozytywnie. I nie ma jednej poprawnej odpowiedzi. Chodzi o to, by to wszystko odpowiednio uargumentował. Oczywiście odpowiedź nie może być wbrew logice. 

Jak ósmoklasiści sobie z tym radzą?

Z diagnozy, którą przeprowadziliśmy w grudniu wynika, że w przypadku języka polskiego dość dobrze opanowano umiejętność rozumienia tekstów publicystycznych, raczej na poziomie dosłownym. Dość dobrze radzą sobie też uczniowie ze znajomością związków frazeologicznych. Widzimy jednak,  że młodzi ludzie mają problem z tworzeniem wypowiedzi pisemnych. Niepokojącym zjawiskiem jest to, że mają problemy z gramatyką, ortografią i interpunkcją. Nigdy nie było dobrze, ale jest coraz gorzej i cos z tym trzeba zrobić.

Czy w przypadku języka obcego jest podobnie?

Tak. O ile dość dobrze uczniowie radzą sobie z rozumieniem tekstu czytanego i słuchanego, z wyrażeniami potrzebnymi w codziennej komunikacji, o tyle zapisanie wyrażenia, nawet bardzo prostego, w poprawny sposób, sprawia im kłopoty. Mają także kłopot z gramatyką, precyzją językową – nawet w zakresie podstawowych struktur i wyrażeń.

A matematyka?

Widzimy kulejącą sprawność rachunkową. Dzieci mają problem z wykonywaniem prostych rachunków w głowie albo pisemnie. Bez kalkulatora część uczniów w ogóle sobie nie radzi.

Co to znaczy proste rachunki? Nie znają tabliczki mnożenia?

Znajomości tabliczki mnożenia nie sprawdzamy, choć to element wielu zadań arytmetycznych. Ale z wyliczaniem procentów często sobie nie radzą. Kolejność wykonywania działań kuleje nawet na maturze, o wcześniejszych egzaminach nie wspominając. Bywa, ze uczeń radzi sobie ze skomplikowanymi funkcjami, ale polega na najprostszych rachunkach. Nie wie albo zapomina, że nie dodaje się przed mnożeniem.

Z drugiej strony mamy dostęp do narzędzi i czy naprawdę ma sens uczenia się tego wszystkiego na pamięć. Może lepiej skupić się na umiejętności korzystania z tego, co oferuje nam rozwój technologii.

Tyle opinii, ile osób. Dla mnie wizja, że moje funkcjonowanie jest uzależnione od tego, czy mam dostęp do Internetu i „mózg zewnętrzny” w postaci telefonu, jest wizją przerażającą. Bo ja rozumiem, ze nie muszę wszystkiego pamiętać, a Internet jest po to, by mnie wspomóc. Ale czym innym jest informacja, a czym innym wiedza. Wiedza jest informacja, którą ja przetworzyłem, przesiałem przez swoje doświadczenia, wiedzę i poglądy. Nie wyobrażam sobie, że na kalkulatorze trzeba obliczyć, ile trzeba wydać reszty. A takie problemy są.

Uczelnie od lat narzekają, ze absolwenci szkół średnich są coraz gorzej przygotowani do studiów. Czy, pana zdaniem, po tej reformie to się zmieni?

Trzeba mieć świadomość, że to trochę nostalgia za latami 80., 90. ubiegłego wieku, kiedy studiowało ok. 7 proc. populacji. Dziś jest to bodajże 50 proc. Gdyby wówczas studiowała połowa społeczeństwa, efekt byłby podobny.

A może matura jest za łatwa?

Moim zdaniem nie. Co do zasady uczelnie rekrutują na podstawie wyników na poziomie rozszerzonym. I bardzo dobrze, bo matura na poziomie podstawowym nie powinna w ogóle mieć wartości rekrutacyjnej. A matura na poziomie rozszerzonym naprawdę jest trudna. Niedowiarków zapraszam do przejrzenia arkuszy egzaminacyjnych.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA