fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Hiszpański sekret Kultu

Kazik kończy każdy koncert, klęcząc i dziękując fanom za obecność
materiały prasowe
Dokument Olgi Bieniek pokazuje najpopularniejszy polski zespół od kulis.

Są filmy o rockowych zespołach jak „Wściekłość i brud" o Sex Pistols, które roztrząsają przyczyny upadku i śmierci członków. Są i takie jak „Metallica: Some Kind Of Monster", gdy panegiryk zmienia się w publiczną terapię.

„Kult. Film" Olgi Bieniek, do którego zdjęcia trwały kilka lat, prezentuje najpopularniejszy polski zespół w czasie, gdy największe napięcia ma już za sobą. Robi wrażenie starego dobrego małżeństwa, które poznało swoje wady, ale bez siebie żyć nie może. Ma ustalone hierarchie, niekoniecznie partnerskie, i zbyt wiele do stracenia, by ryzykować rozwód.

Na tylnej kanapie

Ponieważ działalność Kultu i piosenki w opasłych tomach opisali już Leszek Gnoiński, również współscenarzysta tego dokumentu, Wiesław Weiss i Rafał Księżyk, autorzy filmu zdecydowali się na pokazanie kulis życia podczas tournée.

O początkach krótko, za to soczyście, mówi gitarzysta Piotr Morawiec. Wszystko zaczęło się od spontanicznych prób, gdy na instrumentach grano rotacyjnie, a ponieważ Kazik nie wybrał żadnego, zaczął śpiewać. Z wielką satysfakcją poleca wszystkim to zajęcie, bo w przeciwieństwie do gitarzystów nie wydaje pieniędzy na zakup sprzętu, a jedyną inwestycję, jaką poczynił, było kupno mikrofonu w Ameryce, kiedy dolar był na dnie upadku i wart był dwa złote.

Oczywiście, nie tylko pieniędzmi wycenia się koszty ponoszone podczas pracy w zespole. Tym bardziej że koncerty Kultu trwają trzy godziny, wymagają energii i dobrej pamięci. To dlatego Kazik zapytany, kim byłby, gdyby nie został muzykiem, odpowiada, że kelnerem, który nie przeżywa tremy związanej z zapamiętaniem zamówionych dań.

A już serio: śpiewanie niezwykle długich tekstów to nie lada wyzwanie. Ponieważ jednym z atutów filmu jest szczerość, Staszewski pozwala zajrzeć w kulisy zmagań z pamięcią. Gdy żona Ania, ta z piosenki „Do Ani", z którą świętuje w filmie 30-lecie małżeństwa, prosi o wykonanie nowego przeboju, Kazik wymawia się tym, że jeszcze go nie pamięta.

Widzimy też, że kolumny odsłuchowe otaczające statyw mikrofonu Kazika zasłaniają kartki ze słowami piosenek. A i tak, czego nie kryją koledzy, zdarza się wokaliście coś zapomnieć. Muzycy odczytują też gesty, których sam jest nieświadomy. Gdy zaciska za plecami pięść, koncert nie idzie po jego myśli.

Kazik jako jedyny ma prawo do podróży samochodem osobowym, czasami w pozycji leżącej na tylnej kanapie. Przysługuje mu też w hotelach jedynka, pozostali śpią w dwójkach i podróżują busem. To ciekawe dla fanów mających kontakt z ulubioną grupą tylko podczas koncertów. Dzięki dokumentowi mogą dowiedzieć się, jaka personalna i logistyczna układanka składa się na organizację występu.

Fundusz pomocy

A przecież diabeł tkwi w szczegółach i od tego, czy wszystko przebiegnie bezkonfliktowo, zależy współpraca na scenie. Chociaż grupa dzieli się na starą gwardię i sekcję dętą z mniejszym stażem, sympatie przebiegają ponadpokoleniowo, a młodzież nie szczędzi krytyki starszyźnie.

Nie wszystkim podoba się, że Janusz Grudziński zwany Księciem Warszawskim lub Maharadżą lubi podczas prób czytać gazety. Jednak pianista o twarzy zaspanego misia koala nie czyni tego kosztem przytomności i kiedy trzeba, w czasie występów dyscyplinuje muzyków do strojenia instrumentów.

Jedną z najbardziej zaskakujących jest scena demonstrująca stan trzeźwości. Potwierdzają go badania alkomatu. Kazik przypomina, że walka o abstynencję była trudna. Najpierw nikt, wchodząc na scenę, nie mógł mieć więcej niż promil alkoholu we krwi. Potem zasada obowiązywała również przy zejściu. Niesforni płacili finansowe kary. Nieoficjalnie dowiedziałem się, że pochłaniały całą gażę, dlatego grupa smakoszy alkoholu stworzyła fundusz pomocy. Teraz nie jest potrzebny.

Wybijają się kadry z Tomaszem Goehsem. Gdy pękła mu stopa do perkusji, Kazik żartuje, że gdyby perkusista był z Warszawy lub Rzeszowa, nie miał by zastępczej, ale Goehs pochodzi z Poznania i jest przygotowany na wszystko.

W muzyce dyktuje rytm, w busie opowiada, kto może palić przy przednim oknie, a kto jest „śmieciowym" obsługującym odpady. Sam w podróży najczęściej się modli. Od muzyki bardziej ceni rodzinę, dlatego scena powrotu do domu i przywitanie z żoną i dziećmi jest wzruszająca.

Pojęcie rodziny trzeba zresztą rozciągnąć na cały zespół. Oglądamy żonę Kazika Anię, jego synów: Kazika z żoną i dwiema córkami, oraz Jasia. Zaglądamy do domów pozostałych muzyków. A najbardziej intrygująca jest historia Didiego. Reżyserka uczyniła go ważną figurą narracyjną. Nie będę zdradzał szczegółów, bo podczas kręcenia filmu sam Kazik dał się zaskoczyć przygotowaną dla niego niespodzianką. Trzeba jednak wspomnieć, że Didi mieszka teraz na Teneryfie, a podczas wyprawy do Warszawy odkrywa przed nami przeszłość zespołu, oprowadza nas po domach członków Kultu, rozmawia z ich najbliższymi.

Profesorskie rozrywki

Jego historia jest zaskakująca i przejmująca. Takich jak on nazywa się psychofanami. W czasach gdy zespół stanowił hermetyczne środowisko, starał się do niego przedostać.

Jeździł na zagraniczne koncerty – na gapę, nocując w aresztach, aż w końcu Kazik po jednej z takich nocy dał mu się przespać w hotelowym pokoju. Warto zobaczyć zbliżenie, gdy Didi dziękuje Staszewskiemu za to, że uratował mu życie, bo przecież szedł na dno.

Teraz jest wziętym budowlańcem, a widzimy też, czym zajmuje się razem z Kazikiem na Teneryfie, gdzie muzyk odpoczywa od sławy. Dodam że nie jest to rockowa orgia, tylko profesorska rozkosz łamania głowy.

A finał jest potężny. Kult na festiwalu Jurka Owsiaka śpiewa „Polskę" dla kilkuset tysięcy fanów.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA