fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

„Power Up". AC/DC jak grom z jasnego nieba

AC/DC Power UP Sony Music PL CD, 2020
materiały prasowe
Legendarny rockandrollowy zespół, który już się rozpadł, powraca z nową mocną płytą „Power Up", brzmiącą klasycznie, ale z nowymi wątkami.

Nic nie wskazywało, że AC/DC podniesie się jak Feniks z popiołów. Kiedy zakończyli tournée „Rock or Bust" we wrześniu 2016 r. finałowe „For Those About to Rock (We Salute You)" brzmiało jak pożegnalna salwa nad grobem legendy rocka, która sprzedała ponad 200 mln albumów i była ostatnim stadionowym gigantem działającym nieprzerwanie od lat 70. Większy staż mają tylko The Rolling Stones.

Bracia Young

Fakty były okrutne. Wokalista Brian Johnson po częściowej utracie słuchu zrezygnował z ostatnich 23 koncertów tournée. Zastąpił go Axl Rose... ze złamaną nogą, śpiewając z fotela. Gitarzystę rytmicznego Malcolma Younga wcześniej zmusiła do zejścia ze sceny demencja. Perkusista Phil Rudd po zarzutach o podżeganie do morderstwa przebywał w domowym areszcie. Basista Cliff Williams miał kłopoty ze zdrowiem i ogłosił przejście na emeryturę.

Ale na Angusa Younga, sztandarową postać AC/DC, najcięższe ciosy miały dopiero spaść. W 2017 r. zmarł najstarszy brat – George. Nigdy nie był członkiem AC/DC, ale produkował siedem płyt zespołu i był jego podporą. Niedługo później zmarł Malcolm.

Angus, jak powiedział w wywiadzie dla „Rolling Stone", czuł się zdruzgotany, ale kiedy każdego dnia rano brał gitarę do ręki i miał wątpliwości, stawiał sobie pytanie, co w takiej sytuacji uczyniłby Malcolm. Starszy brat zadbał o muzyczną polisę na przyszłość AC/DC. Angus przypomniał sobie rozmowę z Malcolmem z okresu komponowania albumu „Black Ice" w 2008 r. Z tamtej sesji zostało wiele pomysłów. Gdy Angus chciał je wykorzystać, Malcolm poradził: „Zostaw ją na czas, kiedy będziemy za burtą". Ten czas właśnie przyszedł.

Angus przemyślał też dwie inne rozmowy z Malcolmem. Gdy bracia widzieli się po raz ostatni w szpitalu, umierający brat powiedział: „Pamiętaj, zawsze będę się tam o ciebie bił". Angus nie mógł się poddać, a pamiętał też receptę, jaką dał Malcolm, gdy zakładali AC/DC: „Będziemy zawsze grali surowego, hałaśliwego rock and rolla".

Mając taki muzyczny testament, Angus spotkał się z pozostałymi członkami zespołu, którzy przylecieli do Australii na pogrzeb Malcolma. Perkusista Phil Rudd został oczyszczony z większości zarzutów, przeszedł udaną kurację odwykową i znowu był sobą sprzed lat. Największa niepewność wiązała się z wokalistą Brianem Johnsonem.

– Podczas ostatnich koncertów czułem się fatalnie – wspominał. – Kompletnie nie słyszałem gitar, śpiewałem intuicyjnie, opierając się wyłącznie na mojej muzycznej pamięci.

Pojawił się jednak lekarz cudotwórca z urządzeniem wielkości samochodowego akumulatora, które później zminiaturyzował. Johnson nie może zdradzać szczegółów technologii, ale oparta jest na założeniu, że czaszka to pudło rezonansowe. Najważniejsze, że wokalista odzyskał słuch, mógł śpiewać i wejść do studia. Jako ostatni przystał na to basista Cliff Williams. Zastępstwo za Malcolma przyjął kuzyn Angusa Stevie, który już wcześniej występował z grupą.

Jak Mona Lisa

Gdy 12 nagrań było gotowych, zespół odbył próbę przed kolejnym tournée. Planowali też grać w kameralnych salach. Wtedy pandemia zatrzymała wszystko.

– Zastanawialiśmy się, co robić z płytą, ostatecznie uznaliśmy, że wtłoczymy w świat sporą porcję naszego rock and rolla. Damy fanom muzykę, która pozwoli zapomnieć o pandemii – powiedział Angus, podkreślając: – Ta płyta jest hołdem dla Malcolma, tak jak „Back in Black" było hołdem dla Bon Scotta.

Zmarłego Scotta zastąpił w 1980 r. Brian Johnson, a „Back in Black" do dziś jest w czołówce najlepiej sprzedających się albumów z wynikiem 50 mln egz. To dzięki niemu zespół stał się megagwiazdą.

„Power Up" to kontynuacja klasycznego brzmienia. Są na płycie typowe rock and rollowe tematy, jak „Demon Fire" w stylistyce z okresu Bona Scotta czy „Witch's Spell", a także balangowe dwuznaczności jak „Shot in the Dark". Najważniejszą zmianą jest wprowadzenie śpiewnych chórków w stylu amerykańskich zespołów metalowych z lat 80. Nie wiem, czy było to konieczne, ale może wspólny śpiew dodatkowo integrował muzyków.

Hitem będzie melodyjne „Kick You When You're Down". AC/DC zrezygnowało tu z efektu fuzza w otwierającym motywie gitarowym. Fanów hard rocka zaskoczy najbardziej popowe „Through the Mists of Time" z lekką mgiełką nostalgii. To jednak delikatna zmiana wobec wcześniejszych dokonań.

– Jesteśmy ze sobą od lat, razem podróżujemy przez czas, a kiedy gramy, trzymamy się tego, co umiemy najlepiej, czujemy się więc tak, jakby czas stanął – mówi Angus. – To może mieć dla kogoś muzealny smak, ale przecież takie obrazy jak „Mona Lisa" są ponadczasowe. Chcielibyśmy, żeby podobnie było z naszymi piosenkami.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA