fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Faust to bohater współczesny

materiały prasowe
Beata Redo–Dobber, reżyserka superwidowiska w Hali Stulecia opowiada, jak odczytała operę Charles'a Gounoda i o wyzwaniach, jakie stawia ta inscenizacja.

Rzeczpospolita: Przed „Faustem", którego pani teraz realizuje, był jeszcze inny – w Wojanowie...

Beata Redo–Dobber: Tamten był drugi, bo jeszcze wcześniej pracowałam jako dramaturg przy „Fauście" Gounoda reżyserowanym przez Roberta Wilsona w 2008 roku w Teatrze Wielkim w Warszawie. Dopiero potem był Wojanów i „Faust" z muzyką napisaną nie przez Gounoda, ale księcia Antoniego Henryka Radziwiłła. Tego utworu nigdy wcześniej w całości nie zrealizowano. Został zaaranżowany w naturalnej przestrzeni – scena miała prawie 80 metrów długości, orkiestra była poza nią, dyrygent w namiocie obok, widoczny na telebimach. W tym „Fauście" było prawie tyle samo tekstu mówionego co śpiewanego, więc wymyśliłam, że każda z głównych postaci – Faust, Mefisto i Małgorzata – ma swoje alter ego w postaci tancerzy. Występowali aktorzy Wrocławskiego Teatru Pantomimy oraz Teatr Akt – poruszający się na szczudłach akrobaci. No i ubraliśmy wykonawców w klasyczne kostiumy, próbując wszystko inne także zrealizować „po bożemu".

„Faust" w Hali Stulecia będzie całkiem inny?

Przede wszystkim to zupełnie inny materiał muzyczny, choć ta sama historia. „Fausta" Gounoda chcę opowiedzieć współcześnie – jeśli chodzi o estetykę: kostiumy, poprowadzenie postaci. Bardzo ważny w tym przedstawieniu jest dla mnie chór, chciałabym, by był równoprawnym partnerem dla solistów.

Na czym polega współczesność wersji, którą zaproponuje pani widzom?

Żyjemy w skomplikowanym świecie, osaczającym nas nadmiarem informacji. Szczególnie w ciągu dwóch ostatnich lat nasiliła się presja rzeczywistości i codziennie dowiadujemy się o ofiarach ataków terrorystycznych, klęsk żywiołowych. Chciałabym o tym też opowiedzieć. Osadzam historię w Europie żyjącej zagrożeniami, zaskakującymi codziennie doniesieniami. Oczywiście główni bohaterowie mają swoją historię, znaną z Goethego, która jest zawsze aktualna, bo ludzie od pokoleń marzą, by zatrzymać młodość i radość życia. Akcja jednak nie będzie działa się tak, jak zapisał to Goethe. W naszej realizacji najważniejsze sceny będą rozgrywać się w źrenicy oka.

Nie pokażemy jej oczywiście ty lko przeskalowując dekoracje, ale budując scenografię przez zaznaczenie jej detalami. Umowna przestrzeń będzie ulicą, pokojem Małgorzaty, kościołem. Chciałabym także, by zaistniały fragmenty utworu Goethego, których nie pomieściło libretto opery, np. scena, od której wszystko się zaczyna, gdy Bóg rozmawia z Mefistofelesem w obecności trzech aniołów. Wtedy właśnie okazuje się, że Bóg wysyła szatana, aby wiódł Fausta na pokuszenie. Ważnym elementem będą projekcje multimedialne, które czasem będą dawały kontekst dla zdarzeń na scenie, innym razem – uzupełniały myśli czy emocje poszczególnych postaci. Mamy ogromny ekran o długości 50 metrów i inne elementy, na których będą wyświetlane projekcje. To też ma być sposób na dopowiedzenie tego, czego nie ma w libretcie.

W tym przedstawieniu istotniejsza będzie widowiskowość czy strona muzyczna?

To dwa równoważne elementy, wzajemnie się dopełniające. Podstawą jest doskonałe muzyczne wykonanie. Scenografia jest monumentalna, zajmuje ponad połowę przestrzeni Hali Stulecia. W hali nie ma ani kulis, ani zapadni, ani sztankietów, czyli urządzeń służących do podnoszenia dekoracji teatralnych na odpowiednią wysokość. Trzeba sobie radzić w inny sposób, by widzowi opowiedzieć tę historię tak, aby wiedział, jak przebiega akcja.

Czy „Faust" jest tak dobrze znany, że można sobie pozwolić, żeby „poszaleć", czy trzeba dbać o dokładne opowiedzenie historii?

W tym spektaklu chór operowy jest wzmocniony przez dwa zewnętrzne chóry – Politechniki Wrocławskiej oraz Uniwersytetu Ekonomicznego. Kiedy odbyłam pierwsze spotkania z młodzieżą i spytałam o znajomość „Fausta", okazało się, że nie wszyscy wiedzą, o czym to jest. A skoro tak się dzieje, to moja praca wymaga szczególnej uwagi przy wyrazistości i logice reżyserowanej na scenie opowieści.

Ilu wykonawców będzie na scenie?

Ponad 90 osób liczy chór, do tego dochodzą soliści i balet liczący ponad 20 osób, statyści oraz... prawdziwe wojsko – jeżeli nasze rozmowy z kierownictwem wrocławskiej Szkoły Oficerskiej zakończą się sukcesem...

Czy prawdziwe jest stwierdzenie, że jeśli w przypadku „Fausta" zdobędzie się czwórkę dobrych śpiewaków do głównych partii, ma się połowę sukcesu?

Niezbyt się z tym zgadzam, choć świetny śpiew w przypadku głównych wykonawców jest podstawą. Mamy dwie obsady. Z większością solistów spotykam się po raz pierwszy. Muszę jednak liczyć się z tym, że to przedstawienie oglądać będą nie tylko melomani kochający muzykę, ale i zwykli widzowie – na każdym z trzech przedstawień będzie ich  prawie cztery tysiące! Nie mogę ich zlekceważyć. W tak ogromnej przestrzeni dla widza może być trudne do zniesienia, gdy jedna osoba śpiewa arię, a poza tym nic się na scenie nie dzieje. Od arii do arii, od duetu do kwartetu – to za mało. Będą niespodzianki pirotechniczne, bez tego „Faust" obejść się nie może.

Czy Hala Stulecia jest wyzwaniem czy ograniczeniem?

Ograniczenie polega na braku teatralnego zaplecza, czyli kulis, zapadni czy sztankietów. Ale i tak uda się wprowadzić do wnętrza scenę obrotową, co uważam za sukces. Monumentalna przestrzeń Hali Stulecia gubi intymność przekazu. Powstaje na przykład trudność, jak pokazać małe kwiatki, które Siebel, według libretta, przynosi Małgorzacie, by wszyscy widzowie je zobaczyli. Ale nie czuję się przytłoczona nadmiarem takich wyzwań, tylko zaciekawiona. To wielka przygoda.

—rozmawiała Małgorzata Piwowar

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA