fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

"Timeless": 60 lat z grupą Bee Ges

Maurice, Barry (stoi) i Robin Gibbowie, czyli Bee Gees – zespół legenda sprzedał ponad 220 milionów płyt.
Capitol/Universal
Zaczęli karierę 60 lat temu. Hity braci Gibb przypomina kolekcja „Timeless".

Są dumą Manchesteru, bo tam zaczęła się ich kariera. Gdyby nie śmierć Robina (2012) i Maurice'a (2003) byliby najstarszym popowym zespołem. Kiedy wprowadzano ich do Rock'n'Roll Hall of Fame, cały muzyczny świat usłyszał, że tylko The Beatles, Elvis Presley i Michael Jackson sprzedali więcej płyt. Mieli wtedy na koncie 220 mln albumów. Brian Wilson podkreślał, że byli pierwszym zespołem, który wypromował rodzinne śpiewanie w harmonii głosów, jeszcze przez The Beach Boys.

Zaczęli tak dawno, że o ich prapoczątkach krążą legendy. Podobno, gdy biegli zaprezentować się w popularnej wówczas formie śpiewania z playbacku, potłukła im się płyta z piosenkami. Musieli zaśpiewać na żywo, a po gorącym przyjęciu postanowili rozpocząć profesjonalną karierę.

Ironia losu

Gibbów uważa się często za Australijczyków, ponieważ tak jak rodzina Youngów, założycieli AC/DC, wyemigrowali z Wielkiej Brytanii za chlebem na antypody. Śpiewali w przerwach wyścigów samochodowych, prosto z „paki", aż platforma ciężarówki była usiana monetami. Ten pionierski okres Robin Gibb przypomniał tuż przed śmiercią w piosence „Sidney". Zanim stali się sławni, poczuli, co to ironia losu. Kiedy postanowili opuścić Australię z powodu braku sukcesów, na pokładzie statku płynącego do Anglii dowiedzieli się, że ich piosenkę „Spicks and Specks" uznano za największy australijski hit 1966 roku.

Postanowili mierzyć najwyżej jak się da i wysłali nagrania do menedżera Beatlesów – Briana Epsteina. Ten przekazał je Robertowi Stigwoodowi, który za namową Paula McCartneya postanowił skorzystać z życiowej szansy i został producentem Bee Gees.

Nie zapowiadali się wtedy jeszcze na giganta rytmicznych przebojów disco. Śpiewali słodko i ckliwie. Taki był hit „Massachusetts", który pobił rekord sprzedaży singli (5 mln egzemplarzy).

Z 17-osobową orkiestrą noszącą nazwę Massachusetts Bee Gees wybrali się na tournée, które otwierała grupa Procol Harum znana już z hitu „A Whiter Shade of Pale". Fani reagowali równie histerycznie, jak na Beatlesów. A oni odrzucili propozycję napisania muzyki i występu w psychodelicznym filmie „Wonderwall" z Jane Birkin, który zilustrował ostatecznie George Harrison.

Jeszcze w 1973 roku centralną postacią był Robin, który popisywał się vibratem. Dwa lata później epokę disco zapowiadał falset Barry'ego. W muzycznej zmianie maczał palce Eric Clapton, który zasugerował, by muzycy nagrali nową płytę „Main Course" w relaksującym klimacie Miami. Album z hitami „Nights of Broadway" i „Jive Talkin'" uważany jest za pierwszy krążek w stylu r'n'b, który wspiął się na szczyty „Billboardu". De facto powstał nowy zespół. Bracia śpiewali w wyższych rejestrach, gitary grały funky, orkiestrę zastąpiły syntezatory. Hit „You Should Be Dancing" z „The Children of the World" brzmiał jak hymn nowej dyskotekowej epoki. Za konsoletą w studio zasiadała wtedy spółka producencka Barry Gibb – Albhy Galuten – Karl Richardson. To ona odpowiadała za nowe brzmienie i sukcesy późniejszych albumów „Guilty" Barbry Straisand z „Woman In Love", „Heartbreaker" Dionne Warwick i „Eaten Alive" Diany Ross.

Cztery dekady temu świat stał się wielkim parkietem disco po premierze „Saturday Night Fever", albumu towarzyszącego filmowi z Johnem Travoltą. Aktor wspominał, że kiedy kręcił film tańczył do nagrań Steve'a Wondera. Stigwood zmienił ścieżkę dźwiękową. Zadzwonił do braci Gibb z nowym zleceniem, a zarys nowych kompozycji powstał w weekend. Fani usłyszeli „How Deep Is Your Love", „More Then a Woman" „Stayin' Alive", „Night Fever" i dostali dyskotekowej gorączki.

Pięć Grammy

Album sprzedał się w 40 mln egzemplarzy, królował pół roku na pierwszym miejscu „Billboardu" i zdobył pięć Grammy. Bee Gees stał się najbardziej wpływowym zespołem na globie. To dlatego obsadzono ich w roli The Beatles w filmowej wersji „Sgt. Pepper's Lonely Hearts Club Band".

Grupa poszła za ciosem, nagrywając płytę „Spirits Having Flown" z superhitem „Tragedy". To był okres, kiedy w jedno popołudnie potrafił napisać trzy piosenki, które zdobywały potem pierwsze miejsca listy przebojów. Rockmani nie mieli wyjścia. Rod Stewart postanowił zerwać z rockiem i nagrać „Da Ya Think I'm Sexy?". Zasłuchany w Bee Gees był George Michael i Michael Jackson. To słychać.

– Nie nadążałem odbierać telefonów z gratulacjami i propozycjami – mówił Barry Gibb. Fani wspinali się na ogrodzenie mojego domu. Byłem szczęśliwy, kiedy szaleństwo się skończyło.

Bee Gees zdążyli jeszcze pierwszym wydanym na CD albumem „Living Eyes" otworzyć w 1981 nową cyfrową epokę. Ale pojawili się w glorii chwały, gdy do łask wróciły winyle i kiczowate szlagiery lat 70. Maurice padł ofiarą szkockiej z colą. Do klubu wprowadził go John Lennon, kompanem zaś był sąsiad, Ringo Starr. Robin kłócił się z Barrym i przyjaźnił z Tonym Blairem. Przegrał z rakiem.

Barry cieszy się piątką dzieci z małżeństwa z Miss Endynburga Lindą Gray oraz siódemką wnuków. Jesienią zeszłego roku wydał solowy album „In the Now". A na parkietach znowu rytm dyktuje Bee Gees.

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: j.cieslak@rp.pl

Bee Gees, Stayin' Alive 1989 Live Video

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA