fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Michał Zadara w Komische Oper

Cornelia Zink (Marianne) i Tom Erik Lie (Alfred)
IKO
W berlińskiej Komische Oper Michał Zadara pokazuje życie współczesnych Niemców i w swym drapieżnym spektaklu nie jest dla nich zbytnio łaskawy.

Jacek Marczyński z Berlina

Wprawdzie w niemieckich teatrach pracował wcześniej, ale na operowej scenie jest to w tym kraju debiut Michała Zadary. Uważnie obserwowany, bo Komische Oper to instytucja legenda. Założył ją prawie 70 lat temu ojciec współczesnej reżyserii operowej Walter Felsenstein. Jego wychowankowie rozprzestrzenili się po świecie i dziś oni lub ich uczniowie są twórcami z artystycznej ekstraklasy. Sama zaś Komische Oper wciąż trwa, a możliwość pracy tutaj nobilituje każdego reżysera.

Na swój debiut Michał Zadara wybrał „Opowieści Lasku Wiedeńskiego", które ze słynnym walcem Straussa syna łączy tytuł oraz to, że ta melodia odgrywa rolę w akcji sztuki. Napisał ją Ödön von Horváth – bezlitosny obserwator niemieckiego i austriackiego drobnomieszczaństwa po I wojnie, człowiek, który dostrzegł niebezpieczeństwo nazizmu w momencie, gdy brunatny płomień ledwie zaczął się tlić.

„Opowieści Lasku Wiedeńskiego", sztukę von Horvátha z 1931 roku, dwa lata temu ozdobił muzyką najbardziej znany w świecie kompozytor austriacki H.K. Gruber, używający jedynie pierwszych liter swoich imion (Heinz Karl).

Gruber nie stworzył typowej opery, są tu odniesienia do Strawińskiego i do dodekafonistów, ale też do kabaretu, jazzu, melodii filmowych i oczywiście do wiedeńskich walczyków. Jest także sporo tekstu mówionego.

Tak oto we współczesnym teatrze zacierają się granice gatunkowe i wówczas ważny staje się reżyser. Michał Zadara stworzył spektakl niesłychanie konsekwentny. Nie interesują go wiedeńczycy sprzed 80 lat, akcję przeniósł z Wiednia nad brzeg Sprewy, gdzie przy grillu i piwie odpoczywają dzisiejszy berlińczycy. Na co dzień prowadzą małe interesy zapewniające im podstawę egzystencji, ale marzą o innym świecie, o miłości. Oczekują politycznej zmiany, która wisi w powietrzu, lub też jej się boją, bo może zniszczyć ich spokojne życie.

Ödön von Horváth bezlitośnie obnażał egoizm swych bohaterów. Zadara to jeszcze pogłębił, pokazał brak jakichkolwiek więzi międzyludzkich. Wszyscy zamknęli się w swoich samochodach, w których można zarówno uprawiać seks, jak i odbyć spowiedź, a miejscem zdawkowych kontaktów stała się stacja benzynowa prowadzona przez jedną z bohaterek (u Von Horvátha był to sklepik z papierosami).

Taka diagnoza nie wszystkim może się spodobać. Na premierze, jak relacjonowały media, było nieco buczenia, drugi spektakl, który oglądałem, przyjęto bardzo życzliwie. A wszystkie recenzje wnikliwie analizują pracę polskiego reżysera, który stworzył opowieść ostrą, drapieżną, wręcz prowokującą.

Berlińczycy widzą w tym spektaklu siebie, ale Michał Zadara nie pokazuje jedynie rzeczywistości w 2016 roku. Jego „Opowieści Lasku Wiedeńskiego" to obraz odwiecznego ludzkiego konformizmu, głupoty, wygodnictwa i nadziei. A także marzeń, które kończą się klęską.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA