fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

W moim życiu muzyka od zawsze miesza się z lubelskim żużlem

Fotorzepa/Roman Bosiacki
Krzysztof Cugowski, współzałożyciel i wokalista Budki Suflera, z którą w zeszłym roku odbył pożegnalną trasę. Teraz planuje koncerty i nagranie płyty ze swoimi synami. Zaśpiewa też klasyczne przeboje z Aleksandrą Kurzak we Wrocławiu.

Popularny lubelski wokalista opowiada o swojej fascynacji sportem, marzeniu o lepszej przyszłości dla miejscowych sportowców i o tym, jak pomaga w dokończeniu budowy Centrum Spotkania Kultur.

"Rzeczpospolita": Jaki był pana ulubiony sport, kiedy był pan nastolatkiem?

Krzysztof Cugowski: Chodziłem na żużel. Mieszkałem w pobliżu stadionu żużlowego, a kiedy miałem siedem lat i poszedłem do szkoły muzycznej, rodzice kupili mi pianino od najwybitniejszego żużlowca Lubelszczyzny, czyli pana Włodzimierza Szwendrowskiego, wychowanka Ogniwa Lublin. Żużel i muzyka w moim życiu od początku się mieszały. Zainteresowałem się żużlem właśnie dlatego, że rodzice kupili mi... pianino. Podziwiałem dokonania pana Szwendrowskiego, a później, gdy już podrosłem, miałem okazję spotykać się z nim prywatnie. Radził sobie świetnie w życiu zawodowym po zakończeniu kariery sportowej. Został wybrany na żużlowca wszech czasów Lubelszczyzny.

Co pana rajcowało w żużlu?

W powietrzu unosi się zapach metanolu, w dawnych czasach połączonego z przypalonym olejem Castrol. Każdy powinien to poczuć. Miałem też okazję przejechać kilka okrążeń na profesjonalnym motorze żużlowym w czasach, gdy trenerem Motoru Lublin był świętej pamięci Witek Zwierzchowski. Osobiście posadził mnie na maszynie. Mam znajomych, którzy pytają: „Co ty oglądasz? Przecież ciągle jeżdżą tylko w lewo i nie bardzo się spieszą!". Tymczasem tor nie jest gładki, tylko skopany jak błotniste kartoflisko, ma doły, dziury i wzniesienia. Nawet przejechanie czterech kółek w turystycznym stylu wymaga ogromnego wysiłku.

Dłonie pianisty są za słabe?

Żużel wymaga niezwykle porządnego przygotowania fizycznego. Najlepszym dowodem na to jest zachowanie tych sportowców, którzy zwalniają na ostatnich okrążeniach, chociaż pierwsze przejechali fantastycznie. Żużla nie da się uprawiać bez pasji. Zachęta pieniężna nie wystarcza. Znam zajęcia zarówno spokojniejsze, jak i lepiej płatne.

Cieszy pana nowy stadion w Lublinie?

Jest piękny, może pomieścić 15 tysięcy ludzi. Dobrze by było, gdyby nasza drużyna wypadała równie pięknie.

Jakie obiekty sportowe, na których pan występował, zapadły panu w pamięć?

Grałem na Stadionie Dziesięciolecia, gdy był już w lekko agonalnym stanie. Śpiewałem na nowym Stadionie Narodowym – wypełniony ludźmi robi wielkie wrażenie. Podoba mi się nowa hala w Krakowie, gdzie występowałem w minionym roku. Myślę jednak, że same mury, nawet najpiękniejsze, nie wystarczą. Ważne jest, kto wchodzi na scenę. Sam obiekt nie zagra i nie zaśpiewa.

A gdzie pan najbardziej lubił występować w Lublinie?

Graliśmy wielokrotnie pod zamkiem. To piękne miejsce, robi wrażenie i jest w stanie pomieścić dużą widownię. Bardzo lubię tam występować.

Zasiadał pan w jury konkursu na dyrektora lubelskiego Centrum Spotkania Kultur – Teatr w Budowie.

Powiem nieskromnie, że byłem pierwszą osobą, która sprawę dokończenia inwestycji podjęła po latach przerwy. Udało mi się namówić wiele ważnych osób w Polsce, by niedokończonego teatralnego szkieletu w centrum Lublina nie przeznaczać na kolejny supermarket. To, że powstanie nowy teatr, jest powodem mojej wielkiej satysfakcji. Kiedy przejeżdżam Alejami Racławickimi obok Centrum Spotkania Kultur, jestem dumny, że nie straszy już wrak budowy. Okazuje się, że nawet jeśli pojedynczy człowieczek wyznaczy sobie cel – może ruszyć bryłę z posad świata.

Budynek i jego aranżacja, w tym tarasy i napowietrzne chodniki, są spektakularne. Ale czy znajdą się pieniądze na finansowanie Centrum?

Jeśli instytucja rodziła się w bólach, ale powstała, to pieniądze na jej działalność też powinny się znaleźć. Lublinowi i Lubelszczyźnie należy się instytucja na europejskim poziomie. Centrum Spotkania Kultur stanie się nowym centrum miasta. Tu znajdą siedziby filharmonia, teatr muzyczny i dramatyczny.

A co z widzami?

Gdy pokazywano w Lublinie „Traviatę" w hali na Globusie, chociaż nie jest to miejsce idealne dla opery – przyszło 5 tysięcy widzów. Bardzo ważna jest rola szefa Centrum Spotkania Kultur. Z tym większą siłą muszę podkreślić, że dyrektor Piotr Franaszek został wybrany jednogłośnie. Mam nadzieję, że stanie na wysokości zadania.

—rozmawiał Jacek Cieślak

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA